środa, 6 czerwca 2012

część 10 .

hahaha ! i mamy 10 rodział .. już myślałam, że nigdy d tego nie dobije, a jednak ! piiiiszeee ! to w końcu już 10 rozdział . xD po ostatnich notkach przybyło czytelników co niezmiernie mnie cieszy . dzisiejsza część własnie dla nich ;D 
dziś znów dzielone .. pisane w dwóch osobach . mam nadzieje , że wam to nie przeszkadza , hmm ? ;D okej , więc zapraszam ..  mówię wam , dużo się będzie działo ;D

***

 Kołysałam się w jego ramionach, zaciskając powieki. Jak mantrę powtarzałam, że to nie jest sen, że to nie może być sen, że świat nie jest okrutny na tyle, aby płatać mi takie figle. Zaciskałam dłonie w piąstki aż bielały mi knykcie. Nie mogłam uwierzyć, że wrócił... Wrócił! Mój Nicholas... Znów siedziałam w jego ramionach, wypłakując się w mankiet jego koszuli. Kołysał mną rytmicznie, gładząc mnie czule po głowie. Zamykałam i przecierałam oczy nadal nie mogąc uwierzyć, że znów tu jest. Moje serce zdawało się odżyć na nowo. Wszystkie złe uczucia i emocje mnie odpuściły, bo był blisko. Czułam na skórze jego ciepło, jego szept pieścił moje uszy, a chłodnawe usta dotykały czoła przez co czułam się najspokojniej jak tylko mogłam się czuć. Dopiero po chwili odsunęłam się, aby spojrzeć na niego i wysłuchać co ma mi do powiedzenia. Do tej pory nie docierało jeszcze do mnie nic, a on usiłował mnie uspokoić. Po części mu się udało. Tyle tylko, że teraz poczułam nagłe szczęście ogarniające całe moje ciało poczynając od czubków palców, a kończąc na wysokim końskim ogonie na samiutkim czubku mojej głowy.
 -Chris się zaprzedał żebym mógł wrócić na dwa dni i pożegnać się z tobą już raz na zawsze.- wyszeptał mi do ucha. Szczęście prysło niczym bańka mydlana, a ja znów poczułam pustkę w sercu, a ta przerażała mnie do tego stopnia, że czułam się jak w obłędzie. Miliony myśli na minute, przesuwające się przed oczami obrazy i świadomość, że nigdy więcej nie poczuję już niego dotyku, dotyku jego dłoni i pocałunków, które wprowadzały mnie w stan kompletniej euforii, której nie potrafiłam sama ogarnąć.
 -Jak to? Jak to się zaprzedał?!- zapytałam już w panice. Uspokoił mnie tym swoim magicznym sposobem bawienia się ludzkimi emocjami. Zmroziłam go spojrzeniem, oplatając mu dłonie wokół szyi.
 -Nic mu nie będzie... W zamian za mnie na dwa dni tu, on dwa dni jest na górze. To nic strasznego. Musisz tylko powiedzieć Natalie, że Chris wyjechał do chorej babci, a ty potrzebujesz spokoju. Spędzimy te dwa dni razem, a nikt nie może wiedzieć, że tu jestem.- wyszeptał, patrząc mu w oczy. Opuszkami palców przesunął po moim policzku na co przymknęłam powieki. Zaraz jednak otworzyłam oczy. Jakby w obawie, że znów mi się wydaje, a jak otworze oczy już go nie będzie. I nie było. Siedziałam cała zapłakana na chłodnej posadzce, ocierając łzy. Znów zebrało mi się na płacz jednak dostrzegłam te połyskujące tęczówki, które rozpoznałabym wszędzie. Odetchnęłam z ulgą. Niedługo potem znalazłam wytłumaczenie dlaczego Nick tak zniknął. Nade mną stała Natalie, zastanawiała się gdzie jest Chris. Powiedziałam jej, że prosił, abym przekazała jej, że musiał wyjechać na dwa dni, nie więcej. Skinęła jedynie głową po czym usiadła przy mnie i tak po prostu mnie przytuliła. Tak jak to robiła tuż po śmierci rodziców. Wtuliłam się w nia szczelnie, chowając twarz między jej szyją, a obojczykiem. Pogłaskała mnie po włosach, a potem zabrała do domu. Zasnęłyśmy w jednym łóżku, przytulone do siebie szczelnie.
 Wstałam w nieco mieszanym humorze. Część mnie tak strasznie cieszyła się, że Nick znów jest obok... A ta druga wciąż płakała, że to już nasze ostatnie dwa dni, że nigdy więcej się nie spotkamy.
 Na śniadaniu oznajmiłam Natalie, że wyjeżdżam na trochę, bo muszę od tego odpocząć. Nie protestowała i nie chciała jechać ze mną. Czyli najwidoczniej ona też potrzebowała chwili dla siebie. W sumie nie dziwiłam się temu. Miała tego wszystkie dość tak samo jak ja, a może nawet bardziej. W końcu to ona musiała znosić moje humorki. Za to ją kochałam... Najbardziej pod słońcem. Ona znosiła moje, a ja znosiłam jej. Dlatego byłyśmy tak dobrymi siostrami. Ostatnia i tak oddaliłyśmy sie od siebie i to znacznie. 
 Spakowałam sobie niewielką torbę, biorąc tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nie znikałam na nie wiadomo ile, a na dwie pełne doby. Założyłam torbę na ramię i ruszyłam na przystanek. Nick na pewno mnie tu znajdzie. On znajdzie mnie wszędzie. I nie myliłam się. Myślałam jednak, że podjedzie po mnie swoim czarnym Jeepem, pomyliłam się. Zatrzymał się przede mną motocykl. Ciemny, niski z wysoką kierownicą. Westchnęłam cicho. Kierowca zsiadł, nie pokazując mi swojej twarzy. Zza przyciemnionej szyby dostrzegałam jednak oczy i widziałam włosy wystające spod kasku. Włożył moja torbę do schowka pod siedzeniem, podał kask i kurtkę ochronną. Odrobinkę za dużą, ale jednak. Wsiadł na maszynę, wskazując głową za siebie, abym usiadła tuż za nim. Uśmiechnęłam się pod nosem, zagryzając wargę. Najpierw założyłam kaska, a potem wskoczyłam na motor. Przykleiłam się do niego szczelnie, oplatając mu brzuch ramionami. Silne uda zacisnęłam tuż przy jego, starając się jakoś wtulić twarz w jego plecy. Kask mi uniemożliwiał, więc zrezygnowałam. Zaczęłam patrzeć przed siebie. 
 Świadomość tego, że mam go tak blisko, a przez najbliższy czas nie mogę liczyć na nic więcej niż tulenie się do jego pleców wcale mnie nie zadowalała, a w dodatku. Cholernie rozpraszała. Owszem, tęskniłam za Nicholasem, z którym rozmowa była dobra na wszystko, ale tęskniłam też za pieszczotami, dotykiem i pocałunkami. Zacisnęłam mocniej pięści na jego kurtce, zamykając jednocześnie powieki. W głowie zaczynałam od tyłu układać teksty piosenek. Skutecznie mnie to zajęło aż dojechaliśmy do jakiegoś motelu. Mało ważne było to gdzie jechaliśmy, a to, że mieliśmy jedynie dwa dni na pożegnanie się. Moim zdaniem całe życie to zbyt mało, aby móc się dobrze pożegnać. 
 -Idź, powiedz o rezerwacji na moje nazwisko. Ja wejdę oknem. Nikt, nikt nie może wiedzieć, że nie jesteś tu sama! A motor... Tylko mnie podwoziłaś. Kobiety motocykliści też istnieją.- wzruszył ramionami na co pokręciłam głową. Weszłam do motelu. Przy recepcji siedział starczy mężczyzna, grzebiący coś w komputerze. Dostrzegłam baner serwisu randkowego, więc znacząco odchrząknęłam. Uniósł na mnie głowę. Nie musiałam nic mówić. Widocznie nie mieli wielu gości, więc byłam jakby atrakcją. Wzięłam klucz i udałam się na górę. Wbrew pozorom motel był czysty i zadbany. Z wierzchu sprawiał wrażenie kompletniej rudery, a w środku... Cały pałacyk w jakim zawsze chciałam mieszkać jako mała dziewczynka. Cyklinowane podłogi, jasnobrązowe tapety na ścianach na których wytłoczone były pionowe pasy. Meble z ciemnym brązowym wykończeniem i jasne lampka paląca się między drzwiami pokoi. Otworzyłam dębowe drzwi mosiężnym kluczek i pchnęłam je. Nicholas już siedział na łóżku, rozbierając się z ochronnej odzieży, którą wkładał na motor. Zrzuciłam z ramion kurtkę po czym wskoczyłam mu na kolana, okraczając go. Wsunął się na łóżko, siadając po turecku przez co wpadłam między jego nogi. Patrzył mi w oczy przez dłuższy moment. Palcami delikatnie przeczesywałam mu włosy, kciukami gładząc policzki. Mój oddech samoistnie przyspieszył podobnie jak serce. W brzuchu pojawiło sie stado motyki i wszystko przestało się liczyć. Mało ważne stało się to jak wygląda nasz pokój, to, że było to kompletnie ciemno, bo żadne z nas nie wpadło na pomysł zapalenia światła czy chociażby jednej z waniliowych świeczek stojących na szafkach nocnych po dwóch stronach ogromnego małżeńskiego łoża z kremowo-brązowym okryciem i mnóstwem poduszek.
 -Caroline...- wyszeptał, chłodne dłonie przesuwając w górę po moich udach. Przełknęłam głośniej ślinę, nie spuszczając z niego uważnego spojrzenia.- Wiesz jak mocno cie kocham? Czas bez ciebie dłuży się niemiłosiernie, a jak pomyślę, że to już koniec...- wyszeptał jednak nie dałam mu dokończyć. Zatkałam jego usta takim pocałunkiem jakiego przy mnie jeszcze nie doświadczył. Namiętny i zachłanny... Tak jakby zawarta w nim była cała tęsknota jaka we mnie siedziała. Nie powiedział nic więcej. Złapał mnie mocniej w talii i położył na łóżku. Nachylił się nade mną i po prostu pocałował. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie, a skończyła si szybciej niż myślałam. Sfrustrowana, rzuciłam mu gniewne spojrzenie na co uśmiechnął się tak jak lubiłam najbardziej. Momentalnie zrobiło mi się ciepło na sercu... I nie tylko. W okolicy podbrzusza poczułam skurcz. Delikatny, nie do zauważenia jednak ja go poczułam. Nick jednak wyczuł co się dzieje ponieważ momentalnie pocałunki jego warg przeniosły sie na szyję. Przymknęłam powieki, jedną dłoń zatapiając w gęstych kasztanowych lokach. Drugą przeciągnęłam po jego ramieniu, paznokciami zahaczając o czarny lecz sprawy do szarego podkoszulek. Ubrania zaczęły mi dziwnie ciążyć. Pociągnęłam jego koszulkę w górę w tym samym momencie, w którym jego dłonie znalazły się pod moja koszulką. Rolety w oknie były zasłonięty jednak okno chyba było otwarte, bo słychać było jak lunął deszcz. Na chwilę się rozproszyłam jednak do porządku przywrócił mnie pomruk mojego towarzysza gry to odnalazł materiał biustonosza pod którym kryły się moje piersi.
 Nim się obejrzałam temperatura między nami skoczyła stokrotnie. Zanim się obejrzałam zostałam jedynie w czarnej bieliźnie z jednego kompletu. Nicholas przesunął wzrokiem po moim ciele. Usłyszałam jak głośniej przełyka ślinę. Zaśmiałam się cicho, podnosząc się. Objęłam go za szyję gdy oboje dotarliśmy do pozycji siedzącej. Wzięłam mu się na kolana, nogami obejmując go w pasie. Przylgnęłam do jego ust niemal od razu czując jak jego język powoli rozchyla moje rozgrzane wargi, a potem pieści lekko podniebienie. Dokładnie widziałam, że nie ma co zrobić z dłońmi, więc ujęłam jedna lekko i zasunęłam na zapięcie stanika. Rzucił mi zaskoczone spojrzenie jednak zamiast się tłumaczyć znów przylgnęłam do jego warg. Bez problemu jedną ręką poradził sobie z dwiema złośliwymi haftkami. Wyprostowałam ręce, a potem odrzuciłam biustonosz gdzieś za siebie. Zawisł na poręczy łóżka. Wyprężyłam się na tyle żeby moje piersi lekko musnęły jego tors. Nicholas przeniósł dłonie na moją talię, wędrując nimi ku górze. Złapał za jedną moją pierś zaczynając powoli pieścić ją i lekko ugniatać. Niekontrolowane mruczenie wydobyło sie z moich warg. Zagłuszone jednak dostało jego pomrukiem. Ściągnęłam brwi, na chwilkę odrzucając głowę w tył. Przymknęłam powieki rozkoszując się jego pieszczotami. Na usie poczułam wyraźną wypukłość. 
 -Bokserki robią się za małe...- wychrypiał mi seksownym głosem wprost do ucha. Dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Wzrokiem przesunęłam po umięśnionym torsie zatrzymując się na wypukłości w bokserkach. Uniosłam brew po czym położyłam się na powrót. W tym samym czasie zdążyłam pozbyć się jego bokserek. Ułożyłam jedną dłoń na jego podbrzuszu, cały czas całując go zachłannie. Jedna dłoń Nicka wsunęła mi się na plecy na wysokość talii natomiast druga z piersi znalazła się najpierw na pośladku, a potem na kolanie gdzie zacisnęła się. Popatrzył mi w oczy przerywając wszystko. Musnął czule moje usta na co uśmiechnęłam się uroczo.
 -Kocham cię...- wyszeptałam, przygryzając dolną wargę. Pokiwał głową, odwzajemniając uśmiech. Jeszcze raz mnie pocałował, więc zaśmiałam się.
 -Wiem... Ja ciebie też.- mruknął, z zaskoczenia ściągając ostatnia cześć mojej garderoby. Lekko mnie zaskoczył jednak kiedy to przyciągnął mnie do siebie już wiedziałam w który momencie jesteśmy. 
 I stało się... Nasze ciała stały sie jednością. W namiętnym tańcu podsyconym pożądaniem wiliśmy się na łóżku. Nasze oddechy się mieszały, rytm serca był dokładnie taki sam, kropelki potu skapywały na pościel. Tak jakby to było esencja tego jak bardzo się kochaliśmy.

**oczami Nicholasa**

 Dwa dni to zbyt mało na pożegnanie. Serce krajało mi si kiedy patrzyłem na nią. Kiedy już sie rozstaniemy ja... Będę mógł ją widywać, ona mnie nie. Pomimo wszystko... Nie będę czuł dotyku ani pocałunków. Nawet nie będę umiał wyobrazić sobie jak to jest mieć ją przy sobie.
 -Nick...- zaspany głos wyrwał mnie z zamyślenia. Po chwili ciepłe dłonie o długich smukłych palcach dotknęły mojego karku i pleców. Caroline złożyła kilka pocałunków na bliznach szpecących moje plecy po czym zajrzała mi przez ramię.- Ile czasu nam zostało?- zapytała szeptem jakby obawiając sie tego co z mojej strony usłyszy.
 -Jakieś trzy godziny, nie dłużej.- obróciłem się w jej stronę. Jej nagie ciało lekko na mnie napierało, a już i tak smutna twarzyczka zdawała się pogrążyć ją w największej rozpaczy jaka mogła ją spotkać.
 I faktycznie... Trzy godziny później już po tym jak wykapaliśmy sie wspólnie i pożegnaliśmy pojawił się zastęp mścicieli. Ona ich nie widziała, ale ja tak. Siedziała mi na kolanach, więc wziąłem ją na ręce i położyłem delikatnie na łóżku. Pocałowałem ją jeszcze raz i odszedłem. Znów poczułem jej dłonie na plecach.
 -Jeśli jego zabieracie, weźcie i mnie... Chce ponieść taką samą karę jak on.- zdawało mi się, że mówi do sufitu, więc pokazałem jej gdzie aktualnie znajdują się anioły, których ludzkim okiem nie mozna było dostrzec. Ni miałem już nawet cił się sprzeczać czy zatrzymywać ją. W najgorszym wypadku po prostu tu zostanie. W najlepszym... Pozwolą nam znów byc razem. 
 Nie spodziewałem sie jednak tego co własnie zrobili. Ciało Caroline bez życia opadło na ziemię, a ja widziałem jak ulatuje z niego dusza.
 -Coście zrobili...- mruknąłem łapiąc się za głowę. Nie zdążyłem nawet dotknąć jej ciała, a już mnie zabrali...