niedziela, 2 października 2011

część 7 .

 Potupując niecierpliwie nogami pod stołem, czekałam aż nadejdzie godzina spotkania z Agnes. Nicolasa już nie było, a mi czas dłużył się tak niemiłosiernie, że myślałam iż zwariuję. Wzięłam nieco głębszy wdech słysząc dzwonek do drzwi. Wybiła dokładnie 12, godzina mojej śmierci... Nie chcę jeszcze umierać! Jestem za młoda na śmierć z rąk jakiejś tam anielicy. Lekko drżącymi nogami podeszłam do drzwi i zacisnęłam klamkę. Przygotowana byłam na spojrzenie ciskające gramy i bezczelny uśmieszek wykrzywiający jej nieskazitelną twarz. Jak ogromne było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam to co zobaczyłam. Za drzwiami, na ganku stały dwie pogodne, czule przytulone postacie. Zamrugałam kilkukrotnie mierząc wzrokiem ciało Agnes. Miała na sobie sukienkę w kolorze pudrowego różu przepasaną czerwonym paskiem i czerwone buty, które koniecznie musiałam dostawić do swojej szafy. Wygląd Michaela mnie nie zaskoczył. On zawsze był taki sam. Pogodny i uśmiechnięty. Spojrzałam na ich twarze. Agnes była uśmiechnięta, a jej ciemne mroczne tęczówki przerodziły się w śliczne krążki z płynną czekoladą. Dziwne porównanie... Potrząsnęłam głową powracając go analizy ich wyglądu. Włosy dziewczyny były lekko pofalowane i puszyste spływające po jej odkrytych ramionach. Najbardziej zaniepokoił mnie uśmiech... Ciepły i czarujący. Gdybym nie wiedziała, że to ona zapewne nie poznałabym jej w tym wydaniu. Wpuściłam och do środka zdając sobie sprawę, że dość długi czas trzymam ich na progu. 
 -Zostawię was.- rzucił Michael, rzucając mi pokrzepiające spojrzenie po czym znikł na tarasie. Odetchnęłam cicho pod nosem, nadal drżąc leciuteńko ze strachu. 
 -Nie bój się... To nie jest przykrywka, nic ci nie zrobię. Wiem, że spodziewałaś się sztyletów i innych ciekawych zabawek, ale tak jak wspominałam... Chcę tylko i wyłącznie pogadać. Powiedzieć ci na co piszesz się spotykając się z Nickiem.- wyjaśniła z prędkością światła. Jej słowa dotarły do mnie z lekkim opóźnieniem, jak wszystko dziś. Powoli i ze zrozumieniem pokiwałam głową. Wzięłam nieco głębszy wdech i przysiadłam na kanapie. Agnes zajęła miejsce na fotelu zarzucając nogę na nogę. 
 -Mój, czekam.- powiedziałam siląc się na pewny głos. Agnes wywróciła oczami a co odetchnęłam ponownie i opadłam na łóżko, nie spuszczając z niej zaciekawionego spojrzenia.
 -No więc zacznę w miarę od początku...- zaczęła, opierając się na fotelu. Coś czuję, że szykuje się dłuższa rozmowa.- Nick jest starym aniołem i nigdy nie spoufalał się z ludźmi. Co więcej... Był temu jak najbardziej przeciwny. Zawsze to on był tym chłodnym i bez uczuć. Aż tu nagle w jakiś dziwny i nie wyjaśniony sposób zjawiłaś się w jego życiu ty i oszalał... Całkowicie. Raptem zaczął się martwić i nie mówił o nikim innym jak o tobie. Tylko Caroline to, Caroline tamto. Nie to żebym ja miała coś przeciwko temu, ale wszyscy się tym zaniepokoili. Przyjaźniłam się z nim od zawsze, jeszcze za czasów człowieczeństwa się znaliśmy. Zostaliśmy aniołami razem. Kiedy zaczął tracić dla ciebie głowę mocno się pokłóciliśmy i jakoś tak wyszło, że straciliśmy kontakt. Niby wiedzieliśmy gdzie jesteśmy i mogliśmy się znaleźć, ale nigdy nie miałam na to ochoty. Miała dość całej tej jego farsy. W Japonii chciałam cię odstraszyć... Stąd to wszystko. Ja tak na prawdę taka nie jestem. Pomimo mojej rangi tam na górze nie lubię krzywdzić ludzi. Chciałam cię wystraszyć, bo chciałam odzyskać Nicka. Tyle, że on nie dał cię wystraszyć. Bronił cię własną piersią gotów oddać życie za to abym nie robiła tobie żadnej krzywdy...- widziałam, że chce kontynuować, ale wolałam zostać rzez dłuższą chwilę z tym ciepłem, które rozlało się po moim sercu na wieść, że Nicholas byłby gotów aż tak się dla mnie poświęcić.
 -A co z tymi konsekwencjami?- zapytałam z lekkim przestrachem w głosie. Skarciłam się za to w myślach. Miałam się jej nie bać... Chociaż nie bałam się jej, a tych konsekwencji o których wspomniała.- Przecież ty jesteś aniołem, a spotykasz się z Michaelem.- ściągnęłam brwi w pytającym geście.
 -Michael zdecydował się na związek ze mną, ponieważ po śmierci chce zostać aniołem. Właśnie takie są tego konsekwencje. Spotykając się z wampirem po śmierci się nim stajesz. Twoja ciotka prawdopodobnie tego właśnie nie chce. Nie jestem pewna.- wzruszyła lekko ramionami. Przez dłuższą chwilę trawiłam jej słowa, ściągając brwi. Nieobecny wzrok wbiłam w okno.
 -Nie powiedział mi o tym.- wypaliłam tak nagle, że aż sama siebie zaskoczyłam. Agnes westchnęła pod nosem ciężko.
 -Mógł nie wiedzieć. Nigdy się tym nie interesował, nie obchodziły go związki aniołów z ludźmi.- znów pokiwałam głową. Przeczesałam włosy palcami, rozglądając się po pomieszczeniu. Nagle wrócił Michael, a Agnes wstała ze swojego miejsca.- My już cię zostawimy...- rzuciła idąc w stronę drzwi. Wstałam pospiesznie odprowadzając ich.
 -Dziękuję... To mi wiele wyjaśniło.- szepnęłam i uśmiechnęłam się w ramach podziękowania. Anielica skinęła głową po czym znów przytuleni odeszli w dół ulicy. Szybkim krokiem pobiegłam do siebie do pokoju rzucając się na łóżko. Spojrzałam na plakat 30STM wiszący na suficie jednak zaraz przekręciłam się na brzuch chowając głowę w puszystej poduszce.
 Musiałam to wszystko koniecznie przemyśleć. Kilka spraw wyjaśniło mi się, ale i tak musiałam wszystko poukładać, powkładać do odpowiednich szufladek. Polubiłam Nicholasa... Może nawet pokochałam? Ale czy byłam w stanie poświęcić dla niego spokojne życie pozagrobowe na rzecz wiecznego życia pod postacią anioła? Skoro miałabym zostać aniołem dopiero po śmierci to dlaczego nie? Z bliskich osób miałam tylko i wyłącznie Natt. No i Nicka, ale nie o niego tu teraz chodziło.  Może i na początku będzie mi brakowało mojej ukochanej siostrzyczki, ale skoro poradziłam sobie ze śmiercią obojga rodziców to na pewno z jej utratą też dam radę jakoś się pogodzić... Przynajmniej mam nadzieję. No i nie umierałam już żeby w tej chwili się oto martwić.
 Niestety nie zdążyłam porozmyślać na temat ciotki Mel, ponieważ wrócił Nick. Poczułam jego dotyk na łydce, więc przekręciłam się do swojej pierwotnej pozycji. Uśmiechnęłam się do niego ciepło, przekręcając odrobinkę głowę.
 -Nie zabiła cię.- rzucił, ściągając brwi. Parsknęłam cichym śmiechem.- No co? Myślałam, że cię rozniesie... Strasznie się zmieniła.- w tym miejscu natychmiastowo pokręciła głową.
 -Jestem cała i zdrowa, a Agnes okazała się być całkiem miła.- uniosłam się odrobinkę, aby móc usiąść po turecku.- Wiesz, że jeśli będziemy razem i na prawdę się pokochamy w przyszłości będę aniołem? Już po mojej śmierci. I tak sobie myślę... Że moja ciotka chciała właśnie zostać aniołem. Do tego byłeś jej potrzebny.- stwierdził, nie spuszczając z niej uważnego wzroku. Nick westchnął.
 -Wiem, dowiedziałem się o tym dziś. Spotkałem się z Michaelem. Powiedział mi dokładnie to co tobie powiedziała Agnes.- potaknęłam głową. Jego spojrzenie wwiercało się w moje tęczówki odrobinkę mnie krępując.
 -Co o tym myślisz?- zapytałam, przekładając włosy przez jedno ramię. Domyślałam się co teraz od niego usłyszę i wcale się nie przeliczyłam.
 -Posłuchaj mnie... Ja cię do niczego nie będę zmuszał. To ma być twoja decyzja jednak zanim ją podejmiesz wiedz, że...- tu zamilkł na moment, uciekając wzrokiem w bok. Ściągnęłam brwi. Wziął głębszy oddech i znów popatrzył mi w oczy.- Wiedz, że cię kocham. Od zawsze i na zawsze. Nie zważając na twoją decyzję. Jeśli zdecydujesz, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego odejdę i już nigdy mnie nie zobaczysz.- no dobra... jednak tego się nie spodziewałam. Popatrzyłam na niego uważnie. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem.
 -Już podjęłam decyzję... Ja kocham ciebie i zdecydowałam, że nie będę się przed niczym wzbraniać. Skoro i tak mam przez to zostać aniołem dopiero po śmierci to dlaczego nie?- wzruszyłam ramionami. Jego dość ciemna twarz natychmiast rozjaśniła się cudownym uśmiechem. Poderwał się z miejsca porywając mnie w ramiona. Zaczęłam się śmiać.
 -Nick, głuptasie! Postaw mnie!- objęłam go mocno za szyję nie chcąc spaść przepadkiem. Po chwili zatrzymał się i popatrzył mi prosto w oczy. Nachylił się w moją stronę. Złączył nasze wargi w tak niesamowitym pocałunku, że po plecach przebiegł mi dreszcz. To nie był zwykły pocałunek. To coś prawdziwie mistycznego. 
 ***
Jeśli ten rozdział jet trochę bez sensu to przepraszam, ale czasem tak bywa, prawda?
Zadedykowany jest moim kochanym dziadkom, który udostępnili mi swojej własnej osobistej kanapy, abym mogła to napisać xD
Postaram się napisać jakoś jeszcze w tym miesiącu choć nie wiem czy mi się to uda. 
 

środa, 24 sierpnia 2011

część 6 .

Obudził mnie ciepły dotyk na policzku. Nieco zdezorientowana szamotałam się przez chwilę z narywającym mnie kocem jednak ostatecznie stwierdziłam, że nic takiego się nie dzieje. Odetchnęłam, dokładnie w tym samym momencie dostrzegając Nicholasa. Uśmiechnęłam się do niego, przecierając zaspane oczy.
-Nie ma jej...- powiedział tak uradowanym głosem, że uściskałam go mocno za szyję korzystając z jego pomocy przy wstaniu z niewygodnego leżaka. Przeciągnęłam się czując jak moje kości wskakują na swoje miejsce. Skrzywiłam się, a potem owinięta kocem weszłam do domu. Wszystko było już uprzątnięte, a salon wrócił do swojej poprzedniej formy. Ściągnęłam brwi rzucając podejrzliwe spojrzenie w kierunku mojego kompana. Uniósł dłonie w obronnym geście. Udałam się do kuchni otwierając lodówkę. No tak... Mogłam się tego spodziewać. 
-Muszę iść na zakupy.- zakomunikowałam, czesząc zamaszyście swoje czarne włosy. Westchnęłam głęboko pod nosem.
-Ja mogę to zrobić...- zaoferował się na co byłam o wiele bardziej zaskoczona. Czyżby znów grzebał mi w umyśle. Dziś właśnie chciałam go o wszystko wypytać, a potrzebne było do tego odpowiednie przygotowanie. Zamiast mu odpowiadać wyciągnęłam kartkę i długopis. Napisałam tam wszystko co było mi potrzebne, a potem położyłam na kartce pieniądze przewidywane na te zakupy. Nick sięgnął po kartkę i schował ją do kieszeni zostawiając pieniądze. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć rozpłynął się w powietrzu. Zbyt często to robi...
Pokręciłam do siebie głową, a potem spokojnym krokiem wspięłam się na górę. Wzięłam długo, odprężający prysznic w głowie układając już dokładną listę pytań, które chciałam mu zadać. Szykowała się całonocna posiadówa zważając na godzinę. Była 18. Zanim Nick wróci z zakupów minie jakaś godzina, kolejna godzina zanim wszystko przygotuję no i jakieś pół godziny na psychiczne przygotowania. 
Tak jak planowałam tak dokładnie się stało. Kiedy mój osobisty anioł wrócił przygotowałam nam miejsce do posiedzenia, do tego furę różnych przekąsek i ułożyłam playliste z moich ulubionych piosenek. Tak dla nastroju. Minęło dokładnie dwie i pół godziny zanim zasiedliśmy u mnie w pokoju z kubkami gorącej czekolady w dłoniach. Siedzieliśmy twarzą do siebie, aby móc swobodnie ze sobą rozmawiać. Wzięłam ostatni głęboki oddech chcąc już zadać pierwsze pytanie kiedy Nicholas się odezwał.
-Odpowiem na każde twoje pytanie... Bez wyjątku, ale ja nie wiem czego może chceć od ciebie Agnes. To tak na początek żeby nie było niejasności.- skinęłam głową, patrząc mu prosto w oczy.
-No dobrze... Więc...- zaczęłam, biorąc w dłoń michę z popcornem. Wsunęłam do ust jedno uprażone ziarenko, a otem kontynuowałam.- Dlaczego zjawiłeś się w moim życiu tak nagle? Czego ode mnie chcesz i oczekujesz?- już miałam zadawać następne pytania jednak ugryzłam się w język.
-Zjawiłbym się w twoim życiu o wiele, wiele wcześniej. Miałem zamiar całkiem inaczej to rozegrać, ale nie mogłem się już powstrzymać kiedy zobaczyłem cię w Japonii.  Chciałem abyście razem z natie pomyślały, że jestem kolejnym laureatem konkursu w którym wygrała ten wyjazd. Chciałem się do ciebie zbliżyć. Zobaczyć czy wszystko to co o tobie wiem jest prawdą, ale nie udało mi się powstrzymać. Widziałem cię jak wychodzisz z pokoju i idziesz na dach. Z całych sił się powstrzymywałem, ale się nie udało. Zanim opowiem ci dalej chyba powinienem uzupełnić swoja wypowiedź. jestem upadłym aniołem przez co mam tak jakby dwie twarze. Jedną dobrą, drugą złą. Staram się jakoś trzymać z ryzach tą złą, ale czasem przejmuje nade mną kontrole i nie wiem co robię. Byłaś świadkiem dwóch takich chwil. Najpierw kiedy sprawiłem, że wydawało ci się że spadam, a potem przy śniadaniu kiedy chciałem wszystko naprawić i jakos cię udobruchać. Nie udało się... Teraz kiedy dużo czau przebywam w ludzkim towarzystwie udaje mi się to kontrolowac na tyle, aby nie wychodziło to ze mnie tak niespodziewanie jak tamtymi razami. No i wracam do mojej historyjki... Kiedy wszedłem na dach chciałem tylko z tobą porozmawiać. Nic więcej, na prawdę. Przestawić się, zapytać co tu robisz, ale zanim cokolwiek zrobiłem już ogarnęło mnie to coś. Nawet nie wiem co to. Znikłem, bo nie chciałem ci niczego zrobić. Potem na śniadaniu miałem zamiar cię przeprosić za to wszystko, ale ciemna strona znów wzięła nade mną górę.- mówił tak szybko, że ledwo wyłapywałam niektóre słowa i domyślałam się sensu zdań po ich kontekście. Nicholas wziął w dłoń niewielką kanapkę i wpakował sobie ją w całości do buzi co mnie rozbawiło.
-No więc... O co chodzi z tym, że jesteś aniołem? Właściwie upadłym aniołem. Na dobrą sprawe nic o tobie nie wiem za to ty mnie wiesz stanowczo zbyt wiele. Nie wiem skąd? No i zapomniałeś powiedzieć czego oczekujesz...- przypomniałam, patrząc mu prosto w oczy. przeżuł i przełknął, a potem splótł dłonie prze sobą opierając łokcie na kolanach i nachylając sie nieco w moją stronę.
-Zaczynając od końca... Niczego nie oczekuję. Serio, nie masz się o co martwić.- posłał mi tak rozbrajający uśmiech, że moje policzki pokolorowały blade rumieńce.- Wiem o tobie tak wiele dlatego, że kiedyś byłem twoim stróżem... Straciłem tą funkcję razem ze śmiercią twoich rodziców. Nie obroniłem ich dlatego też skrzydła i funkcja u twojego boku zostały mi odebrana...- nie chciałam drażyć tematu rodziców. Przynajmniej nie teraz. Teraz miałam zupełnie inne sprawy na głowie. Na przykład dowiedzenia się wszystkiego o chłopaku, który zjawia się w moim życiu oznajmiając, że jest upadłym aniołem i czego ode mnie nie chce.
-Opowiedz mi proszę o aniołach.- poprosiłam, zakładając za uszy lekko wilgotne kosmyki długich włosów.  Zanim zadałam to pytanie on zdązył zjeść kolejną kanapkę, a z mojej miski z popcornem z każdą jego wypowiedzią znikała spora ilość prażonej kukurydzy.
-To długa historia, więc streszczę ją do tych najwazniejszych rzeczy, które powinnaś wiedzieć. No więc każdy anioł najniższej rangi jest stróżem. Pilnuje swojego podopieczego póki anioł smierci go nie zapragnie. To nie jest jakas specjalna filozofia...Po prostu anioł pilnuje człowieka z ukrycia ratując od przeróżnych tragedii. Ja byłem twoim aniołem, ale pozwoliłem na twoją rozpacz. Oczywiście są też anioły wyższe rangą, ale te w sumie nie robią nic tylko sterują tymi młodszymi.- zruszył ramionami. Uciekłam na moment wzrokiem od jego wzroku rzucając okiem na zegarek. Niewiarygodne jak czas szybko leciał.
-Czyli teraz jestem bez stróża?- zapytałam nieco skołowana tym wszystkim. Nick pokręcił przecząco głową.
-Wróciłem do stróżowania ciebie w Japonii. Nie mam szans na odzyskanie skrzydeł, ale jestem teraz aniołem mścicielem... Mogę pilnować cię tu na ziemi chodząc po niej jak normalny człowiek. To nawet trochę lepsze niż moja poprzednia funkcja.- objaśnił z głębokim westchnieniem. i tak nic nie rozumiałam, ale to raczej nie było teraz ważne. Z czasem może jakoś poukłada mi się to wszystko w głowie. 
-Co cię łączy z Agnes?- wykrztusiłam z siebie kolejne z pytań. tego cale nie miałam zamiaru zadać mu na głos. Uhh! Przez jego twarz przemknął strach jednak jeśli już w to uderzyłam musiałam znać prawdę.- Powiedz mi... Na prawdę chcę wiedzieć.- dotknęłam jego dłoni na co natcyhmiastowo uniósł wzrok.
-To mój zły odpowiednik. Anioł śmierci... Nie wiem czego ona od ciebie chce. Wiem tylko, że wcale nie jest ci pisana śmierć i ona nie może cię zabić.- okręcił głową unikając mojego wzroku. Ściągnęłam nieznacznie brwi postanawiając już nie ciągnąć. Widziałam jak bardzo to dla niego trudne.
-Skąd tu się wzięła ciotka Mel? Wie kim jesteś? Czego ona może chcieć od ciebie.- jakby w zwolnionym tempie wzruszył ramionami, przebiegając wzrokiem po mojej twarzy. Jego wzrok padł na ustach jednak postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
-Nie mam pojęcia... Wiem o niej tyle co ty, a może nawet mniej. Na pewno wie i na pewno coś knuje. W tej sprawie nie udzielę ci ani jednej informacji, bo sam nie mam żadnej informacji o tym.- nadeszła pora na pytanie, którego troszeczkę się bałam. Wypuściłam ustami dużą dawkę gorącego powietrza.
-Nick... Właściwie dla czego nie możesz romansować z ludźmi. W tym momencie mam na myśli siebie, ale nie ważne... jakie mogą być konsekwencje?- nieznacznie ściagnęłam brwi, zagryzając dolną wargę. 
-A już myślałem, że zapomniałaś o tym pytaniu. Nie istnieje żaden zakaz na związki z ludźmi, ale starsi są przeciwko. Karzą ludzi zmianą anioła, a aniołom zabierają też tą ciemną stronę przez co po prostu giną.- zamrugałam nieco zaskoczona już chcąc zacząć lamentować, ale uspokoił mnie, splatając nasze dłonie i gładząc moją kciukiem. Mogło mu się coś stać dlatego, że zaczynałam darzyć go jakimś uczuciem. Wiedziałam, że on też coś do mnie czuje. inaczej nie siedziałby tu, nie chciał mnie pocałować ani nie ratowałby mnie ze szponów jakiegoś złego odpowiednika czy czegoś w ten deseń.- Kiedy wyszedłem na zakupy załatwiałem jedną sprawę z moim znajomym aniołem i nie zgadniesz w życiu czego się od niego dowiedziałem... Aniołów mścicieli nie dotyczy.- nawet nie wiem jaką zrobiłam minę, bo Nick roześmiał się tak jakoś dziwnie... Nie wiem co było ukryte w jego śmiechu, ale wiedziałam jedno. Natychmiast musiałam złapać z nim jakiś cielesny kontakt.
-Znów bawisz się moimi myślami?- zapytałam zdezorientowana. W mojej głowie pojawił się kompletny mętlik. Nie wiedziałam co myślę. Przed oczami zaczęły stawać mi jakieś obrazy. najczęściej z rodzicami. Jak znalazłam ich martwych. Potrząsnęłam głową, zakrywając oczy, kurcząc się w sobie i szlochając cichuteńko. Zaniepokojenie na twarzy mojego kompana pojawiło się natychmiastowo. Dopadł mnie od razu przytulając do siebie. Złapałam w pięści jego koszulę w momencie kiedy drzwi mojego pokoju otworzyły się z hukiem. Zdezorientowana otworzyłam szeroko oczy.
-On nic nie robi... tym razem to ja.- Agnes stojąca w drzwiach wzruszyła luźno ramionami, przyglądając się swoim paznokciom. Porażona jej widokiem ściągnęłam brwi. Wyglądała wręcz nieziemsko. Ciemne spodnie mocno opinały się na jej długich zgrabnych nogach wyeksponowanych idealnie szpilkami na platformach. Na górze miała zwykłą ciemnoszarą bokserkę oraz marynarkę. Oczywiście nieomieszkała dorzucić do tego kilka srebrnych i szarych ozdób. Wlosy tym razem miała spięte, a jej wystające kości policzkowe zostały uwydatnione delikatnym brązem. Patrzyła na mnie groźnie, a ja czułam jak pod moimi dłońmi ciało Nicholasa spina się. Zacisnął pięści na kolanach. Przytrzymałam go kiedy chciał wstać.
-Przestanę...- wysyczała, robiąc krok w moją stronę. Za jej plecami dostrzegłam trochę zdyszanego Michaela. Rzuciłam mu pytające spojrzenie, a on tylko pokręcił głową.- Zbyt wiele o nas wiesz Caroline...- założyła ręce na piersi rozsiadając się na fotelu w rogu pokoju. Założyła nogę na nogę mierząc mnie uważnym spojrzeniem.
-I tak wiem mniej niż wy wiecie o mnie... Nie uważasz, że to odrobinkę niespawiedliwe?- zapytała, wstając z miejsca. Otarłam wilgotne od łez policzki, zaciagając się świeżym powietrzem, które wpadało do pokoju przez otwarty na oścież balkon. Była 4 nad ranem, ale i tak było dośc ciepło na tę porę.- Wynoś się... Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać.
-Nie pozbędziesz się mnie tak szybko jak Mel, moja droga.- beztroski ton jej głosu doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Znów miałam w głowie ten mętlik.- Odczepisz się od Nicholasa czy mam cię zabrać od niego siłą?- usłyszałam za sobą zduszone przekleńskwo, a potem ciepłe dłonie wsunęły się na moje biodra. najwyraźniej Nick  ten sposób chciał dać mi jakieś sparcie... Nie udało mu się. nadal czułam się w tym mocno samotna.
-Wiesz czego chciała Mel?- zapytałam nieco spokojniejszym tonem przełykając głosno slinę. Agnes skinęła głową po czym wstała.
-Oczywiście, że wiem, ale nie powiem ci o tym teraz... Jesteś zmęczona, prawda? Spotkamy się jutro o 12. Przyjedziemy i wtedy pogadamy na spokojnie.- Michael wyszedł z pokoju pierwszy, a za nim ciemnowłosa. 
-Ty nie umiesz spokojnie, ale skoro tak stawiasz sprawę to dobrze...- powiedziałam na tyle głośno, aby usłyszała mnie za drzwiami. Miałam ochotę rzucić się na tę wywłokę z pazurami jednak Nick szybko uspokoił moje myśli.- Przestań...- wyszeptałam do niego błagalnie.
-Nie... Teraz idziesz spać... Skoro jutro chcesz odbyć starcie ze swoim największym wzrokiem musisz być wypoczęta.- przesunął palcami po moim policzku. Westchnęłam i pokręciłam głową z wolna.
-A miało być lepiej.- wyszeptałam sennie, a potem położyłam się na łóżko. Usiadł obok, miarowo gładząc moją dłoń. Właśnie w takiej pozycji zasnęliśmy oboje przygotowując się na kolejny dzień pełen pełen wrażeń.
***
Jestem z siebie dumna xD dodałam rozdziały dzień po dniu, ale no nie mogłam się powstrzymać. Caroline jest strasznie ciekawska. 
UWAGA: Jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach to proszę pisać na gadu: 4371510. Lub zostawiać komentarze. Dajcie jakiś znak, że ktokolwiek to czyta, błagaaaaam!

wtorek, 23 sierpnia 2011

część 5 .

Ostatecznie zrezygnowałam z podróżny na cmentarz. Zdecydowałam, że lepiej jeśli udam się w jakieś nieco spokojniejsze miejsce. Miałam kilka spraw do przemyślenia. Zrobiłam w głowie listę wszystkich rzeczy do przemyślenia po drodze do opuszczonej części parku. Kiedy tylko znalazłam się tam opadłam na pustą, nieco zdewastowaną ławkę z westchnieniem. Położyłam się na niem, zakładając ręce pod głowę. Popatrzyłam w niebo wręcz modląc się, aby nikt mnie tu nie znalazł. Musiałam chwilę pobyć w samotności, przemyśleć wszystko bardzo dokładnie.
Pierwsza sprawa do przemyślenia: Nicholas...
Pamiętałam to przerażenie, które ogarnęło mnie kiedy nie mogłam dać sobie rady z paraliżującym strachem w jego towarzystwie. Potem wszystko ustąpiło... Pokazał mi swoje skrzydła, które swoją drogą były na prawdę piękne. Gdybym mogła sama bym sobie takie sprawiła. Ale nie ważne... Zboczyłam z tematu. Wracając do sprawy, którą musiałam przemyśleć... Nie wiedziałam o nim zupełnie nic, a wczoraj w nocy miałam ochotę rzucić się na niego z gorącym pocałunkiem. To przecież było tak totalnie niedorzeczne, że aż sama nie mogłam uwierzyć w swoje zapędy. Łączyło nas coś czego nie rozumiałam... Nie wiedziałam co jest między nami, nie wiem skąd on się wziął, skąd mnie ta dobrze zna. Stanowczo zbyt wielu rzeczy o nim nie wiedziałam. Postanowienie dotyczące tej sprawy: bliżej poznać Nicholasa, zapytać jakie sa jego intencje wobec mnie i wypytać o wszystko inne co przyjdzie mi tylko do głowy. No to jedną sprawę mamy z głowy. Teraz druga...
Druga sprawa do przemyślenia: ciotka Mel.
Nie widziałam się z nią od śmierci rodziców. Kilka razy zadzwoniła do nas prosząc, aby nie nasyłać na nią żadnego adwokata czy kogoś innego, bo ona nie chce mieć nic do czynienia ani ze mną ani z Natalie. Ciekawa ciotka, nie uważacie? Teraz raptem zjawiła się w moim życiu mówiąc, że wcale nie chodzi o mnie, a o Nicholasa. Czego ona mogła od niego chcieć. Chyba nie wiedziała kim jest... A może i wiedziała, a tylko ja byłam na tyle niedoinformowana czy zaślepiona? Nie ważne... Wiedziałam jedno. Musiałam się dowiedzieć czego ta kobieta może chcieć od chłopaka, który w jakiś niewyjaśniony sposób zjawia się i robi mi w głowie tak okropny mętlik, że nie wiem jak się nazywam. Ciotka mel zawsze była niesamowitą zołzą z grubymi milionami na koncie i kilkoma grobami swoich kochanych, bogatych mężulków w ogródku. Cała rodzina za nią nie przepadała, a ona miała to głęboko gdzieś, bo ją obchodziła tylko i wyłącznie forsa. Postanowienie dotyczące tej sprawy: wykurzyć ciotkę Mel ze swojego życia ówcześnie dowiadując się czego tu tak raptem szuka.
Trzecia sprawa do przemyślenia: Agnes.
Czego chciała? Skąd wiedziała gdzie mnie szukać? Dlaczego tak bardzo chciała mnie wywalić na zbity pysk z życia Nicka? Tu będzie znacznie więcej pytań bez odpowiedzi niż się spodziewałam. Do tego wszystkiego jeszcze dochodzi to kim była? Nie wyglądała ani nie poruszała się jak normalny człowiek... No i Michael. On był człowiekiem. Chyba... Po co on jej był? A może chciała tylko wzbudzić zazdrość Nicholasa? To by wyjaśniało dlaczego chce mnie tak bardzo wywalić z jego życia. Postanowienie dotyczące tej sprawy: Wybadać wszystko u Nicka. Coś czuję, że szykuje nam się dość długa rozmowa. Trzeba będzie zarezerwować na to noc po wywaleniu pseudo cioteczki.
Czwarta sprawa do przemyślenia: Natalie.
Może nie powinnam się o nią martwić? W końcu była dorosła i starsza ode mnie. Ale miałam jakieś dziwne przeczucie... Coś miało się stać. Nie wiedziałam dokładnie co, ale to coś złego i związanego z jej osobą. Postanowienie dotyczące tej sprawy: dzwonić do niej co wieczór i dokładnie dowiadywać się co u niej. Co z tego, że wydam miliony na rozmowy poza stanowe. 
No i to by było na tyle... Z resztą i tak więcej bym nie wymyśliła, bo poczułam na ramieniu czyjś miekki, ciepły dotyk. Rozchyliłam zaciśnięte do tej pory powieki, mrugając kilkukrotnie.
-Zbyt często tu przesiadujesz...- dobiegł moich uszu niezwykle troskliwy głos Nicholasa. Momentalnie na moja twarz wstąpił delikatny uśmiech. Usiadł na ławce, unosząc moją głowę. Potem bez wahania położył ją na swoich udach, a ja wtuliłam się w niego szczelnie.
-Dawno mnie tu nie było... A w ogóle skąd wiesz?- zmrużyłam oczy, zerkając do góry. Usmiechnął się do mnie tajemniczo na co tylko pokręciłam głową w rozbawieniu. Powoli i z zawrotami głowy uniosłam sie do pozycji siedzącej.- Chcę żeby się wszystko wyjaśniło... To dla mnie zbyt wiele jak na kilka dni...- wyznałam wzdychając. Jego czekoladowe oczy zaszły troską kiedy zaczął gładzić mój policzek. Objął mnie ramieniem na co tylko przysunęłam się, zamykając oczy.
-Wiem, Caroline... Ale musisz przetrwać. potem może być już tylko lepiej. Jeśli uda ci się wyjśc z tego bez szwanku zdecydowanie będziesz najsilniejszą i najładniejsza kobieta jaką znam.- mrugnął do niej porozumiewawczo, podwadzając kciukiem mój podbródek. Popatrzyłam mu w oczy, a potem poczułam ciepłe miękkie wargi na czole.
-Będziesz ze mną? Nie dam sobie rady sama...- sama nie spodziewałam się po sobie tak błagalnego tonu. Pokiwał tylko twierdząco głową, powoli wstając z ławeczki. Kucnął przede mną, ujmując mojego dłonie.
-Oczywiście, że będę... A teraz wracamy. Stawisz czoło ciotce, wygonisz ją stąd, a potem porozmawiamy, dobrze? Odpowiem na każde twoje pytanie.- czy wspominałam już jak bardzo lubiłam kiedy wyprzedzał moje myśli? Nie? To właśnie teraz wspominam. Dzięki temu nie musiałam sie odzywać, a on już wiedział co mi chodzi po głowie. 
Wzięłam kilka głębokich wdechów ciesząc swoje drogi oddechowe niczym nie zmąconym powietrzem, a potem wstałam z nowymi siłami na to co miało się stać za chwilę. Nigdzie nam się nie spieszyło przez co dotarliśmy do domu znacznie później niż przypuszczałam. Zanim jeszcze weszłam do mojego niewielkiego królestwa poczułam duszący zapach jakichś kwiatów. Czyżby lilie? Natalie ich nienawidziła... Ale nie o tym teraz. Wkroczyłam do pomieszczenia, zatykając nos. Mel już zdążyła wszystko poprzestawać i udekorować po swojemu. Salon i przedpokój stały się teraz różowym królestwem. Jak ja nienawdziłam jej odwiedzin.
-Im szybciej ją stąd wywalę tym szybciej to wszystko stąd zniknie...- rzuciłam Nickowi spojrzenie pod tytułem: "Zostań tu jeśli ci życie miłe.", a potem wkroczyłam do salonu gdzie ciotka krzątała się z kadzidełkiem dostawiając coraz więcej różowych pachnideł i ozdób. Tego się teraz tu nie spodziewałam.
Salon wyglądał jakby przeszła przez niego armia Barbie dekoratorek. Na skórzanej kanapie leżała teraz rożowa narzuta, na stoliku znalazł się różowy obrósik z kwiatkami, wszedzie gdzie tylko można było stały kwiatki i kadzidełka, a na żyrandolu zobaczyłam zwisające z niego różowe piórka. Musiałam potrząsnąc głową i zamknąć oczy, aby nie dostać jakiegoś oczopląsu czy czegoś w tym guście. Mel najwyraźniej nie usłyszała, że wróciliśmy i nie zauważyła kiedy weszłam bo nadal nucąc pod nosem rozkładała pachnące czymś duszącym kuleczki. 
-Mel...- zaczęłam zwracając tym samym jej uwgę na swoją osobę. Momentalnie jej uśmiech stał się złośliwy, a oczy zwięzły się sprawiając wrażenie, że za chwilę rzuci się na mnie ze swoimi sztucznymi paznokciami. Wzięłam głęboki wdech.- Wynoś się... Nie mam zamiru dowiadywać się teraz czego chcesz, ale nie mam też najmniejszej ochoty na twoje toarzystwo. Nie było cię kiedy byłyśmy w potrzebie, a teraz raptem zjawiasz się jak ty czegoś potrzebujesz. A co śmieszniejsze... Wcale nie ode mnie, a od Nicholasa. Nie mam pojęcia skąd wiedziałaś, że tu będzie i po kiego grzyba potrzebna ci znajomośc z nim jednak nie będę się głowić. Po prostu się wynoś. Masz na to jakieś pół godziny. Ten bałagan posprzątamy. Nie chcę cię już nigdy w życiu widzieć na oczy.- wysyczałam na wydechu, a potem spojrzałam na nią z żądzą mordu w oczach. Patrzyła na mnie nieco zdezorientowana jednak zaraz wrócił ten złośliwy wyraz twarzy.
-Dobrze... Skoro tak stawiasz sprawę możesz pożegnać się i z Nicholasem i z Natalie... I ze wszystkimi ludzki na których ci zależy. To jeszcze nie koniec. ja nie odpuszczę, a teraz naraziłaś się u mnie na tyle, że pozbawię cię wszystkich. Rozumiesz?- przysunęła się do mnie zakłócając moją przestrzeń osobistą. Położyłam jej dłonie na ramionach, odpychając ją delikatnie. Do moich dróg oddechowych dostało się dość dużo pudru, więc kaszlnęłam nieco teatralnie, odwracając się na pięcie i wychodząc. Pociągnęłam Nicka do ogrodu i usiadowiłam sie na jednym z leżaków, chowając twarz w dłoniach.
-Mam nadzieję, że jej nie uwieżyłaś?- zapytał, siadając obok mnie. Natychmiast opuścilam dłonie, kręcąc głową.
-Oczywiście, że nie...- uśmiechnęłam się do niego lekko, a potem położyłam wygodnie na leżaku. Wzięłam głęboki wdech, a potem przymknęłam powieki.- Za pół godziny wrócimy do domu i sprzątniemy po niej ten różowy szajs.- stwierdziłam tylko, a potem bezgłośnie westchnęłam.
-Jesteś już zmęczona... Nie dziwię ci się.- pogładził mnie po policzku powodując, że po moim ciele przebiegł niekontrolowany dreszcz.- Śpij Aniele... Potem będzie lepiej...- rozchyliłam powieki, na moment wtulając twarz w jego dłoń. Uśmiechnęłam się jedynie i przekręciłam na bo zasypiając nie wiedzieć kiedy.

***
No dobra... Przepraszam bardzo za taką długą nieobecność. nie mogłam znaleźć ani weny ani motywazji na pisanie bloga, ale już jestem. Obiecuję niedługo jakoś dodać kolejną notkę. Kto się cieszy? Zostawić komentarz albo dodac się do obserwujących, bo jak nie to przestanę pisać. Mam wrażenie, że nikt tego nie czyta, ale nie ważne... Nie przynudzam już. Do widzenia w następnej notce!
PS.: Jakoś tak podoba mi się ten rozdział. Co prawda jest dużo przemyśleń Caroline, ale nie maci mi za złe, co?

czwartek, 9 czerwca 2011

część 4 .

Obudziłam się w swoim domu. Zaskoczona poderwałam się z miejsca i natychmiast tego pożałowałam. Ręce miałam lekko związane nad głową miękką apaszką. Wystarczyło, że poruszyłam dłońmi i uwolniłam się w uścisku materiały. Przetarłam bardzo delikatnie nadgarstki. Po chwili do pokoju niemal bezszelestnie wślizgnął się Nicholas. Poruszyłam się niespokojnie na miejscu. Westchnął cicho pod nosem i podszedł do mnie. Usiadł na skraju łóżka zapalając lampkę nocną. Pokój przeszyły snopy lekko pomarańczowego światła. Jego twarz spowitą cieniem bardzo dokładnie rozświetliło nieco stłumione światło. Wykrzywił usta w ciepłym usmiechu, patrząc mi prosto w oczy. Zbił mnie tym kompletnie z tropu. 
 -Dlaczego mnie związałeś?- zapytałam nieco drżącym głosem. Przecież chyba nie bardzo to miało sens. Skoro on chciał mnie chronić to po co mnie wiązał?
 -To nie tak...- westchnął wyraźnie rozbawiony.- Miałaś koszmary, a ja nie mogłem cię pilnować, bo musiałem wszystko wytłumaczyć Natalie. Nie chciałem abyś zrobiła sobie krzywdę. Zapewne już jesteś nieźle poobijana.- wzruszył ramionami. Trochę łzawa ta historyjka, ale uwierzyłam. W jego oczach zobaczyłam troskę jakiej nigdy u nikogo nie zobaczyłam. Nawet moja własna siostra tak na mnie nie patrzyła.
 -Dlaczego jesteśmy tu?- rzuciłam w niego kolejnym pytaniem.- Przecież byłam z Natt w Japonii, a nagle jesteśmy tu. Coś nie tak..- mruknęłam z nutką ironii w głosie i westchnęłam głęboko. Usiadłam po turecku, aby było mi nieco wygodniej. 
 -Natalie nadal tam jest i kończy wycieczkę. Ja wróciłem z tobą korzystając z okazji, że Michael zajął się Agnes. A Natalie zostawiłem Chrisa.- ściągnęłam brwi nie widząc o kogo chodzi. Nie czekałam długo na wyjaśnienia.- Chris to mój przyjaciel. Człowiek, ale wie o tym, że straciłem skrzydła.- wyjaśnił, nie odrywając ode mnie wzroku. Nie powiem, ale trochę mnie to krępowało.
 -Jest bezpieczna?- zapytałam z troską w głosie. Musiałam przecież zadbać o własną siostrę. Zostawiłam ją samą w takim wielkim kraju... Chociaż jest już duża dziewczynką i na pewno da sobie radę. 
 -Tak. To najbardziej odpowiedzialny facet jakiego znam.- uśmiechnął się do mnie ciepło, puszczając do mnie perskie oczko. Założył mi kosmyk włosów za ucho i na mojej twarzy wywołując uśmiech.- Nie jesteś przepadkiem głodna?- natychmiast potwierdziłam jego słowa skinieniem głowy. Nick wstał powoli i wyciągnął ku mnie dłonie. Złapałam za nie i energicznie wstałam. Wsparłam się na nim kiedy zakręciło mi się w głowie. Wspólnie udaliśmy się do kuchni.
 -Jak długo byłam nie przytomna?- zapytałam, jednocześnie zaglądając do lodówki. Nabrała ochoty na naleśniki. Co prawda była trzeci w nocy, ale byłam strasznie głodna. 
 -Od wczoraj rana.- chłopak oparł się wygodnie plecami o blat, mierząc mnie wzrokiem. Po chwili miałam już przygotowaną górę naleśników z syropem klonowym i truskawkami. Zaciągnęłam się słodkim zapachem truskawek. Obróciłam się w stronę Nicka. Cisnął mi w twarz odrobiną mąki. Wysmarowałam mu nos śmietaną i roześmiałam się słodko.
 -Oj pożałujesz tego.- warknął nieco zabawnie przez co ponownie się zaśmiałam. Wyglądał tak zabawnie. W jego oczach zalśnił ten chłopięcy błysk. Po chwili poszedł w ruch syrop klonowy. Nicholas wylał mi go odrobinkę we włosy. Pisnęłam i rzuciłam się do niego bijąc w jego tors pięściami. Zaczął się śmieć.
 -Nie łaskocz mnie, błagam!- zbulwersowałam się, odsuwając tym samym o krok.- Nie zapominaj kim jestem. Nie znam bólu.- wyszczerzył się, wzruszając ramionami. Założył ręce na piersi, mierząc mnie wzrokiem.
 -To takie niesprawiedliwe...- westchnęłam. Złapał mnie mocno w talii i posadził mnie na blacie kuchennym. Wsunął mi jedną truskawkę do ust.- Truskawką się nie najem!- zaprotestowałam, również zakładając ręce na piersi. Zeskoczyłam z blatu. Nick usiłował zetrzeć śmietanę. Pomogłam mu. Chłopak ujął moją twarz w dłonie. Już miałam niesamowitą nadzieje, że mnie pocałuje. I pocałował... W czoło. Zrobiłam smutną minkę. 
 -Zrozum... Nie mogę cię całować. Ucierpielibyśmy na tym oboje. Upadli nie mogą romansować z ludźmi. Skrzywdziliby i ciebie i mnie. Nie chcę cię na to narażać.- pokiwałam z wolna głową. W zamian za pocałunek przytulił mnie do siebie. 
 -Ale... Chcesz mnie pocałować?- nie do końca wiedziałam czy chcę znać odpowiedź na to pytanie. Strasznie bałam się odrzucenia i nie zniosłabym go.
 -Oczywiście, że chcę... Ale nie mogę. Przynajmniej na razie.- wzruszył ramionami. Ponownie pocałował mnie czule w czoło. 
 Rozmawialiśmy do rana, więc naleśniki zjadłam dopiero na śniadanie. Potem poszłam pod prysznic. Ogarnęłam się i zaczęłam schodzić po schodach. Dochodziła już 9. Na półpiętrze natknęłam się na Nicholasa. 
 -Masz gościa... Podaje się za niejaką ciotkę Mel.- wyjaśnił. Staranowałam go, zbiegając po schodach. 
 -Wynoś się stąd!- wrzasnęłam do niej. Niemal od razu łzy zaczęły napływać mi do oczu. W progu stała kobieta w bladoróżowym kostiumie i wielkim kapeluszu z kwiatem. Zerkała na mojego towarzysza spod ronda kapelusza.  Wypchnęłam ja z domu, ale ta wróciła i bez słowa weszła na górę do pokoju gościnnego.- Nie rozumiesz?! Nie chcę cię tu! Wynocha!- wrzeszczałam, ciągnąc ją w stronę wyjścia. Nie ruszyła się.- Teraz przyjeżdżasz sobie jak gdyby nigdy nic. Gdzie byłaś jak cię potrzebowałyśmy?!- westchnęła, wywracając oczami. Spojrzała na mnie uważnie.
 -Nie przyjechałam do ciebie, gówniaro.- szepnęła, chwytając mnie za podbródek.- Chcę jego.- skinęła na przechodzącego Nicholasa. Pokręciła z wolna głową. Wyrwałam się i wyszłam z pokoju, trzaskając drzwiami. Zbiegłam na dół i wyszłam z domu. Niemal biegiem udałam się na cmentarz.

CDN... 

postaci 3 .

Imię i nazwisko: Melania Nixon
Wiek: 38 lat
Opis postaci: Ciotka Caroline i młodsza siostra matki dziewczyny. Ciotka el jest niesamowicie przebiegła i umie postawić na swoim. Jeśli coś jest jej potrzebne to to osiąga. Kobieta wie, że istnieją takie istoty jak anioły i upadli jednak nie chwali się tym. Mel żyje samotnie, podróżując po całym świece i szukając przygód. Nikt nie wiem dlaczego zjawiła się u Caroline tak nagle.

Postać epizodyczna :
 Imię : Christopher 'Chris' .
Wiek: 24 lata .
Opis postaci : Chłopak, który spodobał się Natalie. Zaufany przyjaciel Nicholasa. 
 

środa, 25 maja 2011

część 3 .

 Na fotelu na przeciwko drzwi ktoś siedział. Kobieta. W dodatku niesamowicie piękna. Miała ciemne, długie i lśniące włosy, szare oczy, pełne idealnie czerwone wargi oraz nieco wystające kości policzkowe. Ubrana była w czarną, obcisłą sukienkę do pół uda, prześwitujące czarne rajstopy, botki do kostek na wysokim obcasie. Widząc mnie przekrzywiła nieznacznie głowę i wstała powolutku. Poprawiła czarną ramoneskę i postąpiła krok w moją stronę. Obracała w palcach sztylet z drewnianą rękojeścią. Ostrze połyskiwało delikatnie. Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się posępnie.
 -Witaj Caroline...- szepnęła niesamowicie miękkim głosem sprzeczającym się z wyglądem. Przeraziła mnie. Potrząsnęłam głową i odsunęła się krok w stronę drzwi. Cisnęła sztyletem w moją stronę, a ten wbił się w zamek nie pozwalając na wyjście z pokoju.- Nie uciekniesz stąd...
 -Kim jesteś i czego chcesz?- zapytałam mając nadzieje, że głos załamie się tylko w mojej głowie. Myliłam się. Zdałam sobie sprawę, że to samo pytanie zadałam Nicholasowi.
 -Koleżanka Nicka.- wyrwała sztylet z zamka tym samym przypierając mnie do drzwi. Delikatnie wsunęła ostrze pod ramiączko mojej bluzki. Pociągnęła i materiał pękł, a właściwie został przecięty.- Jesteś dla niego stanowczo zbyt ważna... Nie odstraszają cię te wstrętne blizny na jego plecach? Są okropne. Nie wiem jak on się pokazuje z nimi na plaży.- westchnęła teatralnie.
 -Zostaw mnie... Ja go nawet nie znam.- mruknęłam, kręcąc głową. Nie wiedziałam o co mogło jej chodzić. Po chwili z pokoju obok wyszedł Nick. Nie wiem jakim cudem się tu znalazł. Pociągnął nieznajomą dziewczynę i stanął przede mną zasłaniając mnie własnym ciałem.
 -Agnes...- mruknął z niesmakiem.- Jak dawno się nie widzieliśmy.- założył ręce na piersi. Serce waliło mi tak mocno, że on na pewno czuł je na plecach.
 -To psychopatka.- stwierdziłam szeptem. Jak to Nicholas zdradził, Agnes prychnęła i założyła ręce na piersi. Poczułam jak chłopka kładzie mi dłonie na biodrach. Przesunął mnie, wpuszczając do pokoju. W nim znów ktoś siedział. Niemal od razu zaczęłam się wycofywać, ale złapał mnie.
 -Ej, spokojnie... ja nic ci nie zrobię, przysięgam. Jestem Michael.- uśmiechnął się do mnie ciepło. Skinęłam głową. Całkiem zapominając o wymienieniu swojego imienia. Po chwili ktoś pociągnął mnie za pasek. Agnes... Nicholas szybko odciągnął ją ode mnie nie pozwalając zrobić czegokolwiek. W oczach stanęły mi łzy i zaraz spłynęły po policzkach.
 -Co tu się do jasnej cholery dzieje?! Moglibyście mi wyjaśnić?- zapytałam. Ona tylko wywróciła oczami i zwróciła się do Nicholasa. Ja natomiast poczułam silny ból głowy i jak długa padłam na ziemię tracąc przytomność.
 Nie wiem ile i gdzie leżałam...


CDN...

niedziela, 22 maja 2011

postaci 2 .

Na początku chciałabym przeprosić za nieobecność, ale miałam karę.. Nie powiem za co, ważne, że już jestem.

POSTACI

Imię i nazwisko: Agnes Baker
Wiek: 23 lata (na prawdę nikt nie wiem ile ma)
Opis postaci: Podstępna, tajemnicza anielica. Jest aniołem śmierci i bólu przez co doskonale umie się bronić. To właśnie ona przyczyniła się do obdarcia skrzydeł Nicholasowi. Teraz utrudnia mu życie i odstrasza wszystkich na których zależy Nickowi. Pojawia się tam gdzie on. Jest przebiegła, podstępna i nieprzewidywalna... W dodatku wzrokiem uwiodłaby każdego. Największym jej problemem jest to, że nie umie działać sama. Do każdego działania angażuje swojego chłopaka, Michaela. Dziewczyna kocha go jednak wykorzystuje do wszystkiego.
Imię i nazwisko: Michael Smith
Wiek: 26 lat.
Opis postaci: Chłopak Agnes. Jest na każde jej zawołanie. Człowiek. Niesamowicie przystojny i męski. Każda kobieta chciałaby mieć go dla siebie jednak on jest ślepo zapatrzony w Agnes. Na żadną inną nie spojrzy. Jest ekspertem jeśli chodzi o anioły. Wie dosłownie wszystko. Poczynając od historii ich powstania, a kończąc na nadprzyrodzonych mocach każdego rodzaju anioła. Poza tym, że chłopak jest specjalistą od skrzydlatych ludzi jest też błyskotliwy i niezwykle inteligentny. Ma bezcenne poczucie humoru i nie można się przy nim nie uśmiechać. O niebezpiecznych akcjach Agnes nie ma pojęcia. Jest wplątywany tylko w te w których nie mógłby ucierpieć.

wtorek, 10 maja 2011

część 2 .

 Nie wiedzieć kiedy zasnęłam głęboko. Obudziłam się dopiero nad ranem. Natalie jeszcze nie było albo już nie było. Przetarłam oczy rozglądając się. Na szafeczce leżały dwie karteczki i obie były do mnie. Przeczytałam jedną. Była od Natie. Pisała, że ma dziś pierwsze warsztaty, więc nie będzie jej cały dzień. Mnie to nawet trochę ucieszyło. Bede mogła zająć się samą sobą.
 Wzięłam w dłonie drugą karteczkę. Ściągnęłam brwi czytając ją. Miałam pojawic się na dachu o 11 i nie jeść śniadania. Podpisane... 'Nieznajomy'. Pierwsze co przyszło mi na myśl był chłopak, którego spotkałam wczoraj na dachu. I mi się przypominało... Znów wróciło to uczucie. Poczułam się po prostu głupia. Przecież wczoraj wydawało mi się, że spadam z dachu, a tak na prawdę jedynie się zachwiałam. Pomimo wszystko postanowiłam pojawić sie na dachu o 11. Wstałam z łóżka i wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam nieco wilgotne, czarne włosy, a potem związałam je w wysokiego koczka zostawiając jedynie grzywkę. Zarzuciłam na siebie szarą sukienkę oraz czarną ramoneskę z ćwiekami. Na nogi wsunęłam szpilki pożyczone od Natalie, a następnie wyszłam zamykając pokój. Wsunęłam kartę do kieszeni kurtki. Wyszłam na dach rozglądając się. Nikogo nie było. Przeszłam kawałek zerkając na podłużny komin. Chłopak, którego spotkałam wczoraj siedział na murku, a obok niego stało francuskie śniadanie. Nie wiem co Francja ma do Japonii, ale croissanty z dżemem są pyszne.
 -A jednak przyszłaś... Myślałam, że się nie pojawisz.- powiedział tym swoim tajemniczym głosem. Wstał, idąc w moja stronę. Wyciągnął ku mnie dłoń z szarmanckim uśmieszkiem.
 -Nie wiem nawet jak masz na imię... Tym bardziej nie mam pojęcia czego ode mnie chcesz. A zapraszasz mnie na romantyczne śniadanka na dachu.- założyłam ręce na piersi, patrząc na niego uważnie. 
 -Na imię mam Nicholas...- przedstawił się. Ciekawie. Bardzo dawno nie słyszałam tego imienia.- Niczego od ciebie nie chcę. Ale nie odczepię się.- zrobiłam wielkie oczy kiedy wyprzecił moje pytanie. Zamrugałam kilkukrotnie.
 -Skąd wiedziałeś o co chce zapytać?- ściągnęłam brwi. Zaczynał mnie intrygować, ciekawić. Uhh! Ta moja ciekawość... Czekałam na odpowiedź i czekałam jednak nie doczekałam się.- Nick!- popędziłam go. Dopiero teraz spojrzał na mnie. Zmierzył mnie wzrokiem i prychnął. Jego twarz pociemniała, a oczy nabrały gwałtownie jakiejś  mrocznej głębi. Ogarnęło mnie przerażenie.
 -Skąd wiem? Hmm... Może dlatego, że wiem o tobie wszystko? Jak się nazywasz, znam twoje pasje, przewiduję twoje zachowania... Wiem kto zabił twoich rodziców. Znam twoje uczucia i wszelkie inne przemyślenia. Siedzę ci w głowie, znam twoje myśli...- teraz bałam się jeszcze bardziej. W prawdzie wiedziałam, że to jakiś psychopata i nie powinnam się bac, a odwrócić się napięcie i odejść, ale nie mogłam. Po prostu nie mogłam... Jakaś dziwna siła trzymała moje ciało w miejscu. Serce łomotało mi jak szalone, a oddech był przyspieszony.- Boisz się... Żywię się twoim strachem.- powiedział niskim, drżącym szeptem. 
 -Powiedziałeś, że niczego nie chcesz!- podszedł do mnie i założył mi pojedynczy kosmyk włosów za ucho. Pogładził mój policzek, przekrzywiając nieznacznie głowę. Przysunął się na tyle blisko, że poczułam na ciele ciepło jego ciała. Po chwili odsunął sie, potrząsając głową. Złapał się za włosy, kucając przy murku na którym wcześniej siedział. Wszystko ustąpiło. Mogłam się poruszyć i nie bałam się już.- Kim ty jesteś? Robisz ze mnie idiotkę!- wrzasnęłam, przesuwając sie na przeciw niego. Pomimo tego stałam dośc daleko. Siedział nieruchomo, patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem.
 -Nie jestem zwykłym człowiekiem...- powiedział, wstając. Postąpił krok w moją stronę.- Jestem upadłym aniołem.- żartował! Na pewno żartował. Przecież takie istoty nie istnieją. 
 -Nie wierzę ci...- powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Chciałam z nich wyczytać coś po czym mogłabym poznać, że Nicholas żartuje. Nic takiego nie było. A on zaczął rozpinać koszulkę. Ściągnęłam brwi widząc jego poczyniania. Co on wyrabiał!?- Przestań się rozbierać! Nie potrzebuję twojego striptizu. Oczekuję wyjaśnienia...- powiedziałam szybko. 
 -Zaczekaj... Nie dramatyzuj tak od razu.- zsunął koszulę odkładając ją na bok. Obrócił się do mnie plecami. Z jego pleców ukazały się dwa kruczoczarne skrzydła. Zasłoniłam usta dłonią. Obrócił sie do mnie przodem spoglądając mi w oczy. Wzruszył ramionami, a ja nadal zaskoczona patrzyłam na niego uważnie.- Teraz wierzysz czy masz ochotę ich dotknąć?- bardzo powoli i niepewnie wyciagnęłam dłoń. Jedno z jego aksamitnych skrzydeł musnęło opuszki moich palów.
 -Wierzę, ale nadal nie rozumiem jak to jest możliwe... Przecież, przecież anioły nie isynieją. A co dopiero jakies upadłe. I co się z tobą dzieje? Teraz jesteś normalny, a wcześniej? Co to było? Bałam się...- szepnęłam odsuwając się. Nie to, że bałam się bliskości, ale on miał skrzydła! I to piękne... Po prostu cudowne. Nadawały jego ciału piękny kształt. 
 Zanim zdązyłam usłyszeć odpowiedź lub zapytać o coś innego na dach wszedł jakiś Japończyk krzycząc coś w niezrozumiałym dla mnie języku. Zganiał mnie najwyraźniej do pokoju. Rozejrzałam się uwaznie i zeszłam po drabince. Potem udałam sie na śniadanie. Nigdzie już Nicholasa nie widziałam. Rozpłynął się w powietrzu. Nie dość, że byłam skołowana to jeszcze głodna, a nie mogłam nic przelknąć. Wszystko spowodował szok jaki przeżyłam przed kilkoma chwilami. Wróciłam do pokoju z tacą jedzenia. Stanęłam w progu upuszczając tacę. Wszystko co na niej było roztrzaskało się w drobny mak, a ja przerażona nie mogłam się poruszyć... 

CDN ... 

sobota, 7 maja 2011

część 1 .

 Siedząc tak w salonie na fotelu obserwowałam jak moja szurnięta siostra skacze po pokoju ciesząc się z wygranej. Dziwne, że nie zaniepokoiło jej to iż nie wysyłała swoich prac na żadne konkursy.
 -Natie!- krzyknęłam łapiąc ją za ramiona. Zdmuchnęłam sobie z twarzy jej długie, rude, gęste włosy.- Nie zaniepokoiło cię to, że nie wysyłałaś żadnej pracy na konkurs?- uniosłam brwi. Mina jej zrzedła i pokiwała twierdząco głową. Zaśmiałam się cicho.- Ja wysłałam. Tą Merlin Monroe. Zeskanowałam i wydrukowałam, a oryginał wysłałam. Wiedziałam, że wygrasz! A zawsze chciałaś jechać do Japonii.- wzruszyłam ramionami. Siostra natychmiastowo rzuciła się na mnie, ściskając mnie mocno. 
 -Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki!!!- krzyczała, a ja udawałam, że się duszę. Nic nie dawało. nadal mnie tuliła podskakując wesoło.- Musimy się pakować. Wyjeżdżamy jutro wieczorem!- pisnęła ciągnąc mnie na górę. 
 Spakowałyśmy się szybko, a potem rozmawiając i śmiejąc się zasnęłyśmy na podłodze w moim pokoju. Kolejnego dnia Natalie strasznie się denerwowała. W końcu jechała do swojego ukochanego kraju i to w dodatku ze mną. Swoją ukochaną siostrzyczką! Wieczorem byłyśmy już na lotnisku. Odnalazłyśmy organizatorkę i odebrałyśmy bilety. Oddałyśmy bagaże i po niedługim czasie siedziałyśmy w samolocie. Trzymając się za ręce przez całą drogę spałyśmy słodko. Będąc na miejscu oczywiście ja nie umiałam się po japońsku dogadać. Natalie natomiast  mówiła biegle. Słuchając jak moja siostra podrywa jakiegoś dość dobrze ubranego Japończyka niższego od niej o połowę, roześmiałam się. Pociągnęłam ją szybko. Droga do hotelu zajęła nam nie dłużej niż 10 minut. Zajęłyśmy swój pokój, a potem moja siostra wypruła na miasto. Ja zostałam pod pretekstem, że źle się czuję. Prawda była taka, że ten kraj to jej marzenie, nie moje. Nie chciałam jej przeszkadzać. Kiedy tylko wyszła, wzięłam swój notatnik i komplet ołówków i cienkopisów, a potem wyszłam z pokoju. Bez problemu znalazłam drogę na dach. Zaciągnęłam na ramiona ciepły sweter i usiadłam przy kominie. Słońce zachodziło powoli jednak nie było mi do szczęścia potrzebne. Zaczęłam rysować... Po prostu mazałam sobie bez sensu w zeszycie. Nie miałam pomysłu na nową kreację, więc zaczęłam szkicować krajobraz. Same budynki jednak hotel umieszczony był w takiej okolicy, że były tu najpiękniejsze budowle całego tego kraju. Było co rysować.
 Z transu wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. Odłożyłam szkicownik i wstałam powoli. Spojrzałam uważnie w stronę drzwi i ściągnęłam brwi. Wyłoniła się zza nich jakaś postać. Podejrzewam, że mężczyzna. Wskazywały na to szerokie barki oraz wąska talia i biodra. Trochę się wystraszyłam. Stanowczo nie był to Japończyk. Był zbyt wysoki i miał kasztanowe, kręcone włosy. Cofnęłam się kilka kroków kiedy jego ciemne oczy rozbłysły odbitym blaskiem księżyca. 
 -Wiedziałem, że cię tu znajdę...- wyszeptał na tyle głośno, aby wiatr doniósł słowa do mnie. Oddech gwałtownie mi przyspieszył. Nie wiedziałam kto to jest, więc po prostu się bałam. Na pierwszy rzut oka chłopak wyglądał groźnie jednak jakby mu się bliżej przyjrzeć to wyglądał na całkiem ciepłego kolesia.
 -Co? Jak to?- zapytałam trochę zdezorientowana.- Kim jesteś?- cofałam się z każdym jego krokiem. W końcu dotarłam do końca dachu i oparłam się o ściankę sięgająca mi jedynie do bioder.
 -Caroline...- wypowiedział moje imię niemal z czcią. Spowodowało to, że po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz.- Nie bój się mnie... Nie zrobię ci krzywdy.- podszedł bezpośrednio do mnie. Pogładził opuszkami palców mój policzek. Cofnęłam się i... Zaczęłam spadać lecąc w nicość. Kiedy wrzasnęłam stałam znów w tej samej pozycji co wcześniej, a nieznajomy stał w tym samym miejscu co wcześniej. Tuz przy drzwiach. Adrenalina skoczyła mi chyba stokrotnie.
 -Co jest?!- zapytałam mając zamiar uciekać.- Co się dzieje?!- przez chwilę zaczęłam uważać, że wróciły te przywidzenia z czasów kiedy dowiedziałam się o śmierci rodziców.
 -Nic...- prychnął rozbawiony. Zaczynał mnie powoli irytować.- Zapamiętaj mnie, proszę. Pojawię sie w twoim życiu jeszcze nie jednokrotnie.- po wypowiedzeniu tych słów po prostu znikł. Nie wiem jak i gdzie. Zbiegłam z dachu i weszłam do pokoju. Złapałam poduszkę w pięści i schowałam w niej twarz. Byłam kompletnie skołowana. Nie wiedziałam co się stało... Wróciło to okropne uczucie zdezorientowania. 

piątek, 6 maja 2011

wstęp & postaci .

Witam !
No więc... Mam na imię Karolina, ale każdy mówi do mnie Orzech. Tak, wiem... Dziwnie. Ale do sedna...
To nie jest mój pierwszy taki blog... Blogów miałam już kilka, a opowieści zapisanych w zeszytach mam dziesiątki, więc chyba się na tym znam. Jeśli komentujecie oczekuję szczerych opinii. Nie przejmujcie się tym, że może możecie mnie swoją opinią zranić. 
Dosyć pierdzielenia... Teraz trochę o blogu. Będzie to historia miłości, oczywiście (xD). Będzie ona oparta na miłości upadłego anioła i zwykłej, może raczej trochę niezwykłej, dziewczyny. Tyle jak na razie powinno wystarczyć. Nie zanudzam, przechodzę do przedstawienia postaci.
PS.: Charaktery postaci będą się kształtowały z każdą częścią, więc nie przeczytacie tu wiele.  

Postaci :
Imię i nazwisko: Caroline Nixon
Wiek: 21 lat
  Opis postaci: Dziewczyna o wielu twarzach. Bardzo wiele w swym życiu przeszła. Nie umie nikomu zaufać od czasu kiedy jej rodziców zamordowano. Od tamtej pory uczęszcza na terapię jednak to jej nie pomaga. Jedynie ubrania dają jej się jakoś odprężyć. Uwielbia projektować, a potem szyć i zakładać to na siebie. Nie tylko z ubraniami eksperymentuje. Eksperymentuje ze wszystkim z czym się da. Z makijażem, fryzurą, stylem bycia... Dosłownie ze wszystkim! To czyni ją tak bardzo wyjątkową. Nie wiadomo jaka stanie się za chwilę i jak się zachowa. Od śmierci rodziców przeprowadziła się z siostrą do innego miasta. Teraz mieszkają w słonecznej Kalifornii i cieszą się życiem póki jeszcze mogą. W końcu istnienie ludzkie jest ulotne...
Caroline jest lekko zagubiona sama w sobie i pilnie potrzebuje osoby, która pomoże jej się odnaleźć. Niestety siostra jeszcze nie potrafi tego zrobić. 

 Imię i nazwisko: Natalie Nixon
Wiek: 26 lat. 
Opis postaci: Siostra Caroline. Zwariowana fanka stylu japońskiego, choć nigdy by się w te wszystkie sukieneczki nie ubrała. Kocha fotografię i podobnie jak siostra ma wielki talent do rysowania. Po śmierci rodziców pomogły jej studia na ASP. Wyciągnęło ją to ze wszystkich kłopotów. Kiedyś, jeszcze zanim musiała zająć się siostrą była imprezowiczką i nie żałowała sobie alkoholu. Każdą noc spędzała na imprezie. Kilka razy nawet brała, ale to były pojedyncze epizody. Teraz Natalie jest całkiem stabilna emocjonalnie czego nie można powiedzieć o Caroline, ale nie o niej teraz. 
Dziewczyna jest towarzyska jednak jej najlepszą przyjaciółką jest siostra. Wszędzie chodzą razem i wszystko o sobie wiedzą.

 Imię i nazwisko: Nicholas (Nick) Moser
Wiek: 25 lat. (na prawdę ponad 320)
Opis postaci: Buntownik o czekoladowych, ciepłych oczach. Tylko one w jego wyglądzie są ludzkie.  Usta ułożone w łobuzerski półuśmiech, wystające kości policzkowe nadający jego twarzy stanowczości oraz kwadratowo zarysowana szczeka przez co Nicholas wygląda męsko. Wiele kobiet najzwyczajniej w świecie się za nim ogląda bez znaczenia czy są młode czy starsze. Pomimo powierzchownej obojętności, Nick jest romantycznym, czułym facetem przygotowanym na potrzeby wybranki.
Chłopak stracił skrzydła około 20 lat temu. To spowodowało, że załamał się. Podnieść się z tego pozwoliła mu dopiero ludzka dziewczyna, która niestety zmarła na białaczkę. Kolejne, jednak nie tak wielkie, rozczarowanie w życiu Nicholasa. 
 Najważniejszą cechą tej postaci jest to, że potrafi się opanować nie zważając na okoliczności. Tak samo działa na swoje otoczenie.

 To nie wszystkie postaci. Tylko trzy główne, które będą pojawiały się najcześciej. Każda nowa postać będzie oznaczona gwiazdką i pod notką będzie umieszczony krótki opisik. Myślę, że to nie skomplikuje wam życia.

Na dziś ...
***KONIEC***