-Zostawię was.- rzucił Michael, rzucając mi pokrzepiające spojrzenie po czym znikł na tarasie. Odetchnęłam cicho pod nosem, nadal drżąc leciuteńko ze strachu.
-Nie bój się... To nie jest przykrywka, nic ci nie zrobię. Wiem, że spodziewałaś się sztyletów i innych ciekawych zabawek, ale tak jak wspominałam... Chcę tylko i wyłącznie pogadać. Powiedzieć ci na co piszesz się spotykając się z Nickiem.- wyjaśniła z prędkością światła. Jej słowa dotarły do mnie z lekkim opóźnieniem, jak wszystko dziś. Powoli i ze zrozumieniem pokiwałam głową. Wzięłam nieco głębszy wdech i przysiadłam na kanapie. Agnes zajęła miejsce na fotelu zarzucając nogę na nogę.
-Mój, czekam.- powiedziałam siląc się na pewny głos. Agnes wywróciła oczami a co odetchnęłam ponownie i opadłam na łóżko, nie spuszczając z niej zaciekawionego spojrzenia.
-No więc zacznę w miarę od początku...- zaczęła, opierając się na fotelu. Coś czuję, że szykuje się dłuższa rozmowa.- Nick jest starym aniołem i nigdy nie spoufalał się z ludźmi. Co więcej... Był temu jak najbardziej przeciwny. Zawsze to on był tym chłodnym i bez uczuć. Aż tu nagle w jakiś dziwny i nie wyjaśniony sposób zjawiłaś się w jego życiu ty i oszalał... Całkowicie. Raptem zaczął się martwić i nie mówił o nikim innym jak o tobie. Tylko Caroline to, Caroline tamto. Nie to żebym ja miała coś przeciwko temu, ale wszyscy się tym zaniepokoili. Przyjaźniłam się z nim od zawsze, jeszcze za czasów człowieczeństwa się znaliśmy. Zostaliśmy aniołami razem. Kiedy zaczął tracić dla ciebie głowę mocno się pokłóciliśmy i jakoś tak wyszło, że straciliśmy kontakt. Niby wiedzieliśmy gdzie jesteśmy i mogliśmy się znaleźć, ale nigdy nie miałam na to ochoty. Miała dość całej tej jego farsy. W Japonii chciałam cię odstraszyć... Stąd to wszystko. Ja tak na prawdę taka nie jestem. Pomimo mojej rangi tam na górze nie lubię krzywdzić ludzi. Chciałam cię wystraszyć, bo chciałam odzyskać Nicka. Tyle, że on nie dał cię wystraszyć. Bronił cię własną piersią gotów oddać życie za to abym nie robiła tobie żadnej krzywdy...- widziałam, że chce kontynuować, ale wolałam zostać rzez dłuższą chwilę z tym ciepłem, które rozlało się po moim sercu na wieść, że Nicholas byłby gotów aż tak się dla mnie poświęcić.
-A co z tymi konsekwencjami?- zapytałam z lekkim przestrachem w głosie. Skarciłam się za to w myślach. Miałam się jej nie bać... Chociaż nie bałam się jej, a tych konsekwencji o których wspomniała.- Przecież ty jesteś aniołem, a spotykasz się z Michaelem.- ściągnęłam brwi w pytającym geście.
-Michael zdecydował się na związek ze mną, ponieważ po śmierci chce zostać aniołem. Właśnie takie są tego konsekwencje. Spotykając się z wampirem po śmierci się nim stajesz. Twoja ciotka prawdopodobnie tego właśnie nie chce. Nie jestem pewna.- wzruszyła lekko ramionami. Przez dłuższą chwilę trawiłam jej słowa, ściągając brwi. Nieobecny wzrok wbiłam w okno.
-Nie powiedział mi o tym.- wypaliłam tak nagle, że aż sama siebie zaskoczyłam. Agnes westchnęła pod nosem ciężko.
-Mógł nie wiedzieć. Nigdy się tym nie interesował, nie obchodziły go związki aniołów z ludźmi.- znów pokiwałam głową. Przeczesałam włosy palcami, rozglądając się po pomieszczeniu. Nagle wrócił Michael, a Agnes wstała ze swojego miejsca.- My już cię zostawimy...- rzuciła idąc w stronę drzwi. Wstałam pospiesznie odprowadzając ich.
-Dziękuję... To mi wiele wyjaśniło.- szepnęłam i uśmiechnęłam się w ramach podziękowania. Anielica skinęła głową po czym znów przytuleni odeszli w dół ulicy. Szybkim krokiem pobiegłam do siebie do pokoju rzucając się na łóżko. Spojrzałam na plakat 30STM wiszący na suficie jednak zaraz przekręciłam się na brzuch chowając głowę w puszystej poduszce.
Musiałam to wszystko koniecznie przemyśleć. Kilka spraw wyjaśniło mi się, ale i tak musiałam wszystko poukładać, powkładać do odpowiednich szufladek. Polubiłam Nicholasa... Może nawet pokochałam? Ale czy byłam w stanie poświęcić dla niego spokojne życie pozagrobowe na rzecz wiecznego życia pod postacią anioła? Skoro miałabym zostać aniołem dopiero po śmierci to dlaczego nie? Z bliskich osób miałam tylko i wyłącznie Natt. No i Nicka, ale nie o niego tu teraz chodziło. Może i na początku będzie mi brakowało mojej ukochanej siostrzyczki, ale skoro poradziłam sobie ze śmiercią obojga rodziców to na pewno z jej utratą też dam radę jakoś się pogodzić... Przynajmniej mam nadzieję. No i nie umierałam już żeby w tej chwili się oto martwić.
Niestety nie zdążyłam porozmyślać na temat ciotki Mel, ponieważ wrócił Nick. Poczułam jego dotyk na łydce, więc przekręciłam się do swojej pierwotnej pozycji. Uśmiechnęłam się do niego ciepło, przekręcając odrobinkę głowę.
-Nie zabiła cię.- rzucił, ściągając brwi. Parsknęłam cichym śmiechem.- No co? Myślałam, że cię rozniesie... Strasznie się zmieniła.- w tym miejscu natychmiastowo pokręciła głową.
-Jestem cała i zdrowa, a Agnes okazała się być całkiem miła.- uniosłam się odrobinkę, aby móc usiąść po turecku.- Wiesz, że jeśli będziemy razem i na prawdę się pokochamy w przyszłości będę aniołem? Już po mojej śmierci. I tak sobie myślę... Że moja ciotka chciała właśnie zostać aniołem. Do tego byłeś jej potrzebny.- stwierdził, nie spuszczając z niej uważnego wzroku. Nick westchnął.
-Wiem, dowiedziałem się o tym dziś. Spotkałem się z Michaelem. Powiedział mi dokładnie to co tobie powiedziała Agnes.- potaknęłam głową. Jego spojrzenie wwiercało się w moje tęczówki odrobinkę mnie krępując.
-Co o tym myślisz?- zapytałam, przekładając włosy przez jedno ramię. Domyślałam się co teraz od niego usłyszę i wcale się nie przeliczyłam.
-Posłuchaj mnie... Ja cię do niczego nie będę zmuszał. To ma być twoja decyzja jednak zanim ją podejmiesz wiedz, że...- tu zamilkł na moment, uciekając wzrokiem w bok. Ściągnęłam brwi. Wziął głębszy oddech i znów popatrzył mi w oczy.- Wiedz, że cię kocham. Od zawsze i na zawsze. Nie zważając na twoją decyzję. Jeśli zdecydujesz, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego odejdę i już nigdy mnie nie zobaczysz.- no dobra... jednak tego się nie spodziewałam. Popatrzyłam na niego uważnie. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem.
-Już podjęłam decyzję... Ja kocham ciebie i zdecydowałam, że nie będę się przed niczym wzbraniać. Skoro i tak mam przez to zostać aniołem dopiero po śmierci to dlaczego nie?- wzruszyłam ramionami. Jego dość ciemna twarz natychmiast rozjaśniła się cudownym uśmiechem. Poderwał się z miejsca porywając mnie w ramiona. Zaczęłam się śmiać.
-Nick, głuptasie! Postaw mnie!- objęłam go mocno za szyję nie chcąc spaść przepadkiem. Po chwili zatrzymał się i popatrzył mi prosto w oczy. Nachylił się w moją stronę. Złączył nasze wargi w tak niesamowitym pocałunku, że po plecach przebiegł mi dreszcz. To nie był zwykły pocałunek. To coś prawdziwie mistycznego.
***
Jeśli ten rozdział jet trochę bez sensu to przepraszam, ale czasem tak bywa, prawda?
Zadedykowany jest moim kochanym dziadkom, który udostępnili mi swojej własnej osobistej kanapy, abym mogła to napisać xD
Postaram się napisać jakoś jeszcze w tym miesiącu choć nie wiem czy mi się to uda.







