Na fotelu na przeciwko drzwi ktoś siedział. Kobieta. W dodatku niesamowicie piękna. Miała ciemne, długie i lśniące włosy, szare oczy, pełne idealnie czerwone wargi oraz nieco wystające kości policzkowe. Ubrana była w czarną, obcisłą sukienkę do pół uda, prześwitujące czarne rajstopy, botki do kostek na wysokim obcasie. Widząc mnie przekrzywiła nieznacznie głowę i wstała powolutku. Poprawiła czarną ramoneskę i postąpiła krok w moją stronę. Obracała w palcach sztylet z drewnianą rękojeścią. Ostrze połyskiwało delikatnie. Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się posępnie.
-Witaj Caroline...- szepnęła niesamowicie miękkim głosem sprzeczającym się z wyglądem. Przeraziła mnie. Potrząsnęłam głową i odsunęła się krok w stronę drzwi. Cisnęła sztyletem w moją stronę, a ten wbił się w zamek nie pozwalając na wyjście z pokoju.- Nie uciekniesz stąd...
-Kim jesteś i czego chcesz?- zapytałam mając nadzieje, że głos załamie się tylko w mojej głowie. Myliłam się. Zdałam sobie sprawę, że to samo pytanie zadałam Nicholasowi.
-Koleżanka Nicka.- wyrwała sztylet z zamka tym samym przypierając mnie do drzwi. Delikatnie wsunęła ostrze pod ramiączko mojej bluzki. Pociągnęła i materiał pękł, a właściwie został przecięty.- Jesteś dla niego stanowczo zbyt ważna... Nie odstraszają cię te wstrętne blizny na jego plecach? Są okropne. Nie wiem jak on się pokazuje z nimi na plaży.- westchnęła teatralnie.
-Zostaw mnie... Ja go nawet nie znam.- mruknęłam, kręcąc głową. Nie wiedziałam o co mogło jej chodzić. Po chwili z pokoju obok wyszedł Nick. Nie wiem jakim cudem się tu znalazł. Pociągnął nieznajomą dziewczynę i stanął przede mną zasłaniając mnie własnym ciałem.
-Agnes...- mruknął z niesmakiem.- Jak dawno się nie widzieliśmy.- założył ręce na piersi. Serce waliło mi tak mocno, że on na pewno czuł je na plecach.
-To psychopatka.- stwierdziłam szeptem. Jak to Nicholas zdradził, Agnes prychnęła i założyła ręce na piersi. Poczułam jak chłopka kładzie mi dłonie na biodrach. Przesunął mnie, wpuszczając do pokoju. W nim znów ktoś siedział. Niemal od razu zaczęłam się wycofywać, ale złapał mnie.
-Ej, spokojnie... ja nic ci nie zrobię, przysięgam. Jestem Michael.- uśmiechnął się do mnie ciepło. Skinęłam głową. Całkiem zapominając o wymienieniu swojego imienia. Po chwili ktoś pociągnął mnie za pasek. Agnes... Nicholas szybko odciągnął ją ode mnie nie pozwalając zrobić czegokolwiek. W oczach stanęły mi łzy i zaraz spłynęły po policzkach.
-Co tu się do jasnej cholery dzieje?! Moglibyście mi wyjaśnić?- zapytałam. Ona tylko wywróciła oczami i zwróciła się do Nicholasa. Ja natomiast poczułam silny ból głowy i jak długa padłam na ziemię tracąc przytomność.
Nie wiem ile i gdzie leżałam...
CDN...
środa, 25 maja 2011
niedziela, 22 maja 2011
postaci 2 .
Na początku chciałabym przeprosić za nieobecność, ale miałam karę.. Nie powiem za co, ważne, że już jestem.
POSTACI
Imię i nazwisko: Agnes Baker
Wiek: 23 lata (na prawdę nikt nie wiem ile ma)
Opis postaci: Podstępna, tajemnicza anielica. Jest aniołem śmierci i bólu przez co doskonale umie się bronić. To właśnie ona przyczyniła się do obdarcia skrzydeł Nicholasowi. Teraz utrudnia mu życie i odstrasza wszystkich na których zależy Nickowi. Pojawia się tam gdzie on. Jest przebiegła, podstępna i nieprzewidywalna... W dodatku wzrokiem uwiodłaby każdego. Największym jej problemem jest to, że nie umie działać sama. Do każdego działania angażuje swojego chłopaka, Michaela. Dziewczyna kocha go jednak wykorzystuje do wszystkiego.
Imię i nazwisko: Michael Smith
Wiek: 26 lat.
Opis postaci: Chłopak Agnes. Jest na każde jej zawołanie. Człowiek. Niesamowicie przystojny i męski. Każda kobieta chciałaby mieć go dla siebie jednak on jest ślepo zapatrzony w Agnes. Na żadną inną nie spojrzy. Jest ekspertem jeśli chodzi o anioły. Wie dosłownie wszystko. Poczynając od historii ich powstania, a kończąc na nadprzyrodzonych mocach każdego rodzaju anioła. Poza tym, że chłopak jest specjalistą od skrzydlatych ludzi jest też błyskotliwy i niezwykle inteligentny. Ma bezcenne poczucie humoru i nie można się przy nim nie uśmiechać. O niebezpiecznych akcjach Agnes nie ma pojęcia. Jest wplątywany tylko w te w których nie mógłby ucierpieć.
wtorek, 10 maja 2011
część 2 .
Nie wiedzieć kiedy zasnęłam głęboko. Obudziłam się dopiero nad ranem. Natalie jeszcze nie było albo już nie było. Przetarłam oczy rozglądając się. Na szafeczce leżały dwie karteczki i obie były do mnie. Przeczytałam jedną. Była od Natie. Pisała, że ma dziś pierwsze warsztaty, więc nie będzie jej cały dzień. Mnie to nawet trochę ucieszyło. Bede mogła zająć się samą sobą.
Wzięłam w dłonie drugą karteczkę. Ściągnęłam brwi czytając ją. Miałam pojawic się na dachu o 11 i nie jeść śniadania. Podpisane... 'Nieznajomy'. Pierwsze co przyszło mi na myśl był chłopak, którego spotkałam wczoraj na dachu. I mi się przypominało... Znów wróciło to uczucie. Poczułam się po prostu głupia. Przecież wczoraj wydawało mi się, że spadam z dachu, a tak na prawdę jedynie się zachwiałam. Pomimo wszystko postanowiłam pojawić sie na dachu o 11. Wstałam z łóżka i wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam nieco wilgotne, czarne włosy, a potem związałam je w wysokiego koczka zostawiając jedynie grzywkę. Zarzuciłam na siebie szarą sukienkę oraz czarną ramoneskę z ćwiekami. Na nogi wsunęłam szpilki pożyczone od Natalie, a następnie wyszłam zamykając pokój. Wsunęłam kartę do kieszeni kurtki. Wyszłam na dach rozglądając się. Nikogo nie było. Przeszłam kawałek zerkając na podłużny komin. Chłopak, którego spotkałam wczoraj siedział na murku, a obok niego stało francuskie śniadanie. Nie wiem co Francja ma do Japonii, ale croissanty z dżemem są pyszne.
-A jednak przyszłaś... Myślałam, że się nie pojawisz.- powiedział tym swoim tajemniczym głosem. Wstał, idąc w moja stronę. Wyciągnął ku mnie dłoń z szarmanckim uśmieszkiem.
-Nie wiem nawet jak masz na imię... Tym bardziej nie mam pojęcia czego ode mnie chcesz. A zapraszasz mnie na romantyczne śniadanka na dachu.- założyłam ręce na piersi, patrząc na niego uważnie.
-Na imię mam Nicholas...- przedstawił się. Ciekawie. Bardzo dawno nie słyszałam tego imienia.- Niczego od ciebie nie chcę. Ale nie odczepię się.- zrobiłam wielkie oczy kiedy wyprzecił moje pytanie. Zamrugałam kilkukrotnie.
-Skąd wiedziałeś o co chce zapytać?- ściągnęłam brwi. Zaczynał mnie intrygować, ciekawić. Uhh! Ta moja ciekawość... Czekałam na odpowiedź i czekałam jednak nie doczekałam się.- Nick!- popędziłam go. Dopiero teraz spojrzał na mnie. Zmierzył mnie wzrokiem i prychnął. Jego twarz pociemniała, a oczy nabrały gwałtownie jakiejś mrocznej głębi. Ogarnęło mnie przerażenie.
-Skąd wiem? Hmm... Może dlatego, że wiem o tobie wszystko? Jak się nazywasz, znam twoje pasje, przewiduję twoje zachowania... Wiem kto zabił twoich rodziców. Znam twoje uczucia i wszelkie inne przemyślenia. Siedzę ci w głowie, znam twoje myśli...- teraz bałam się jeszcze bardziej. W prawdzie wiedziałam, że to jakiś psychopata i nie powinnam się bac, a odwrócić się napięcie i odejść, ale nie mogłam. Po prostu nie mogłam... Jakaś dziwna siła trzymała moje ciało w miejscu. Serce łomotało mi jak szalone, a oddech był przyspieszony.- Boisz się... Żywię się twoim strachem.- powiedział niskim, drżącym szeptem.
-Powiedziałeś, że niczego nie chcesz!- podszedł do mnie i założył mi pojedynczy kosmyk włosów za ucho. Pogładził mój policzek, przekrzywiając nieznacznie głowę. Przysunął się na tyle blisko, że poczułam na ciele ciepło jego ciała. Po chwili odsunął sie, potrząsając głową. Złapał się za włosy, kucając przy murku na którym wcześniej siedział. Wszystko ustąpiło. Mogłam się poruszyć i nie bałam się już.- Kim ty jesteś? Robisz ze mnie idiotkę!- wrzasnęłam, przesuwając sie na przeciw niego. Pomimo tego stałam dośc daleko. Siedział nieruchomo, patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem.
-Nie jestem zwykłym człowiekiem...- powiedział, wstając. Postąpił krok w moją stronę.- Jestem upadłym aniołem.- żartował! Na pewno żartował. Przecież takie istoty nie istnieją.
-Nie wierzę ci...- powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Chciałam z nich wyczytać coś po czym mogłabym poznać, że Nicholas żartuje. Nic takiego nie było. A on zaczął rozpinać koszulkę. Ściągnęłam brwi widząc jego poczyniania. Co on wyrabiał!?- Przestań się rozbierać! Nie potrzebuję twojego striptizu. Oczekuję wyjaśnienia...- powiedziałam szybko.
-Zaczekaj... Nie dramatyzuj tak od razu.- zsunął koszulę odkładając ją na bok. Obrócił się do mnie plecami. Z jego pleców ukazały się dwa kruczoczarne skrzydła. Zasłoniłam usta dłonią. Obrócił sie do mnie przodem spoglądając mi w oczy. Wzruszył ramionami, a ja nadal zaskoczona patrzyłam na niego uważnie.- Teraz wierzysz czy masz ochotę ich dotknąć?- bardzo powoli i niepewnie wyciagnęłam dłoń. Jedno z jego aksamitnych skrzydeł musnęło opuszki moich palów.
-Wierzę, ale nadal nie rozumiem jak to jest możliwe... Przecież, przecież anioły nie isynieją. A co dopiero jakies upadłe. I co się z tobą dzieje? Teraz jesteś normalny, a wcześniej? Co to było? Bałam się...- szepnęłam odsuwając się. Nie to, że bałam się bliskości, ale on miał skrzydła! I to piękne... Po prostu cudowne. Nadawały jego ciału piękny kształt.
Zanim zdązyłam usłyszeć odpowiedź lub zapytać o coś innego na dach wszedł jakiś Japończyk krzycząc coś w niezrozumiałym dla mnie języku. Zganiał mnie najwyraźniej do pokoju. Rozejrzałam się uwaznie i zeszłam po drabince. Potem udałam sie na śniadanie. Nigdzie już Nicholasa nie widziałam. Rozpłynął się w powietrzu. Nie dość, że byłam skołowana to jeszcze głodna, a nie mogłam nic przelknąć. Wszystko spowodował szok jaki przeżyłam przed kilkoma chwilami. Wróciłam do pokoju z tacą jedzenia. Stanęłam w progu upuszczając tacę. Wszystko co na niej było roztrzaskało się w drobny mak, a ja przerażona nie mogłam się poruszyć...
CDN ...
Wzięłam w dłonie drugą karteczkę. Ściągnęłam brwi czytając ją. Miałam pojawic się na dachu o 11 i nie jeść śniadania. Podpisane... 'Nieznajomy'. Pierwsze co przyszło mi na myśl był chłopak, którego spotkałam wczoraj na dachu. I mi się przypominało... Znów wróciło to uczucie. Poczułam się po prostu głupia. Przecież wczoraj wydawało mi się, że spadam z dachu, a tak na prawdę jedynie się zachwiałam. Pomimo wszystko postanowiłam pojawić sie na dachu o 11. Wstałam z łóżka i wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam nieco wilgotne, czarne włosy, a potem związałam je w wysokiego koczka zostawiając jedynie grzywkę. Zarzuciłam na siebie szarą sukienkę oraz czarną ramoneskę z ćwiekami. Na nogi wsunęłam szpilki pożyczone od Natalie, a następnie wyszłam zamykając pokój. Wsunęłam kartę do kieszeni kurtki. Wyszłam na dach rozglądając się. Nikogo nie było. Przeszłam kawałek zerkając na podłużny komin. Chłopak, którego spotkałam wczoraj siedział na murku, a obok niego stało francuskie śniadanie. Nie wiem co Francja ma do Japonii, ale croissanty z dżemem są pyszne.
-A jednak przyszłaś... Myślałam, że się nie pojawisz.- powiedział tym swoim tajemniczym głosem. Wstał, idąc w moja stronę. Wyciągnął ku mnie dłoń z szarmanckim uśmieszkiem.
-Nie wiem nawet jak masz na imię... Tym bardziej nie mam pojęcia czego ode mnie chcesz. A zapraszasz mnie na romantyczne śniadanka na dachu.- założyłam ręce na piersi, patrząc na niego uważnie.
-Na imię mam Nicholas...- przedstawił się. Ciekawie. Bardzo dawno nie słyszałam tego imienia.- Niczego od ciebie nie chcę. Ale nie odczepię się.- zrobiłam wielkie oczy kiedy wyprzecił moje pytanie. Zamrugałam kilkukrotnie.
-Skąd wiedziałeś o co chce zapytać?- ściągnęłam brwi. Zaczynał mnie intrygować, ciekawić. Uhh! Ta moja ciekawość... Czekałam na odpowiedź i czekałam jednak nie doczekałam się.- Nick!- popędziłam go. Dopiero teraz spojrzał na mnie. Zmierzył mnie wzrokiem i prychnął. Jego twarz pociemniała, a oczy nabrały gwałtownie jakiejś mrocznej głębi. Ogarnęło mnie przerażenie.
-Skąd wiem? Hmm... Może dlatego, że wiem o tobie wszystko? Jak się nazywasz, znam twoje pasje, przewiduję twoje zachowania... Wiem kto zabił twoich rodziców. Znam twoje uczucia i wszelkie inne przemyślenia. Siedzę ci w głowie, znam twoje myśli...- teraz bałam się jeszcze bardziej. W prawdzie wiedziałam, że to jakiś psychopata i nie powinnam się bac, a odwrócić się napięcie i odejść, ale nie mogłam. Po prostu nie mogłam... Jakaś dziwna siła trzymała moje ciało w miejscu. Serce łomotało mi jak szalone, a oddech był przyspieszony.- Boisz się... Żywię się twoim strachem.- powiedział niskim, drżącym szeptem.
-Powiedziałeś, że niczego nie chcesz!- podszedł do mnie i założył mi pojedynczy kosmyk włosów za ucho. Pogładził mój policzek, przekrzywiając nieznacznie głowę. Przysunął się na tyle blisko, że poczułam na ciele ciepło jego ciała. Po chwili odsunął sie, potrząsając głową. Złapał się za włosy, kucając przy murku na którym wcześniej siedział. Wszystko ustąpiło. Mogłam się poruszyć i nie bałam się już.- Kim ty jesteś? Robisz ze mnie idiotkę!- wrzasnęłam, przesuwając sie na przeciw niego. Pomimo tego stałam dośc daleko. Siedział nieruchomo, patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem.
-Nie jestem zwykłym człowiekiem...- powiedział, wstając. Postąpił krok w moją stronę.- Jestem upadłym aniołem.- żartował! Na pewno żartował. Przecież takie istoty nie istnieją.
-Nie wierzę ci...- powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Chciałam z nich wyczytać coś po czym mogłabym poznać, że Nicholas żartuje. Nic takiego nie było. A on zaczął rozpinać koszulkę. Ściągnęłam brwi widząc jego poczyniania. Co on wyrabiał!?- Przestań się rozbierać! Nie potrzebuję twojego striptizu. Oczekuję wyjaśnienia...- powiedziałam szybko.
-Zaczekaj... Nie dramatyzuj tak od razu.- zsunął koszulę odkładając ją na bok. Obrócił się do mnie plecami. Z jego pleców ukazały się dwa kruczoczarne skrzydła. Zasłoniłam usta dłonią. Obrócił sie do mnie przodem spoglądając mi w oczy. Wzruszył ramionami, a ja nadal zaskoczona patrzyłam na niego uważnie.- Teraz wierzysz czy masz ochotę ich dotknąć?- bardzo powoli i niepewnie wyciagnęłam dłoń. Jedno z jego aksamitnych skrzydeł musnęło opuszki moich palów.
-Wierzę, ale nadal nie rozumiem jak to jest możliwe... Przecież, przecież anioły nie isynieją. A co dopiero jakies upadłe. I co się z tobą dzieje? Teraz jesteś normalny, a wcześniej? Co to było? Bałam się...- szepnęłam odsuwając się. Nie to, że bałam się bliskości, ale on miał skrzydła! I to piękne... Po prostu cudowne. Nadawały jego ciału piękny kształt.
Zanim zdązyłam usłyszeć odpowiedź lub zapytać o coś innego na dach wszedł jakiś Japończyk krzycząc coś w niezrozumiałym dla mnie języku. Zganiał mnie najwyraźniej do pokoju. Rozejrzałam się uwaznie i zeszłam po drabince. Potem udałam sie na śniadanie. Nigdzie już Nicholasa nie widziałam. Rozpłynął się w powietrzu. Nie dość, że byłam skołowana to jeszcze głodna, a nie mogłam nic przelknąć. Wszystko spowodował szok jaki przeżyłam przed kilkoma chwilami. Wróciłam do pokoju z tacą jedzenia. Stanęłam w progu upuszczając tacę. Wszystko co na niej było roztrzaskało się w drobny mak, a ja przerażona nie mogłam się poruszyć...
CDN ...
sobota, 7 maja 2011
część 1 .
Siedząc tak w salonie na fotelu obserwowałam jak moja szurnięta siostra skacze po pokoju ciesząc się z wygranej. Dziwne, że nie zaniepokoiło jej to iż nie wysyłała swoich prac na żadne konkursy.
-Natie!- krzyknęłam łapiąc ją za ramiona. Zdmuchnęłam sobie z twarzy jej długie, rude, gęste włosy.- Nie zaniepokoiło cię to, że nie wysyłałaś żadnej pracy na konkurs?- uniosłam brwi. Mina jej zrzedła i pokiwała twierdząco głową. Zaśmiałam się cicho.- Ja wysłałam. Tą Merlin Monroe. Zeskanowałam i wydrukowałam, a oryginał wysłałam. Wiedziałam, że wygrasz! A zawsze chciałaś jechać do Japonii.- wzruszyłam ramionami. Siostra natychmiastowo rzuciła się na mnie, ściskając mnie mocno.
-Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki!!!- krzyczała, a ja udawałam, że się duszę. Nic nie dawało. nadal mnie tuliła podskakując wesoło.- Musimy się pakować. Wyjeżdżamy jutro wieczorem!- pisnęła ciągnąc mnie na górę.
Spakowałyśmy się szybko, a potem rozmawiając i śmiejąc się zasnęłyśmy na podłodze w moim pokoju. Kolejnego dnia Natalie strasznie się denerwowała. W końcu jechała do swojego ukochanego kraju i to w dodatku ze mną. Swoją ukochaną siostrzyczką! Wieczorem byłyśmy już na lotnisku. Odnalazłyśmy organizatorkę i odebrałyśmy bilety. Oddałyśmy bagaże i po niedługim czasie siedziałyśmy w samolocie. Trzymając się za ręce przez całą drogę spałyśmy słodko. Będąc na miejscu oczywiście ja nie umiałam się po japońsku dogadać. Natalie natomiast mówiła biegle. Słuchając jak moja siostra podrywa jakiegoś dość dobrze ubranego Japończyka niższego od niej o połowę, roześmiałam się. Pociągnęłam ją szybko. Droga do hotelu zajęła nam nie dłużej niż 10 minut. Zajęłyśmy swój pokój, a potem moja siostra wypruła na miasto. Ja zostałam pod pretekstem, że źle się czuję. Prawda była taka, że ten kraj to jej marzenie, nie moje. Nie chciałam jej przeszkadzać. Kiedy tylko wyszła, wzięłam swój notatnik i komplet ołówków i cienkopisów, a potem wyszłam z pokoju. Bez problemu znalazłam drogę na dach. Zaciągnęłam na ramiona ciepły sweter i usiadłam przy kominie. Słońce zachodziło powoli jednak nie było mi do szczęścia potrzebne. Zaczęłam rysować... Po prostu mazałam sobie bez sensu w zeszycie. Nie miałam pomysłu na nową kreację, więc zaczęłam szkicować krajobraz. Same budynki jednak hotel umieszczony był w takiej okolicy, że były tu najpiękniejsze budowle całego tego kraju. Było co rysować.
Z transu wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. Odłożyłam szkicownik i wstałam powoli. Spojrzałam uważnie w stronę drzwi i ściągnęłam brwi. Wyłoniła się zza nich jakaś postać. Podejrzewam, że mężczyzna. Wskazywały na to szerokie barki oraz wąska talia i biodra. Trochę się wystraszyłam. Stanowczo nie był to Japończyk. Był zbyt wysoki i miał kasztanowe, kręcone włosy. Cofnęłam się kilka kroków kiedy jego ciemne oczy rozbłysły odbitym blaskiem księżyca.
-Wiedziałem, że cię tu znajdę...- wyszeptał na tyle głośno, aby wiatr doniósł słowa do mnie. Oddech gwałtownie mi przyspieszył. Nie wiedziałam kto to jest, więc po prostu się bałam. Na pierwszy rzut oka chłopak wyglądał groźnie jednak jakby mu się bliżej przyjrzeć to wyglądał na całkiem ciepłego kolesia.
-Co? Jak to?- zapytałam trochę zdezorientowana.- Kim jesteś?- cofałam się z każdym jego krokiem. W końcu dotarłam do końca dachu i oparłam się o ściankę sięgająca mi jedynie do bioder.
-Caroline...- wypowiedział moje imię niemal z czcią. Spowodowało to, że po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz.- Nie bój się mnie... Nie zrobię ci krzywdy.- podszedł bezpośrednio do mnie. Pogładził opuszkami palców mój policzek. Cofnęłam się i... Zaczęłam spadać lecąc w nicość. Kiedy wrzasnęłam stałam znów w tej samej pozycji co wcześniej, a nieznajomy stał w tym samym miejscu co wcześniej. Tuz przy drzwiach. Adrenalina skoczyła mi chyba stokrotnie.
-Co jest?!- zapytałam mając zamiar uciekać.- Co się dzieje?!- przez chwilę zaczęłam uważać, że wróciły te przywidzenia z czasów kiedy dowiedziałam się o śmierci rodziców.
-Nic...- prychnął rozbawiony. Zaczynał mnie powoli irytować.- Zapamiętaj mnie, proszę. Pojawię sie w twoim życiu jeszcze nie jednokrotnie.- po wypowiedzeniu tych słów po prostu znikł. Nie wiem jak i gdzie. Zbiegłam z dachu i weszłam do pokoju. Złapałam poduszkę w pięści i schowałam w niej twarz. Byłam kompletnie skołowana. Nie wiedziałam co się stało... Wróciło to okropne uczucie zdezorientowania.
-Natie!- krzyknęłam łapiąc ją za ramiona. Zdmuchnęłam sobie z twarzy jej długie, rude, gęste włosy.- Nie zaniepokoiło cię to, że nie wysyłałaś żadnej pracy na konkurs?- uniosłam brwi. Mina jej zrzedła i pokiwała twierdząco głową. Zaśmiałam się cicho.- Ja wysłałam. Tą Merlin Monroe. Zeskanowałam i wydrukowałam, a oryginał wysłałam. Wiedziałam, że wygrasz! A zawsze chciałaś jechać do Japonii.- wzruszyłam ramionami. Siostra natychmiastowo rzuciła się na mnie, ściskając mnie mocno.
-Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki!!!- krzyczała, a ja udawałam, że się duszę. Nic nie dawało. nadal mnie tuliła podskakując wesoło.- Musimy się pakować. Wyjeżdżamy jutro wieczorem!- pisnęła ciągnąc mnie na górę.
Spakowałyśmy się szybko, a potem rozmawiając i śmiejąc się zasnęłyśmy na podłodze w moim pokoju. Kolejnego dnia Natalie strasznie się denerwowała. W końcu jechała do swojego ukochanego kraju i to w dodatku ze mną. Swoją ukochaną siostrzyczką! Wieczorem byłyśmy już na lotnisku. Odnalazłyśmy organizatorkę i odebrałyśmy bilety. Oddałyśmy bagaże i po niedługim czasie siedziałyśmy w samolocie. Trzymając się za ręce przez całą drogę spałyśmy słodko. Będąc na miejscu oczywiście ja nie umiałam się po japońsku dogadać. Natalie natomiast mówiła biegle. Słuchając jak moja siostra podrywa jakiegoś dość dobrze ubranego Japończyka niższego od niej o połowę, roześmiałam się. Pociągnęłam ją szybko. Droga do hotelu zajęła nam nie dłużej niż 10 minut. Zajęłyśmy swój pokój, a potem moja siostra wypruła na miasto. Ja zostałam pod pretekstem, że źle się czuję. Prawda była taka, że ten kraj to jej marzenie, nie moje. Nie chciałam jej przeszkadzać. Kiedy tylko wyszła, wzięłam swój notatnik i komplet ołówków i cienkopisów, a potem wyszłam z pokoju. Bez problemu znalazłam drogę na dach. Zaciągnęłam na ramiona ciepły sweter i usiadłam przy kominie. Słońce zachodziło powoli jednak nie było mi do szczęścia potrzebne. Zaczęłam rysować... Po prostu mazałam sobie bez sensu w zeszycie. Nie miałam pomysłu na nową kreację, więc zaczęłam szkicować krajobraz. Same budynki jednak hotel umieszczony był w takiej okolicy, że były tu najpiękniejsze budowle całego tego kraju. Było co rysować.
Z transu wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. Odłożyłam szkicownik i wstałam powoli. Spojrzałam uważnie w stronę drzwi i ściągnęłam brwi. Wyłoniła się zza nich jakaś postać. Podejrzewam, że mężczyzna. Wskazywały na to szerokie barki oraz wąska talia i biodra. Trochę się wystraszyłam. Stanowczo nie był to Japończyk. Był zbyt wysoki i miał kasztanowe, kręcone włosy. Cofnęłam się kilka kroków kiedy jego ciemne oczy rozbłysły odbitym blaskiem księżyca.
-Wiedziałem, że cię tu znajdę...- wyszeptał na tyle głośno, aby wiatr doniósł słowa do mnie. Oddech gwałtownie mi przyspieszył. Nie wiedziałam kto to jest, więc po prostu się bałam. Na pierwszy rzut oka chłopak wyglądał groźnie jednak jakby mu się bliżej przyjrzeć to wyglądał na całkiem ciepłego kolesia.
-Co? Jak to?- zapytałam trochę zdezorientowana.- Kim jesteś?- cofałam się z każdym jego krokiem. W końcu dotarłam do końca dachu i oparłam się o ściankę sięgająca mi jedynie do bioder.
-Caroline...- wypowiedział moje imię niemal z czcią. Spowodowało to, że po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz.- Nie bój się mnie... Nie zrobię ci krzywdy.- podszedł bezpośrednio do mnie. Pogładził opuszkami palców mój policzek. Cofnęłam się i... Zaczęłam spadać lecąc w nicość. Kiedy wrzasnęłam stałam znów w tej samej pozycji co wcześniej, a nieznajomy stał w tym samym miejscu co wcześniej. Tuz przy drzwiach. Adrenalina skoczyła mi chyba stokrotnie.
-Co jest?!- zapytałam mając zamiar uciekać.- Co się dzieje?!- przez chwilę zaczęłam uważać, że wróciły te przywidzenia z czasów kiedy dowiedziałam się o śmierci rodziców.
-Nic...- prychnął rozbawiony. Zaczynał mnie powoli irytować.- Zapamiętaj mnie, proszę. Pojawię sie w twoim życiu jeszcze nie jednokrotnie.- po wypowiedzeniu tych słów po prostu znikł. Nie wiem jak i gdzie. Zbiegłam z dachu i weszłam do pokoju. Złapałam poduszkę w pięści i schowałam w niej twarz. Byłam kompletnie skołowana. Nie wiedziałam co się stało... Wróciło to okropne uczucie zdezorientowania.
piątek, 6 maja 2011
wstęp & postaci .
Witam !
No więc... Mam na imię Karolina, ale każdy mówi do mnie Orzech. Tak, wiem... Dziwnie. Ale do sedna...
To nie jest mój pierwszy taki blog... Blogów miałam już kilka, a opowieści zapisanych w zeszytach mam dziesiątki, więc chyba się na tym znam. Jeśli komentujecie oczekuję szczerych opinii. Nie przejmujcie się tym, że może możecie mnie swoją opinią zranić.
Dosyć pierdzielenia... Teraz trochę o blogu. Będzie to historia miłości, oczywiście (xD). Będzie ona oparta na miłości upadłego anioła i zwykłej, może raczej trochę niezwykłej, dziewczyny. Tyle jak na razie powinno wystarczyć. Nie zanudzam, przechodzę do przedstawienia postaci.
PS.: Charaktery postaci będą się kształtowały z każdą częścią, więc nie przeczytacie tu wiele.
Postaci :
Imię i nazwisko: Caroline Nixon
Wiek: 21 lat
Opis postaci: Dziewczyna o wielu twarzach. Bardzo wiele w swym życiu przeszła. Nie umie nikomu zaufać od czasu kiedy jej rodziców zamordowano. Od tamtej pory uczęszcza na terapię jednak to jej nie pomaga. Jedynie ubrania dają jej się jakoś odprężyć. Uwielbia projektować, a potem szyć i zakładać to na siebie. Nie tylko z ubraniami eksperymentuje. Eksperymentuje ze wszystkim z czym się da. Z makijażem, fryzurą, stylem bycia... Dosłownie ze wszystkim! To czyni ją tak bardzo wyjątkową. Nie wiadomo jaka stanie się za chwilę i jak się zachowa. Od śmierci rodziców przeprowadziła się z siostrą do innego miasta. Teraz mieszkają w słonecznej Kalifornii i cieszą się życiem póki jeszcze mogą. W końcu istnienie ludzkie jest ulotne...
Caroline jest lekko zagubiona sama w sobie i pilnie potrzebuje osoby, która pomoże jej się odnaleźć. Niestety siostra jeszcze nie potrafi tego zrobić.
Imię i nazwisko: Natalie Nixon
Wiek: 26 lat.
Opis postaci: Siostra Caroline. Zwariowana fanka stylu japońskiego, choć nigdy by się w te wszystkie sukieneczki nie ubrała. Kocha fotografię i podobnie jak siostra ma wielki talent do rysowania. Po śmierci rodziców pomogły jej studia na ASP. Wyciągnęło ją to ze wszystkich kłopotów. Kiedyś, jeszcze zanim musiała zająć się siostrą była imprezowiczką i nie żałowała sobie alkoholu. Każdą noc spędzała na imprezie. Kilka razy nawet brała, ale to były pojedyncze epizody. Teraz Natalie jest całkiem stabilna emocjonalnie czego nie można powiedzieć o Caroline, ale nie o niej teraz.
Dziewczyna jest towarzyska jednak jej najlepszą przyjaciółką jest siostra. Wszędzie chodzą razem i wszystko o sobie wiedzą.
Imię i nazwisko: Nicholas (Nick) Moser
Wiek: 25 lat. (na prawdę ponad 320)
Opis postaci: Buntownik o czekoladowych, ciepłych oczach. Tylko one w jego wyglądzie są ludzkie. Usta ułożone w łobuzerski półuśmiech, wystające kości policzkowe nadający jego twarzy stanowczości oraz kwadratowo zarysowana szczeka przez co Nicholas wygląda męsko. Wiele kobiet najzwyczajniej w świecie się za nim ogląda bez znaczenia czy są młode czy starsze. Pomimo powierzchownej obojętności, Nick jest romantycznym, czułym facetem przygotowanym na potrzeby wybranki.
Chłopak stracił skrzydła około 20 lat temu. To spowodowało, że załamał się. Podnieść się z tego pozwoliła mu dopiero ludzka dziewczyna, która niestety zmarła na białaczkę. Kolejne, jednak nie tak wielkie, rozczarowanie w życiu Nicholasa.
Najważniejszą cechą tej postaci jest to, że potrafi się opanować nie zważając na okoliczności. Tak samo działa na swoje otoczenie.
To nie wszystkie postaci. Tylko trzy główne, które będą pojawiały się najcześciej. Każda nowa postać będzie oznaczona gwiazdką i pod notką będzie umieszczony krótki opisik. Myślę, że to nie skomplikuje wam życia.
Na dziś ...
***KONIEC***
Subskrybuj:
Posty (Atom)





