środa, 18 lipca 2012

część 11 .


z początku chciałabym serdecznie przeprosić wszystkich czytelników za moją nieobecność , ale był koniec roku , zaczęły się wakacje , wyjazd , jakiś dziwny kryzys weny .. nie miałam siły napisać jednego zdania , a co dopiero rozdziału , który byłby na tyle znośmy , aby dało się to wszystko czytać .
w każdym razie .. wracam do was z nową częścią ! piszcie jak wam się podobało .. obserwujcie . a jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych notkach piszcie na gadu : 4371510 ;D

***
 Spokojny sen ciągnął się w nieskończoność, a mi zdawało się, że nie mogę się z niego wybudzić. W końcu tak mocno rozbolała mnie głowa, że musiałam otworzyć oczy. Powoli uniosłam ciężkie powieki i rozejrzałam się z uwagą. Ściągnęłam brwi zdezorientowana. Byłam w pokoju urządzonym w bieli. Ściany były śnieżnobiałe, a przy suficie dostrzegłam jakby utkane z koronki wzory. Meble pomalowane były na biało i ustawione w taki sposób, że pokój zdawał się być ogromny. Zerknęłam po sobie. Ubrana byłam w białą, zwiewną sukienkę do kolan i miałam bose stopy. Kiedy próbowałam przypomnieć sobie co ja tu robię, bol głowy nasilił się do tego stopnia, że zaczęły pulsować mi skronie. Zacisnęłam szczękę i wstałam powoli. Ostrożnie przeszłam po zimnym marmurze w kierunku dwuskrzydłowych drzwi. Przekręciłam klamki i otworzyłam je, a przede mną stanął mężczyzna. Miał kasztanowe włosy, kręcące się wokół jego twarzy, ciemne oczy i urzekający uśmiech. Patrzył mi w oczy z takim uczuciem, że poczułam się nieswojo.
 Postąpił krok w moim kierunku, złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie, całując mocno. Otworzyłam szeroko oczy, machając rękoma i próbując coś powiedzieć jednak nie odpuścił. Zmiękłam w jego ramionach niczym podgrzany wosk, nie mogac powstrzymać sie przed odwzajemnieniem pocałunku. Odsunął się ode mnie, a ja musiałam mocno potrząsnąć głową, aby wrócić do siebie.
 -Co ty u licha wyprawiasz?!- wrzasnęłam, zamachując się, aby wymierzyć mu siarczysty policzek. Złapał mnie za nadgarstek zanim go dotknęłam.
 -No nie mów, że niczego nie pamiętasz...- westchnął, puszczając moją dłoń. Szarpnęłam sie i odeszłam o krok.- Matko, Caroline chodź...- mruknął i złapał mnie za dłoń, splatając nasze palce. Znów się szarpnęłam jednak trzymał za mocno. Ciągnął mnie przez długi korytarz. Dopiero teraz zauważyłam, że i on jest boso, a na sobie ma jedynie jasne jeansy, które seksownie opadały mu na biodra. 
 Pchnął jakieś drzwi przed nami i zaczął prowadzić mnie w kierunku podstarzałego mężczyzny rozciągniętego na kanapie utrzymanej oczywiście w bieli. Chyba jeszcze nie znalazłam tu rzeczy, która nie byłaby biała! Przepraszam... Klamki były złote. Trochę kiczowate połączenie, ale mało ważne. Starszy mężczyzna uniósł głowę i popatrzył na nas. Przekrzywił głowę i uśmiechnął się ciepło. Mimowolnie odwzajemniłam uśmiech.
 -Słynna Caroline... Tak wiele o tobie słyszeliśmy. Miło cię w końcu poznać.- wstał z kanapy i zszedł po schodkach, podchodząc do mnie. Wyciągnął do mnie dłoń, którą ujęłam lekko. Prowadził mnie na wzniesienie na którym siedziało kilka innych osób. Wziął szkatułkę w której znajdowało się złote piórko. Widziałam je przez przeszklone wieczko. Machnął dłonią, a ja poczułam mrowienie na plecach. Za chwilę coś załaskotało i otoczyły mnie dwa śnieżnobiałe skrzydła. Zdezorientowana rozejrzałam się. Mężczyzna, do którego wszyscy zwracali się per Wszechmogący wziął pióro w dłoń i delikatnie przesunął nim po skrzydle, które wyrosło przed chwilą z moich pleców. Nadal zaskoczona i zdezorientowana rozglądałam sie na boki. Wszyscy jednak patrzyli na mnie ze spokojnymi, pokrzepiającymi uśmiechami, kiwając głową jak ostatni idioci. Nie mogłam się ruszyć, a chciałam ucieć z tego wariatkowa! 
 O dziwo czułam te skrzydła... tak jakby były częścią mnie. Uniosłam głowę i przymknęłam powieki, aby się uspokoić. Miałam szczere nadzieje, że za chwilę się obudzę i to wszystko się skończy. Cała szopka w bieli z kolesiem, który całuję pierwszą lepszą na czele. I nagle... Poczułam sie jakbym doznała olśnienia. Wszysto wróciło. Wiedziałam co tu robie, kim jestem, z kim rozbawiam i kim jest facet, który mnie tu zaciągnął. Zerknęłam na złote pióro, które teraz wtapiało się w moje snieznobiałe skrzydła po czym poderwałam się jak głupia i dopadłam Nicholasa, przewracając go na marmurową posadzkę. Zaśmiał się i powoli ze mną wstał. Cały czas składałam na jego twarzy pojedyncze pocałunki, nie mogąc uwierzyć, że jesteśmy tu razem. Postawił mnie na siemi i delikatnie poprawił moje lekko pofalowane włosy zgarniając mi je z twarzy.
 -Dziś macie wolne, ale jutro... Zabieracie się do pracy! Twoja siostra sama się nie upilnuje. Chris też nie...- zwrócił się do nas, a ja uniosłam brwi zaskoczona. Nick skłonił się delikatnie. Powtórzyłam jego gest i wycofaliśmy się. Zamknął za nami drzwi, a ja znów na niego skoczyłam, oplatając go nogami w pasie. Przylgnęłam do jego ust z namiętnymi pocałunkami, zatapiając palce w jego włosach.
 -Jednak ci sie spodobało?!- wyszeptał spod moich warg. Odsunęłam się, aby spojrzeć mu w oczy. Unosił brew prowokująco z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. Pokręciłam głową i zeskoczyłam z niego, zakładając ramiona na piersi.
 -Nagrabiłeś sobie... Koniec tego dobrego!- powiedziałam szybko, udając obrażoną. Obróciłam się na pięcie i odeszłam, podążając ku drzwiom z których wcześniej wyszliśmy. Pociągnęłam je i otworzyłam, a potem przystanęłam na moment, ponieważ zobaczyłam, że na lewym skrzydle widnieje niewielka złota tabliczka z grawerunkiem. "Caroline i Nicholas, stróżowie". Uniosłam brew i uśmiechnęłam się pod nosem. Mieliśmy mieszkać tu teraz razem i z tego co zrozumiałam byliśmy teraz partnerami w tym całym naszym stróżowaniu. 
 Usłyszałam za sobą kroki. Obróciłam się i przed nosem zatrzasnęłam Nickowi drzwi. Uśmiechnęłam się zadowolona do siebie po czym wskoczyłam na ogromne łózko, rozciągając się na nim. Drzwi z impetem się otworzyły i poczułam nad sobą znajomy zapach różanych płatków. Zaciągnęłam się nim i objęłam ukochanego za szyję. Popatrzyłam mu w oczy i pociągnęłam, aby położył się obok mnie. Ułożyłam mu głowę na torsie. Zaczął gładzić moje pofalowane włosy.
 -Co teraz będzie?- zapytałam szeptem, zmieniając nieco pozycje, aby swobodnie móc spoglądać na jego twarz. Westchnął i wzruszył ramionami.
 -Ty będziesz pilnowała Natalie, ja Chrisa... Nie możemy się im pokazać. Znaczy Natalie, bo Chris o nas wie...- powiedział powoli i spokojnie tak jakby obawiał się mojej reakcji na to. I prawidłowo. Poderwałam się, siadając po turecku. 
 -Zostawiłam ją samą... A obiecywałyśmy sobie, że już zawsze będziemy razem.- zerknęłam na swoje dłonie. Zaczęłam delikatnie skubać idealnie wykrojone, dość długie paznokcie. 
 -Nie zostawiłaś jej... Teraz będziesz przy niej już zawsze, będziesz mogła patrzeć jak układa sobie życie, jaka jest szczęśliwa.- gładził mnie delikatnie po udzie, aby mnie uspokoić.
 -Ale nie będę w tym uczestniczyła, a to będzie bolało... Jak cholera.- westchnęłam, próbując powstrzymać łzy jednak jedna powoli stoczyła się po moim policzku spadając mi na dłoń w postaci niewielkiej perły. Otworzyłam oczy nieco szerzej. Nicholas podobnie. Wziął ode mnie perłę i obejrzał ją dokładnie. 
 -Niesamowite... Tylko archanioły ronią perły.- poderwał się z miejsca pędząc do drzwi. Złapałam go w pół drogi. Pokręciłam głową.
 -Nick nie... Nie mów o tym nikomu. Przynajmniej na razie. Jeszcze nie wiem co się dzieje, a ty mi mówisz, że archanioły płaczą perłami.- natychmiast się uspokoił. Schował perłę do kieszeni lekko opadających spodni i wrócił ze mną na łóżko. Popatrzyłam mu w oczy. odbiegliśmy od tematu, ale jak na razie nie miałam sił się z tym wszystkim zmierzyć. Jeszcze przyjdzie na to czas, a dziś miałam wolne, chciałam się oswoić ze swoim nowym ciałem. Tak, nowym ciałem... Byłam teraz aniołem, a każdy anioł jest idealny. 
 -Jak to się w ogóle stało, że odzyskałeś białe skrzydła?- zapytałam, przesuwając dłońmi po jego plecach gdzie nie było już śladu po wielkich, szpetnych bliznach. Wspięłam mu się na kolana i delikatnie wtuliłam w jego tors. 
 -Dzięki tobie... Twoja miłość była tak silna, że oddałaś za mnie wszystko, oddałaś swoje ludzkie życie tylko po to żeby mnie zachować. I sprowadziłem cię to Niebios... Jesteś tu bardzo wartościowa. Jeszcze nie jestem pewien dlaczego, ale dowiemy się w swoim czasie. Być może chodzi o to...- poklepał kieszeń.- A może o coś innego. Wszechmogący na pewno ci kiedyś o tym powie.- wzruszył ramionami, nie spuszczając ze mnie swojego uważnego spojrzenia. Przesunęłam dłonią po jego policzku, dotykając kciukiem jego dolnej wargi. Musnęłam jego usta, a ten przymknął powieki. 
 -Dlaczego jesteśmy boso, a ty masz na sobie tylko spodnie?- zapytałam w końcu, już nieco weselszym głosem. Zaśmiał się, a mnie popieścił przyjemny dreszcz, który czułam zawsze gdy był blisko.
 -To nam niepotrzebne... Nie odczuwamy zimna, a spodnie mam tylko dlatego, że przeniosło się na nas z ludzi. Niemoralnie jest chodzić całkiem nago.- buchnęliśmy oboje gromkim śmiechem. Zaczęłam opuszkami palców wodzić po jego torsie. Usłyszałam mruczenie.- Nie masz pojęcia jak miło na prawdę czuć twój dotyk.- wyznał, a ja ściągnęłam brwi.- Pamiętasz jak mówiłem ci, że tak na prawdę kiedy mnie dotykasz czuję się jakbyś dotykała mnie przez warstwę szkła? Kiedy jesteśmy jednej rasy, na jednym poziomie mogę czuć jak mnie dotykach, czuję twoje ciepło i każdy, nawet najmniejszy dotyk... Czekałem na to przez całe swoje życie i było warto.- znów łzy zebrały mi się w kącikach, jednak zamrugała kilkukrotnie i udało mi się je powstrzymać. 
 -Kocham cię...- wyszeptałam tylko i położyłam mu dłoń na policzku i ucałowałam go mocno.

 I tak minęły nam caluteńkie trzy miesiące. Opiekowaliśmy się Natalie i Chrisem, ja złapałam wszystko szybciej niż mogłabym się spodziewać. Nocami kiedy oni bawili się w najlepsze ja z Nickiem studiowałam moje nowe moce, pokazywał mi wszystko, wprowadzał mnie w anielski świat... Świetnie się przy tym bawiliśmy. Aż pewnej noce wezwał nas Wszechmogący. 
 -Nareszcie jesteście... Długo nie wracaliście.- powiedział z szerokim uśmiechem.- Doszły mnie słuchy, że Caroline jest na zbyt niskiej pozycji...- popatrzył mi w oczy, a ja ściągnęłam brwi. Dowiedziałam się od Nicka, że stróże są najniższymi sługami, a ja płacząc perłami powinnam być już archaniołem i zajmować się czymś więcej niż tylko pilnowaniem starszej siostry, aby nie narobiła głupot.
 -To prawda... Caroline roni perły...- powiedział Nick, a ja popatrzyłam na niego wielkimi oczami. Uśmiechnął się przepraszająco. Podstarzały mężczyzna klasnął w dłonie i roześmiał się, kręcąc głową.
 -Wiedziałem, że jesteś kimś więcej, moja Mała...- powiedział, siadając na przeciw mnie. Westchnęłam do niego.- I już wiem co... Jesteś potomkinią naszego Gabriela... Najwyższego z aniołów. Nie rozumiem dlaczego nie przyszłaś do nas wcześniej. Ktoś skutecznie cię ukrywał.- kręcił głową. Po chwili drzwi po drugiej stronie pokoju się otworzyły i stanął w nich piaskowy blondyn z tak niebieskimi oczami, że miałam wrażenie, że mogę utonąć w nich niczym w oceanie. Ściągnęłam brwi nieznacznie.- Caroline... To właśnie Gabriel, najstarszy i najwyższy anioł. Teraz on weźmie cię pod swoje skrzydła.- pokręciłam głową natychmiast, popatrzyłam na Nicholasa, a ten cały czas spokojnie się uśmiechał.
 -Nie... Nie chce, nie mogę... A co z moją siostrą?! Nicholas nie upilnuje ich dwojga!- mówiłam szybko, zrozpaczona. Wiedziałam, że jeśli awansuję nie będziemy się widywali ani spotykali wcale. Zacisnęłam powieki powodując, że perły roztrzaskały się na marmurowej posadzce. Gabriel podszedł do mnie i złapał mnie pod ramię. Wyrwałam mu się na chwilę i rzuciłam na szyję Nickowi.
 -Idź z nim... Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze, damy sobie radę.- wyszeptał mi do ucha, głaszcząc mnie po głowie. Pocałowałam go mocno, czule, wyszeptałam, że go kocham, a potem znikłam w bieli ze swoim nowym opiekunem, Gabrielem.
 Zdawał się być zadufanym w sobie bufonem jednak wszystkie pozory pryskały kiedy usłyszałam jego pełen troski i spokoju głos.
 -Wiem jak się czujesz... Ale wierz mi, nie będzie tak źle jak ci się zdaje. Jeszcze do siebie wrócicie... Nick musi tylko na to zasłużyć.- pogładził mnie po policzku, a ja rozpłakałam się jak ostatnia idiotka. Nie mogłam go stracić. Nie po raz kolejny w tak głupi sposób.
 -To mu to powiedzcie! Nie mogę znów go stracić! Rozumiesz?!- wrzasnęłam i ruszyłam powrotem. Zatrzymał mnie, sadzając za biurkiem. Położył przede mną stertę papierów.
 -Masz, oderwiesz się od tego studiując cudze życiorysy. Pozytywne tu, negatywne tu.- pokazał na dwie strony biurka po czym usadził się na kanapie ówcześnie zamknąwszy drzwi na klucz.
 Chyba nie miałam wyboru. Zabrałam się za to i faktycznie pomogło. Kilka pereł spadło jeszcze na teczki jednak tak zajęłam się czytaniem tego co powypisywane było w życiorysach. Niektóre same pisały się w moich rękach, a ja dzieliłam je na te, które zasługują na niebo i te, które nie zasługują.