środa, 28 listopada 2012

część 12 .

nie mam nic na swoje usprawiedliwienie .. możecie mnie zlinczować , przestac to czytać .. nie wiem , cokolwiek . ale wierzcie mi lub nie , moje życie jakoś nie specjalnie pozwalało i dawało mi czas na pisanie kolejnej notki . teraz jestem chora , nie mam co robić , okropnie się nudzę więc piszę tą notkę .. nie wiem kiedy pojawi się następna , postaram się napisać ją dla was na jakimś wolnym .. wszystkie skargi , zażalenia i uwagi kierujcie do mnie w komentarzach albo na gadu .. 4371510 ..

***
 -Caroline, przestań płakać, zajmij się w końcu swoją robotą, a nie siedzisz i płaczesz do kubeczka...- Gabriel wszedł do mojego 'gabinetu' z nazbyt wesołą miną i żartem na ustach. Zmroziłam go wzrokiem i z przyzwyczajenia otarłam policzki. Zerknęłam na stolik. Leżało na nim tyle idealnie równych pereł, że spokojnie mogłabym upleść sobie z nich naszyjnik. Potrząsnęłam głową i westchnęłam cichutko pod nosem, spoglądając na niego.
 -Nie mogę się skupić na niczym... Dajcie mi z nim spędzić chociaż dzień... Nie widzieliśmy się już ponad dwa miesiące. Serce mi pęka...- wyszeptałam błagalnie. Spojrzenie Gabriela gwałtownie złagodniało, patrzyłam mu prosto w oczy, znów czując łzy zbierające się w kącikach oczu.- Proszę... Jeden dzień... A potem zajmę się swoją robotą i nie będę marudzić, będę robiła wszystko. Za jeden dzień z Nickiem.- wstałam od biurka i podeszłam do Gabriela. Znów popatrzyłam mu w oczy, błagając wręcz, aby pozwolił mi na to. Wywrócił oczami i westchnął.
 -Masz dokładnie dwanaście godzin od teraz... I ani słowa Wszechmogącemu. Jak się dowie, że ci na to pozwoliłem, oboje będziemy mieli przekichane. Zawołam go, a sam zajmę się Chrisem i Natalie... W gruncie rzeczy chyba całkiem przyjemnie będzie wrócić chociaż na ten dzień do czasów stróżowania...- rozwodził się kiedy ja nie mogłam ustać w miejscu. Podskoczyłam, rzucając mu się na szyję i soczyście całując go w policzek.
 -Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki... Dziadku?- ściągnęłam brwi pytająco. Wyglądaliśmy tak jakbyśmy byli mniej więcej w tym samym wieku, ale w końcu Gabriel był moim najstarszym przodkiem.
 -Nie mów tak do mnie, po prostu Gabriel, żadnych dziadków nie chcę słyszeć.- pogroził mi palcem i postawił na ziemi.- Leć już, czas ucieka...- rzucił, puszczając do mnie perskie oczko.- Będzie w waszym dawnym pokoju.- puścił mnie, a ja wypadłam z pokoju jak strzała, taranując wszystkich i wszystko na swojej drodze. Chwyciłam za klamki i pociągnęłam je do siebie. Kiedy tylko otworzyłam drzwi moim oczom ukazała się sylwetka Nicholasa opartego o parapet. Jak zwykle był bosy, bez koszulki, a spodnie opadały mu niechlujnie na biodra czyniąc go diabelsko seksownym. Zdawał się mnie nie zauważyć, więc bezszelestnie przekroczyłam próg i zamknęłam za sobą drzwi. Podeszłam do niego na palcach i ułożyłam dłonie na jego łopatkach całując go kilkukrotnie po plecach. Zaskoczony wyprostował się i napiął wszystkie mięśnie. Obrócił się gwałtownie w moim kierunku, wytrzeszczając na mnie swoje ciemne oczy.
 -Caroline...- szepnął, otaczając mnie szczelnie ramionami. Przycisnął mnie do siebie tak jakby już nigdy nie chciał mnie puszczać.- Jak ci się to udało?!- zapytał zaskoczony, cały czas palcami przesuwając po moich włosach tak jakby nadal nie mógł uwierzyć, że stoję oboje niego. Trzymałam dłonie na jego torsie, roniąc pojedyncze łzy szczęścia. Roztrzaskiwały się o biały marmur zostawiając po sobie jedynie biały pył.
 -Ubłagałam Gabriela żeby dał nam ze sobą chociaż dzień. On zajmie się Chrisem i Natalie...- szepnęłam na co Nick ściągnął brwi. Przekrzywiłam głowę.- Coś nie tak?
 -Natalie dostała drugiego stróża... Ma na imię Michelle, jest taka sama stażem jak ja tyle tylko, że nigdy nie straciła skrzydeł.- serce podeszło mi do gardła. Jako anioł wyższy rangą potrafiłam ocenić co czuje anioł ulokowany niżej. Dostrzegałam w nim bardzo silne uczucie związane z tą dziewczyną... Na szczęście to nie była miłość czy nawet zakochanie, bo to poznałabym na kilometr. Po prostu się zaprzyjaźnili. Kamień spadł mi z serca i znów się do niego przytuliłam.- Caroline... Mam taki szalony pomysł...- szepnął mi prost do ucha po czym poruszył ramionami i ukazały się jego skrzydła.- Schodzimy...- rzucił tylko, łapiąc mnie za obie dłonie. 
 Na ziemi była piękna noc... Wylądowaliśmy na przedmieściach po czym Nick wzbił się w górę i machnął do mnie. Zawtórowałam mu, łapiąc go za dłoń.
 -Gdzie lecimy?- zapytałam, ściągając brwi. Rozejrzałam się z uwagą. Byliśmy w Las Vegas... Trochę zdziwiona próbowałam ogarnąć krajobraz.
 -Mówiłem, że to szalony pomysł...- krzyknął do mnie, pociągając w dół. Wylądowaliśmy przed przeuroczą kapliczką. Nick pogrzebał w kieszeni wyciągając z niej tandetny plastikowy pierścionek ze szkiełkiem zamiast oczka, klęknął przede mną, ujął moją dłoń i popatrzył mi w oczy.- Wyjdziesz za mnie?- zapytał, a ja buchnęłam gromkim śmiechem, mając nadzieję, że żartuje jednak nie! Mówił całkowicie poważnie.- Szybka decyzja... Za jakieś pięć minut możemy stanąć przed ołtarzem.- zerknął teatralnie na zegarek. Znów się roześmiałam, pozwalając wsunąć sobie pierścionek na palec. 
 -Wyjdę za ciebie...- rzuciłam, nachylając sie do niego, aby móc go pocałować.- Skąd ty wytrzasnąłeś taki pierścionek...- podśmiewałam się cały czas.
 -Poczekaj aż zobaczysz obrączki...- mrugnął do mnie i razem weszliśmy do kapliczki w błękitach i bieli. Było na prawdę uroczo i przytulnie. Na wejściu dostałam welon i bukiet białych, sztucznych róż na co znów zaczęłam się śmiać. Podeszliśmy do ołtarza gdzie kupidyn już na nas czkał, uśmiechając się niepokojąco.
 Nakazał nam odmówić regułki, a potem ogłosił nas mężem i żoną. Nicholas pocałował mnie ówcześnie powoli unosząc mój welon. Faktycznie... Obrączki były znacznie zabawniejsze od samego pierścionka, bo były to dwa plastikowe, różowe krążki... Faktycznie wyszło to nad wyraz spontanicznie.
 -No więc... Pani Moser, zapraszam teraz na mini podróż po ślubną... Wybierzemy się do miasta aniołów...- roześmiałam się, przylegając do jego boku szczelnie. Razem wzbiliśmy się w niebo i spokojnie udaliśmy się do Los Angeles... 
 Odrobinkę dziwnie i nieswojo się czułam, a jednocześnie byłam szczęśliwa i zrobiło mi sie lżej ze świadomością, że Nick jest teraz tylko i wyłącznie mój. Postanowiłam już o tym nie myśleć... Było mi dobrze tak jak teraz. Gorzej jednak było kiedy pomyślałam, że za jakieś dziesięć godzin będę musiała wrócić na górę bez żadnego ale i zająć się swoimi sprawami, a być może Gabriel da mi jakieś nowe zadania i w ogóle nie uda mi się uprosić go o chociaż chwilę z Nicholasem...
 Po jakiś czasie znaleźliśmy się na plaży, niedaleko jakiegoś domku z bali.
 -Zapraszam panią...- wskazał na domek. Zaskoczona uniosłam brwi, ale długo się nie zastanawiając wskoczyłam na schody i weszłam do środka. Wszędzie pachniało płatkami róż co przywodziło mi na myśl pierwsze spotkanie z Nicholasem... Jego zapach był pierwszą rzeczą jaka zapadła mi w pamięć tak silnie. 
 -Skąd ty bierzesz takie miejsca?- zapytałam zaszokowana, rozglądając się po domku. Wzruszył ramionami, opierając sie o framugę drzwi. Koszula, która niechlujnie miał tylko zarzuconą na ramiona rozsunęła się nonszalancko co spowodowało, że przeszył mnie dreszcz. Wzięłam głęboki oddech, podchodząc do niego.
 -To pozostałość po jednym z moich podopiecznych.- skrzywiłam się nieznacznie, a Nick zaśmiał się cicho.- Spokojnie... Kiedyś mieszkał tu na stałe, a teraz się ustatkował i przyjeżdża tu z żoną raz na pięć lat...- ujął w palce kosmyk moich włosów i założył mi go za ucho. Musnął moje czoło po czym przyciągnął do siebie stanowczo.- Nie masz pojęcia jak mi tego brakowało, Aniele...- musnął moje ucho wargami, a potem zaczął całować moje odsłonięte ramiona i szyję. 
 -Mam pojęcie...- westchnęłam rozmarzonym głosem.- I tego...- dodałam, dłonie wsuwając pod jego koszulę, przesuwając nimi po torsie. Musnęłam kilka razy jego klatkę piersiową.- I tego... A najbardziej, tego.- przymknęłam powieki i pocałowałam go prosto w usta, zatapiając się w nich namiętnie, jak nigdy... 
 I w ten sposób minęły godziny, które były nam przypisane. Gabriel zaczął mnie do siebie wzywać, a nie mogłam mu się za długo opierać, bo mogłabym mieć przez to niezłe kłopoty. 
 -Będziemy się wyrywać... Jak Natalie i Chris będą spali, a Gabriel uda się na jakąś misję. Będę zostawiała ci karteczkę pod tabliczką z imieniem na drzwiach.- obiecałam, całując go po raz ostatni namiętnie prosto w usta.- Kocham cie...- pogładziłam go po policzku i Gabriel zabrał mnie na górę... Czekał w biurze, więc udałam się do niego. Był rozpromieniony i uśmiechnięty. Wskazał mi kanapę, uśmiechając się nazbyt spokojnie.
 -I jak tam było?- zapytał jak gdyby nigdy nic, a ja wyciągnęła do niego rękę pokazując mu dwa 'pierścionki'.- No, no... Się postarał chłopak.- zakpił, śmiejąc się. Zgromiłam go wzrokiem i pokręciłam głową.
 -Nie kpij...- poprosiłam, opierając się wygodnie. Wstał od biurka i podszedł do tak zwanej 'ciemnej szafki'. Były tam kartoteki upadłych aniołów, z którymi nikt nie dawał sobie rady. Znajdowały się tak aktualnie zaledwie dwie karty, bo w końcu znajdował się anioł, któremu udawało się zresocjalizować tego, który wymykał się spod kontroli.
 -To twoje nowe zadanie... To karta Dave'a. Przestudiuj, znajdź i nawróć...- obrócił się napięcie i wyszedł, zostawiając mnie z tym samą. Zawrócił się jeszcze na chwilę, aby powiedzieć mi ostatnią rzecz.- I nie daj się proszę pozbawić skrzydeł, wielka szkoda by była...- puścił do mnie oczko. Potrząsnęłam głową.
 Przestudiowałam całą teczkę i westchnęłam. No to trafił mi się twardy orzech do zgryzienia. Postanowiłam nie czekać dłużej. Napisałam karteczkę do Nicholasa, aby wiedział co się dzieje i w drodze do Wszechmogącego wsunęłam ją pod tabliczkę. Potrzebowałam pozwolenia na dłuższy pobyt na ziemi. Oczywiście bez większego problemu je uzyskałam.
 Odnalazłam Dave'a na klifie niedaleko mojego byłego domu. Siedział na samym krańcu co i rusz zaciągając się papierosem, którego dym pachniał wiśniami. Ściągnęłam brwi. Zdawał się być zupełnie niegroźny. Powoli obrócił się w moją stronę, przywołując na twarz łobuzerski uśmieszek. Serce zamarło mi w piersi.
 -Michael...- szepnęłam zaskoczona na co ten roześmiał się. Ostatni raz się zaciągnął i podszedł do mnie wydmuchując mi dym w twarz. 
 -Chciałabyś żebym był Michaelem, hmmm?- uniósł brew.- Niestety, nie jestem... To tylko jego ciało.- wzruszył ramionami, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy.
 -Odstaw jego ciało i wróć do swojego... W tej postaci raczej niczego nie zdziałam.- nieco się uspokoiłam i jakoś ogarnęłam to wszystko. 
 -Oj słodziutka po co te nerwy...- założył mi kosmyk włosów za ucho. Złapałam go za nadgarstek, kręcąc głową.
 -Nie waż się mnie dotykać.- posłałam mu przesycony jadem uśmieszek. Pchnął mnie, przytwierdzając do drzewa. Patrzył mi w oczy groźnie, jednak ja nadal nie miałam najmniejszego zamiaru się ugiąć.
 -Taka słodka i niewinna...- szepnął, sunąc nosem po moim policzku. Pocałował mnie w szyję, a następnie wycofał się i zniknął. Potrząsnęłam głową. Przymknęłam powieki, aby zlokalizować jego prawdziwe ciało, do którego udałam się od razu. Po chwili uniosło się i znów zobaczyłam ten uśmieszek.
 -Nie jestem wcale taka niewinna...- uśmiechnęłam się z wyższością co najwyraźniej go zaskoczyło. Przyglądał mi się długi moment.
 -Jesteś silniejsza niż oni wszyscy razem wzięci... Jeszcze wiele zdziałasz. Coś czuję, że nasza współpraca będzie bardzo burzliwa.- przeczesał dłonią swoje przydługie włosy.- Jestem Dave... A ty jesteś...?- przyglądał mi się. Ja nie miałam najmniejszego zamiaru mu się przedstawiać.- Chyba mam prawo znać imię swojego... Nowego nauczyciela?- podniósł się z ziemi, stając na przeciw mnie.
 -Caroline...- mruknęłam z lekką pogardą. Jego mina od razu się zmieniła... Zmiękł, a w jego oczach dało się zauważyć coś na kształt zaskoczenia.
 -Więc przysłali najsilniejszą z nowych do mnie? No czuję się zaszczycony...- znów wrócił jego poprzedni wyraz twarzy. Wywróciłam oczami i przeczesałam włosy palcami.
 -Jeszcze nie zaczęliśmy, a ja już mam cię dość...- mruknęłam, wymijając go jednocześnie i wychodząc z ciemnego zaułka. 

środa, 18 lipca 2012

część 11 .


z początku chciałabym serdecznie przeprosić wszystkich czytelników za moją nieobecność , ale był koniec roku , zaczęły się wakacje , wyjazd , jakiś dziwny kryzys weny .. nie miałam siły napisać jednego zdania , a co dopiero rozdziału , który byłby na tyle znośmy , aby dało się to wszystko czytać .
w każdym razie .. wracam do was z nową częścią ! piszcie jak wam się podobało .. obserwujcie . a jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych notkach piszcie na gadu : 4371510 ;D

***
 Spokojny sen ciągnął się w nieskończoność, a mi zdawało się, że nie mogę się z niego wybudzić. W końcu tak mocno rozbolała mnie głowa, że musiałam otworzyć oczy. Powoli uniosłam ciężkie powieki i rozejrzałam się z uwagą. Ściągnęłam brwi zdezorientowana. Byłam w pokoju urządzonym w bieli. Ściany były śnieżnobiałe, a przy suficie dostrzegłam jakby utkane z koronki wzory. Meble pomalowane były na biało i ustawione w taki sposób, że pokój zdawał się być ogromny. Zerknęłam po sobie. Ubrana byłam w białą, zwiewną sukienkę do kolan i miałam bose stopy. Kiedy próbowałam przypomnieć sobie co ja tu robię, bol głowy nasilił się do tego stopnia, że zaczęły pulsować mi skronie. Zacisnęłam szczękę i wstałam powoli. Ostrożnie przeszłam po zimnym marmurze w kierunku dwuskrzydłowych drzwi. Przekręciłam klamki i otworzyłam je, a przede mną stanął mężczyzna. Miał kasztanowe włosy, kręcące się wokół jego twarzy, ciemne oczy i urzekający uśmiech. Patrzył mi w oczy z takim uczuciem, że poczułam się nieswojo.
 Postąpił krok w moim kierunku, złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie, całując mocno. Otworzyłam szeroko oczy, machając rękoma i próbując coś powiedzieć jednak nie odpuścił. Zmiękłam w jego ramionach niczym podgrzany wosk, nie mogac powstrzymać sie przed odwzajemnieniem pocałunku. Odsunął się ode mnie, a ja musiałam mocno potrząsnąć głową, aby wrócić do siebie.
 -Co ty u licha wyprawiasz?!- wrzasnęłam, zamachując się, aby wymierzyć mu siarczysty policzek. Złapał mnie za nadgarstek zanim go dotknęłam.
 -No nie mów, że niczego nie pamiętasz...- westchnął, puszczając moją dłoń. Szarpnęłam sie i odeszłam o krok.- Matko, Caroline chodź...- mruknął i złapał mnie za dłoń, splatając nasze palce. Znów się szarpnęłam jednak trzymał za mocno. Ciągnął mnie przez długi korytarz. Dopiero teraz zauważyłam, że i on jest boso, a na sobie ma jedynie jasne jeansy, które seksownie opadały mu na biodra. 
 Pchnął jakieś drzwi przed nami i zaczął prowadzić mnie w kierunku podstarzałego mężczyzny rozciągniętego na kanapie utrzymanej oczywiście w bieli. Chyba jeszcze nie znalazłam tu rzeczy, która nie byłaby biała! Przepraszam... Klamki były złote. Trochę kiczowate połączenie, ale mało ważne. Starszy mężczyzna uniósł głowę i popatrzył na nas. Przekrzywił głowę i uśmiechnął się ciepło. Mimowolnie odwzajemniłam uśmiech.
 -Słynna Caroline... Tak wiele o tobie słyszeliśmy. Miło cię w końcu poznać.- wstał z kanapy i zszedł po schodkach, podchodząc do mnie. Wyciągnął do mnie dłoń, którą ujęłam lekko. Prowadził mnie na wzniesienie na którym siedziało kilka innych osób. Wziął szkatułkę w której znajdowało się złote piórko. Widziałam je przez przeszklone wieczko. Machnął dłonią, a ja poczułam mrowienie na plecach. Za chwilę coś załaskotało i otoczyły mnie dwa śnieżnobiałe skrzydła. Zdezorientowana rozejrzałam się. Mężczyzna, do którego wszyscy zwracali się per Wszechmogący wziął pióro w dłoń i delikatnie przesunął nim po skrzydle, które wyrosło przed chwilą z moich pleców. Nadal zaskoczona i zdezorientowana rozglądałam sie na boki. Wszyscy jednak patrzyli na mnie ze spokojnymi, pokrzepiającymi uśmiechami, kiwając głową jak ostatni idioci. Nie mogłam się ruszyć, a chciałam ucieć z tego wariatkowa! 
 O dziwo czułam te skrzydła... tak jakby były częścią mnie. Uniosłam głowę i przymknęłam powieki, aby się uspokoić. Miałam szczere nadzieje, że za chwilę się obudzę i to wszystko się skończy. Cała szopka w bieli z kolesiem, który całuję pierwszą lepszą na czele. I nagle... Poczułam sie jakbym doznała olśnienia. Wszysto wróciło. Wiedziałam co tu robie, kim jestem, z kim rozbawiam i kim jest facet, który mnie tu zaciągnął. Zerknęłam na złote pióro, które teraz wtapiało się w moje snieznobiałe skrzydła po czym poderwałam się jak głupia i dopadłam Nicholasa, przewracając go na marmurową posadzkę. Zaśmiał się i powoli ze mną wstał. Cały czas składałam na jego twarzy pojedyncze pocałunki, nie mogąc uwierzyć, że jesteśmy tu razem. Postawił mnie na siemi i delikatnie poprawił moje lekko pofalowane włosy zgarniając mi je z twarzy.
 -Dziś macie wolne, ale jutro... Zabieracie się do pracy! Twoja siostra sama się nie upilnuje. Chris też nie...- zwrócił się do nas, a ja uniosłam brwi zaskoczona. Nick skłonił się delikatnie. Powtórzyłam jego gest i wycofaliśmy się. Zamknął za nami drzwi, a ja znów na niego skoczyłam, oplatając go nogami w pasie. Przylgnęłam do jego ust z namiętnymi pocałunkami, zatapiając palce w jego włosach.
 -Jednak ci sie spodobało?!- wyszeptał spod moich warg. Odsunęłam się, aby spojrzeć mu w oczy. Unosił brew prowokująco z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. Pokręciłam głową i zeskoczyłam z niego, zakładając ramiona na piersi.
 -Nagrabiłeś sobie... Koniec tego dobrego!- powiedziałam szybko, udając obrażoną. Obróciłam się na pięcie i odeszłam, podążając ku drzwiom z których wcześniej wyszliśmy. Pociągnęłam je i otworzyłam, a potem przystanęłam na moment, ponieważ zobaczyłam, że na lewym skrzydle widnieje niewielka złota tabliczka z grawerunkiem. "Caroline i Nicholas, stróżowie". Uniosłam brew i uśmiechnęłam się pod nosem. Mieliśmy mieszkać tu teraz razem i z tego co zrozumiałam byliśmy teraz partnerami w tym całym naszym stróżowaniu. 
 Usłyszałam za sobą kroki. Obróciłam się i przed nosem zatrzasnęłam Nickowi drzwi. Uśmiechnęłam się zadowolona do siebie po czym wskoczyłam na ogromne łózko, rozciągając się na nim. Drzwi z impetem się otworzyły i poczułam nad sobą znajomy zapach różanych płatków. Zaciągnęłam się nim i objęłam ukochanego za szyję. Popatrzyłam mu w oczy i pociągnęłam, aby położył się obok mnie. Ułożyłam mu głowę na torsie. Zaczął gładzić moje pofalowane włosy.
 -Co teraz będzie?- zapytałam szeptem, zmieniając nieco pozycje, aby swobodnie móc spoglądać na jego twarz. Westchnął i wzruszył ramionami.
 -Ty będziesz pilnowała Natalie, ja Chrisa... Nie możemy się im pokazać. Znaczy Natalie, bo Chris o nas wie...- powiedział powoli i spokojnie tak jakby obawiał się mojej reakcji na to. I prawidłowo. Poderwałam się, siadając po turecku. 
 -Zostawiłam ją samą... A obiecywałyśmy sobie, że już zawsze będziemy razem.- zerknęłam na swoje dłonie. Zaczęłam delikatnie skubać idealnie wykrojone, dość długie paznokcie. 
 -Nie zostawiłaś jej... Teraz będziesz przy niej już zawsze, będziesz mogła patrzeć jak układa sobie życie, jaka jest szczęśliwa.- gładził mnie delikatnie po udzie, aby mnie uspokoić.
 -Ale nie będę w tym uczestniczyła, a to będzie bolało... Jak cholera.- westchnęłam, próbując powstrzymać łzy jednak jedna powoli stoczyła się po moim policzku spadając mi na dłoń w postaci niewielkiej perły. Otworzyłam oczy nieco szerzej. Nicholas podobnie. Wziął ode mnie perłę i obejrzał ją dokładnie. 
 -Niesamowite... Tylko archanioły ronią perły.- poderwał się z miejsca pędząc do drzwi. Złapałam go w pół drogi. Pokręciłam głową.
 -Nick nie... Nie mów o tym nikomu. Przynajmniej na razie. Jeszcze nie wiem co się dzieje, a ty mi mówisz, że archanioły płaczą perłami.- natychmiast się uspokoił. Schował perłę do kieszeni lekko opadających spodni i wrócił ze mną na łóżko. Popatrzyłam mu w oczy. odbiegliśmy od tematu, ale jak na razie nie miałam sił się z tym wszystkim zmierzyć. Jeszcze przyjdzie na to czas, a dziś miałam wolne, chciałam się oswoić ze swoim nowym ciałem. Tak, nowym ciałem... Byłam teraz aniołem, a każdy anioł jest idealny. 
 -Jak to się w ogóle stało, że odzyskałeś białe skrzydła?- zapytałam, przesuwając dłońmi po jego plecach gdzie nie było już śladu po wielkich, szpetnych bliznach. Wspięłam mu się na kolana i delikatnie wtuliłam w jego tors. 
 -Dzięki tobie... Twoja miłość była tak silna, że oddałaś za mnie wszystko, oddałaś swoje ludzkie życie tylko po to żeby mnie zachować. I sprowadziłem cię to Niebios... Jesteś tu bardzo wartościowa. Jeszcze nie jestem pewien dlaczego, ale dowiemy się w swoim czasie. Być może chodzi o to...- poklepał kieszeń.- A może o coś innego. Wszechmogący na pewno ci kiedyś o tym powie.- wzruszył ramionami, nie spuszczając ze mnie swojego uważnego spojrzenia. Przesunęłam dłonią po jego policzku, dotykając kciukiem jego dolnej wargi. Musnęłam jego usta, a ten przymknął powieki. 
 -Dlaczego jesteśmy boso, a ty masz na sobie tylko spodnie?- zapytałam w końcu, już nieco weselszym głosem. Zaśmiał się, a mnie popieścił przyjemny dreszcz, który czułam zawsze gdy był blisko.
 -To nam niepotrzebne... Nie odczuwamy zimna, a spodnie mam tylko dlatego, że przeniosło się na nas z ludzi. Niemoralnie jest chodzić całkiem nago.- buchnęliśmy oboje gromkim śmiechem. Zaczęłam opuszkami palców wodzić po jego torsie. Usłyszałam mruczenie.- Nie masz pojęcia jak miło na prawdę czuć twój dotyk.- wyznał, a ja ściągnęłam brwi.- Pamiętasz jak mówiłem ci, że tak na prawdę kiedy mnie dotykasz czuję się jakbyś dotykała mnie przez warstwę szkła? Kiedy jesteśmy jednej rasy, na jednym poziomie mogę czuć jak mnie dotykach, czuję twoje ciepło i każdy, nawet najmniejszy dotyk... Czekałem na to przez całe swoje życie i było warto.- znów łzy zebrały mi się w kącikach, jednak zamrugała kilkukrotnie i udało mi się je powstrzymać. 
 -Kocham cię...- wyszeptałam tylko i położyłam mu dłoń na policzku i ucałowałam go mocno.

 I tak minęły nam caluteńkie trzy miesiące. Opiekowaliśmy się Natalie i Chrisem, ja złapałam wszystko szybciej niż mogłabym się spodziewać. Nocami kiedy oni bawili się w najlepsze ja z Nickiem studiowałam moje nowe moce, pokazywał mi wszystko, wprowadzał mnie w anielski świat... Świetnie się przy tym bawiliśmy. Aż pewnej noce wezwał nas Wszechmogący. 
 -Nareszcie jesteście... Długo nie wracaliście.- powiedział z szerokim uśmiechem.- Doszły mnie słuchy, że Caroline jest na zbyt niskiej pozycji...- popatrzył mi w oczy, a ja ściągnęłam brwi. Dowiedziałam się od Nicka, że stróże są najniższymi sługami, a ja płacząc perłami powinnam być już archaniołem i zajmować się czymś więcej niż tylko pilnowaniem starszej siostry, aby nie narobiła głupot.
 -To prawda... Caroline roni perły...- powiedział Nick, a ja popatrzyłam na niego wielkimi oczami. Uśmiechnął się przepraszająco. Podstarzały mężczyzna klasnął w dłonie i roześmiał się, kręcąc głową.
 -Wiedziałem, że jesteś kimś więcej, moja Mała...- powiedział, siadając na przeciw mnie. Westchnęłam do niego.- I już wiem co... Jesteś potomkinią naszego Gabriela... Najwyższego z aniołów. Nie rozumiem dlaczego nie przyszłaś do nas wcześniej. Ktoś skutecznie cię ukrywał.- kręcił głową. Po chwili drzwi po drugiej stronie pokoju się otworzyły i stanął w nich piaskowy blondyn z tak niebieskimi oczami, że miałam wrażenie, że mogę utonąć w nich niczym w oceanie. Ściągnęłam brwi nieznacznie.- Caroline... To właśnie Gabriel, najstarszy i najwyższy anioł. Teraz on weźmie cię pod swoje skrzydła.- pokręciłam głową natychmiast, popatrzyłam na Nicholasa, a ten cały czas spokojnie się uśmiechał.
 -Nie... Nie chce, nie mogę... A co z moją siostrą?! Nicholas nie upilnuje ich dwojga!- mówiłam szybko, zrozpaczona. Wiedziałam, że jeśli awansuję nie będziemy się widywali ani spotykali wcale. Zacisnęłam powieki powodując, że perły roztrzaskały się na marmurowej posadzce. Gabriel podszedł do mnie i złapał mnie pod ramię. Wyrwałam mu się na chwilę i rzuciłam na szyję Nickowi.
 -Idź z nim... Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze, damy sobie radę.- wyszeptał mi do ucha, głaszcząc mnie po głowie. Pocałowałam go mocno, czule, wyszeptałam, że go kocham, a potem znikłam w bieli ze swoim nowym opiekunem, Gabrielem.
 Zdawał się być zadufanym w sobie bufonem jednak wszystkie pozory pryskały kiedy usłyszałam jego pełen troski i spokoju głos.
 -Wiem jak się czujesz... Ale wierz mi, nie będzie tak źle jak ci się zdaje. Jeszcze do siebie wrócicie... Nick musi tylko na to zasłużyć.- pogładził mnie po policzku, a ja rozpłakałam się jak ostatnia idiotka. Nie mogłam go stracić. Nie po raz kolejny w tak głupi sposób.
 -To mu to powiedzcie! Nie mogę znów go stracić! Rozumiesz?!- wrzasnęłam i ruszyłam powrotem. Zatrzymał mnie, sadzając za biurkiem. Położył przede mną stertę papierów.
 -Masz, oderwiesz się od tego studiując cudze życiorysy. Pozytywne tu, negatywne tu.- pokazał na dwie strony biurka po czym usadził się na kanapie ówcześnie zamknąwszy drzwi na klucz.
 Chyba nie miałam wyboru. Zabrałam się za to i faktycznie pomogło. Kilka pereł spadło jeszcze na teczki jednak tak zajęłam się czytaniem tego co powypisywane było w życiorysach. Niektóre same pisały się w moich rękach, a ja dzieliłam je na te, które zasługują na niebo i te, które nie zasługują.

środa, 6 czerwca 2012

część 10 .

hahaha ! i mamy 10 rodział .. już myślałam, że nigdy d tego nie dobije, a jednak ! piiiiszeee ! to w końcu już 10 rozdział . xD po ostatnich notkach przybyło czytelników co niezmiernie mnie cieszy . dzisiejsza część własnie dla nich ;D 
dziś znów dzielone .. pisane w dwóch osobach . mam nadzieje , że wam to nie przeszkadza , hmm ? ;D okej , więc zapraszam ..  mówię wam , dużo się będzie działo ;D

***

 Kołysałam się w jego ramionach, zaciskając powieki. Jak mantrę powtarzałam, że to nie jest sen, że to nie może być sen, że świat nie jest okrutny na tyle, aby płatać mi takie figle. Zaciskałam dłonie w piąstki aż bielały mi knykcie. Nie mogłam uwierzyć, że wrócił... Wrócił! Mój Nicholas... Znów siedziałam w jego ramionach, wypłakując się w mankiet jego koszuli. Kołysał mną rytmicznie, gładząc mnie czule po głowie. Zamykałam i przecierałam oczy nadal nie mogąc uwierzyć, że znów tu jest. Moje serce zdawało się odżyć na nowo. Wszystkie złe uczucia i emocje mnie odpuściły, bo był blisko. Czułam na skórze jego ciepło, jego szept pieścił moje uszy, a chłodnawe usta dotykały czoła przez co czułam się najspokojniej jak tylko mogłam się czuć. Dopiero po chwili odsunęłam się, aby spojrzeć na niego i wysłuchać co ma mi do powiedzenia. Do tej pory nie docierało jeszcze do mnie nic, a on usiłował mnie uspokoić. Po części mu się udało. Tyle tylko, że teraz poczułam nagłe szczęście ogarniające całe moje ciało poczynając od czubków palców, a kończąc na wysokim końskim ogonie na samiutkim czubku mojej głowy.
 -Chris się zaprzedał żebym mógł wrócić na dwa dni i pożegnać się z tobą już raz na zawsze.- wyszeptał mi do ucha. Szczęście prysło niczym bańka mydlana, a ja znów poczułam pustkę w sercu, a ta przerażała mnie do tego stopnia, że czułam się jak w obłędzie. Miliony myśli na minute, przesuwające się przed oczami obrazy i świadomość, że nigdy więcej nie poczuję już niego dotyku, dotyku jego dłoni i pocałunków, które wprowadzały mnie w stan kompletniej euforii, której nie potrafiłam sama ogarnąć.
 -Jak to? Jak to się zaprzedał?!- zapytałam już w panice. Uspokoił mnie tym swoim magicznym sposobem bawienia się ludzkimi emocjami. Zmroziłam go spojrzeniem, oplatając mu dłonie wokół szyi.
 -Nic mu nie będzie... W zamian za mnie na dwa dni tu, on dwa dni jest na górze. To nic strasznego. Musisz tylko powiedzieć Natalie, że Chris wyjechał do chorej babci, a ty potrzebujesz spokoju. Spędzimy te dwa dni razem, a nikt nie może wiedzieć, że tu jestem.- wyszeptał, patrząc mu w oczy. Opuszkami palców przesunął po moim policzku na co przymknęłam powieki. Zaraz jednak otworzyłam oczy. Jakby w obawie, że znów mi się wydaje, a jak otworze oczy już go nie będzie. I nie było. Siedziałam cała zapłakana na chłodnej posadzce, ocierając łzy. Znów zebrało mi się na płacz jednak dostrzegłam te połyskujące tęczówki, które rozpoznałabym wszędzie. Odetchnęłam z ulgą. Niedługo potem znalazłam wytłumaczenie dlaczego Nick tak zniknął. Nade mną stała Natalie, zastanawiała się gdzie jest Chris. Powiedziałam jej, że prosił, abym przekazała jej, że musiał wyjechać na dwa dni, nie więcej. Skinęła jedynie głową po czym usiadła przy mnie i tak po prostu mnie przytuliła. Tak jak to robiła tuż po śmierci rodziców. Wtuliłam się w nia szczelnie, chowając twarz między jej szyją, a obojczykiem. Pogłaskała mnie po włosach, a potem zabrała do domu. Zasnęłyśmy w jednym łóżku, przytulone do siebie szczelnie.
 Wstałam w nieco mieszanym humorze. Część mnie tak strasznie cieszyła się, że Nick znów jest obok... A ta druga wciąż płakała, że to już nasze ostatnie dwa dni, że nigdy więcej się nie spotkamy.
 Na śniadaniu oznajmiłam Natalie, że wyjeżdżam na trochę, bo muszę od tego odpocząć. Nie protestowała i nie chciała jechać ze mną. Czyli najwidoczniej ona też potrzebowała chwili dla siebie. W sumie nie dziwiłam się temu. Miała tego wszystkie dość tak samo jak ja, a może nawet bardziej. W końcu to ona musiała znosić moje humorki. Za to ją kochałam... Najbardziej pod słońcem. Ona znosiła moje, a ja znosiłam jej. Dlatego byłyśmy tak dobrymi siostrami. Ostatnia i tak oddaliłyśmy sie od siebie i to znacznie. 
 Spakowałam sobie niewielką torbę, biorąc tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nie znikałam na nie wiadomo ile, a na dwie pełne doby. Założyłam torbę na ramię i ruszyłam na przystanek. Nick na pewno mnie tu znajdzie. On znajdzie mnie wszędzie. I nie myliłam się. Myślałam jednak, że podjedzie po mnie swoim czarnym Jeepem, pomyliłam się. Zatrzymał się przede mną motocykl. Ciemny, niski z wysoką kierownicą. Westchnęłam cicho. Kierowca zsiadł, nie pokazując mi swojej twarzy. Zza przyciemnionej szyby dostrzegałam jednak oczy i widziałam włosy wystające spod kasku. Włożył moja torbę do schowka pod siedzeniem, podał kask i kurtkę ochronną. Odrobinkę za dużą, ale jednak. Wsiadł na maszynę, wskazując głową za siebie, abym usiadła tuż za nim. Uśmiechnęłam się pod nosem, zagryzając wargę. Najpierw założyłam kaska, a potem wskoczyłam na motor. Przykleiłam się do niego szczelnie, oplatając mu brzuch ramionami. Silne uda zacisnęłam tuż przy jego, starając się jakoś wtulić twarz w jego plecy. Kask mi uniemożliwiał, więc zrezygnowałam. Zaczęłam patrzeć przed siebie. 
 Świadomość tego, że mam go tak blisko, a przez najbliższy czas nie mogę liczyć na nic więcej niż tulenie się do jego pleców wcale mnie nie zadowalała, a w dodatku. Cholernie rozpraszała. Owszem, tęskniłam za Nicholasem, z którym rozmowa była dobra na wszystko, ale tęskniłam też za pieszczotami, dotykiem i pocałunkami. Zacisnęłam mocniej pięści na jego kurtce, zamykając jednocześnie powieki. W głowie zaczynałam od tyłu układać teksty piosenek. Skutecznie mnie to zajęło aż dojechaliśmy do jakiegoś motelu. Mało ważne było to gdzie jechaliśmy, a to, że mieliśmy jedynie dwa dni na pożegnanie się. Moim zdaniem całe życie to zbyt mało, aby móc się dobrze pożegnać. 
 -Idź, powiedz o rezerwacji na moje nazwisko. Ja wejdę oknem. Nikt, nikt nie może wiedzieć, że nie jesteś tu sama! A motor... Tylko mnie podwoziłaś. Kobiety motocykliści też istnieją.- wzruszył ramionami na co pokręciłam głową. Weszłam do motelu. Przy recepcji siedział starczy mężczyzna, grzebiący coś w komputerze. Dostrzegłam baner serwisu randkowego, więc znacząco odchrząknęłam. Uniósł na mnie głowę. Nie musiałam nic mówić. Widocznie nie mieli wielu gości, więc byłam jakby atrakcją. Wzięłam klucz i udałam się na górę. Wbrew pozorom motel był czysty i zadbany. Z wierzchu sprawiał wrażenie kompletniej rudery, a w środku... Cały pałacyk w jakim zawsze chciałam mieszkać jako mała dziewczynka. Cyklinowane podłogi, jasnobrązowe tapety na ścianach na których wytłoczone były pionowe pasy. Meble z ciemnym brązowym wykończeniem i jasne lampka paląca się między drzwiami pokoi. Otworzyłam dębowe drzwi mosiężnym kluczek i pchnęłam je. Nicholas już siedział na łóżku, rozbierając się z ochronnej odzieży, którą wkładał na motor. Zrzuciłam z ramion kurtkę po czym wskoczyłam mu na kolana, okraczając go. Wsunął się na łóżko, siadając po turecku przez co wpadłam między jego nogi. Patrzył mi w oczy przez dłuższy moment. Palcami delikatnie przeczesywałam mu włosy, kciukami gładząc policzki. Mój oddech samoistnie przyspieszył podobnie jak serce. W brzuchu pojawiło sie stado motyki i wszystko przestało się liczyć. Mało ważne stało się to jak wygląda nasz pokój, to, że było to kompletnie ciemno, bo żadne z nas nie wpadło na pomysł zapalenia światła czy chociażby jednej z waniliowych świeczek stojących na szafkach nocnych po dwóch stronach ogromnego małżeńskiego łoża z kremowo-brązowym okryciem i mnóstwem poduszek.
 -Caroline...- wyszeptał, chłodne dłonie przesuwając w górę po moich udach. Przełknęłam głośniej ślinę, nie spuszczając z niego uważnego spojrzenia.- Wiesz jak mocno cie kocham? Czas bez ciebie dłuży się niemiłosiernie, a jak pomyślę, że to już koniec...- wyszeptał jednak nie dałam mu dokończyć. Zatkałam jego usta takim pocałunkiem jakiego przy mnie jeszcze nie doświadczył. Namiętny i zachłanny... Tak jakby zawarta w nim była cała tęsknota jaka we mnie siedziała. Nie powiedział nic więcej. Złapał mnie mocniej w talii i położył na łóżku. Nachylił się nade mną i po prostu pocałował. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie, a skończyła si szybciej niż myślałam. Sfrustrowana, rzuciłam mu gniewne spojrzenie na co uśmiechnął się tak jak lubiłam najbardziej. Momentalnie zrobiło mi się ciepło na sercu... I nie tylko. W okolicy podbrzusza poczułam skurcz. Delikatny, nie do zauważenia jednak ja go poczułam. Nick jednak wyczuł co się dzieje ponieważ momentalnie pocałunki jego warg przeniosły sie na szyję. Przymknęłam powieki, jedną dłoń zatapiając w gęstych kasztanowych lokach. Drugą przeciągnęłam po jego ramieniu, paznokciami zahaczając o czarny lecz sprawy do szarego podkoszulek. Ubrania zaczęły mi dziwnie ciążyć. Pociągnęłam jego koszulkę w górę w tym samym momencie, w którym jego dłonie znalazły się pod moja koszulką. Rolety w oknie były zasłonięty jednak okno chyba było otwarte, bo słychać było jak lunął deszcz. Na chwilę się rozproszyłam jednak do porządku przywrócił mnie pomruk mojego towarzysza gry to odnalazł materiał biustonosza pod którym kryły się moje piersi.
 Nim się obejrzałam temperatura między nami skoczyła stokrotnie. Zanim się obejrzałam zostałam jedynie w czarnej bieliźnie z jednego kompletu. Nicholas przesunął wzrokiem po moim ciele. Usłyszałam jak głośniej przełyka ślinę. Zaśmiałam się cicho, podnosząc się. Objęłam go za szyję gdy oboje dotarliśmy do pozycji siedzącej. Wzięłam mu się na kolana, nogami obejmując go w pasie. Przylgnęłam do jego ust niemal od razu czując jak jego język powoli rozchyla moje rozgrzane wargi, a potem pieści lekko podniebienie. Dokładnie widziałam, że nie ma co zrobić z dłońmi, więc ujęłam jedna lekko i zasunęłam na zapięcie stanika. Rzucił mi zaskoczone spojrzenie jednak zamiast się tłumaczyć znów przylgnęłam do jego warg. Bez problemu jedną ręką poradził sobie z dwiema złośliwymi haftkami. Wyprostowałam ręce, a potem odrzuciłam biustonosz gdzieś za siebie. Zawisł na poręczy łóżka. Wyprężyłam się na tyle żeby moje piersi lekko musnęły jego tors. Nicholas przeniósł dłonie na moją talię, wędrując nimi ku górze. Złapał za jedną moją pierś zaczynając powoli pieścić ją i lekko ugniatać. Niekontrolowane mruczenie wydobyło sie z moich warg. Zagłuszone jednak dostało jego pomrukiem. Ściągnęłam brwi, na chwilkę odrzucając głowę w tył. Przymknęłam powieki rozkoszując się jego pieszczotami. Na usie poczułam wyraźną wypukłość. 
 -Bokserki robią się za małe...- wychrypiał mi seksownym głosem wprost do ucha. Dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Wzrokiem przesunęłam po umięśnionym torsie zatrzymując się na wypukłości w bokserkach. Uniosłam brew po czym położyłam się na powrót. W tym samym czasie zdążyłam pozbyć się jego bokserek. Ułożyłam jedną dłoń na jego podbrzuszu, cały czas całując go zachłannie. Jedna dłoń Nicka wsunęła mi się na plecy na wysokość talii natomiast druga z piersi znalazła się najpierw na pośladku, a potem na kolanie gdzie zacisnęła się. Popatrzył mi w oczy przerywając wszystko. Musnął czule moje usta na co uśmiechnęłam się uroczo.
 -Kocham cię...- wyszeptałam, przygryzając dolną wargę. Pokiwał głową, odwzajemniając uśmiech. Jeszcze raz mnie pocałował, więc zaśmiałam się.
 -Wiem... Ja ciebie też.- mruknął, z zaskoczenia ściągając ostatnia cześć mojej garderoby. Lekko mnie zaskoczył jednak kiedy to przyciągnął mnie do siebie już wiedziałam w który momencie jesteśmy. 
 I stało się... Nasze ciała stały sie jednością. W namiętnym tańcu podsyconym pożądaniem wiliśmy się na łóżku. Nasze oddechy się mieszały, rytm serca był dokładnie taki sam, kropelki potu skapywały na pościel. Tak jakby to było esencja tego jak bardzo się kochaliśmy.

**oczami Nicholasa**

 Dwa dni to zbyt mało na pożegnanie. Serce krajało mi si kiedy patrzyłem na nią. Kiedy już sie rozstaniemy ja... Będę mógł ją widywać, ona mnie nie. Pomimo wszystko... Nie będę czuł dotyku ani pocałunków. Nawet nie będę umiał wyobrazić sobie jak to jest mieć ją przy sobie.
 -Nick...- zaspany głos wyrwał mnie z zamyślenia. Po chwili ciepłe dłonie o długich smukłych palcach dotknęły mojego karku i pleców. Caroline złożyła kilka pocałunków na bliznach szpecących moje plecy po czym zajrzała mi przez ramię.- Ile czasu nam zostało?- zapytała szeptem jakby obawiając sie tego co z mojej strony usłyszy.
 -Jakieś trzy godziny, nie dłużej.- obróciłem się w jej stronę. Jej nagie ciało lekko na mnie napierało, a już i tak smutna twarzyczka zdawała się pogrążyć ją w największej rozpaczy jaka mogła ją spotkać.
 I faktycznie... Trzy godziny później już po tym jak wykapaliśmy sie wspólnie i pożegnaliśmy pojawił się zastęp mścicieli. Ona ich nie widziała, ale ja tak. Siedziała mi na kolanach, więc wziąłem ją na ręce i położyłem delikatnie na łóżku. Pocałowałem ją jeszcze raz i odszedłem. Znów poczułem jej dłonie na plecach.
 -Jeśli jego zabieracie, weźcie i mnie... Chce ponieść taką samą karę jak on.- zdawało mi się, że mówi do sufitu, więc pokazałem jej gdzie aktualnie znajdują się anioły, których ludzkim okiem nie mozna było dostrzec. Ni miałem już nawet cił się sprzeczać czy zatrzymywać ją. W najgorszym wypadku po prostu tu zostanie. W najlepszym... Pozwolą nam znów byc razem. 
 Nie spodziewałem sie jednak tego co własnie zrobili. Ciało Caroline bez życia opadło na ziemię, a ja widziałem jak ulatuje z niego dusza.
 -Coście zrobili...- mruknąłem łapiąc się za głowę. Nie zdążyłem nawet dotknąć jej ciała, a już mnie zabrali...

piątek, 25 maja 2012

cześć 9 .

hahaha ! to znowu ja ;D mówiłam , że teraz notki będa w miarę regularnie ? mówiłam i pisze następną ! 
notka z podziękowaniem dla Agaty i Damiana . Agata jest autorka nowego wyglądu bloga , który ubóstwiam , a Damian .. zareklamował mnie na yt . link do filmiku macie z boku , a teraz .. zapraszam na część 9 . ;D od razu uprzedzam , że może być krótko ;c
***
 Zacisnęłam dłonie w pieści, mocno wbijając paznokcie w swoją skórę. Skrzywiłam się i wrzasnęłam sfrustrowana tym wszystkim.
-Caroline... Czekaj na mnie.- wyszeptał spokojny głos Nicholasa. Mówił do mnie, a ja go nie widziałam. Czułam jego dotyk na plecach jednak nie było tam jego dłoni. Delikatny zapach miętowego mydła pomieszany z zapachem ziemi roznosił się po pokoju, którego nie znałam.
 -Nick, ja wariuję... Pokaż mi się, proszę cię...- wyszeptałam, czując, że znów łzy powoli zbierają się pod moimi powiekami.- Wróć do mnie, przytul mnie i powiedz, że mnie kochasz. Ja tego nie zniosę dłużej. Proszę... Błagam!- wrzasnęłam. Poczułam jak ktoś mnie szarpie, a zaraz potem przed oczami ukazała mi się zaspana twarz Natalie. Zamrugałam kilkukrotnie. Byłam spocona, pościel leżała w drugiej części pokoju, a ja tak się kręciłam, że zdążyłam zdjąć z siebie krótkie spodenki, w których zwykłam sypiać. Moja siostra patrzyła na mnie z politowaniem, a jednocześnie ze swoistego rodzaju bólem, który wyraźne piętno odznaczał na jej bladej twarzy.
 -Znów się zaczyna. Ja nie wytrzymam tego drugi raz. Musimy coś z tym zrobić. Nie możesz załamać się tak jak po smierci rodziców. Wtedy i ja polegnę, a Chris... Wątpię, że on będzie chciał się nami dwiema zając. Coś czuje, że jemu ciebie jest zbyt mocno żal żeby tu przychodzić.- wyszeptała spokojnie, gładząc mnie po policzku. Wdrapała się na łóżko. Ułożyłam głowę na jej udach, przymykając powieki. Gładziła mnie po głowie, szepcząc mi spokojne do ucha. Pozwoliłam łzom popłynać kaskadą po moich policzkach.
 -Nie dam się... Nie upadnę tak nisko jak wtedy. Dam sobie z tym radę, na pewno.- otarłam policzki i szybko podniosłam się do pozycji siedzącej. Zachwiałam się. Kręciło mi się w głowie od płaczu.- Idź do siebie. Śpimy. Rano się zobaczy co zrobimy.- ucałowałam ją w policzek. Popatrzyła mi w oczy, aby upewnić się czy nie ma w tym jakiegoś drugiego dna po czym wstała i wyszła do swojego pokoju, który był na przeciw mojego.
 Położyłam się do łóżka. Musiałam znaleźć jakiś sposób, aby się od tego uwolnić. Chyba nawet wiedziałam już jaki... Jeśli jakoś zagłuszę uczucie do Nicholasa to żal po jego zniknięciu ustąpi? Zniknie razem z nim z mojego życia? 
 Obudziła się kilka minut po godzinie 11. Wstałam z łóżka, wzięłam długi prysznic, ubrałam się i z całkiem normalnym jak na mnie uśmiechem zeszłam na dół. Minęły dokładnie trzy tygodnie od soboty, w którą ostatni raz widziałam się z Nicholasem. Musiałam jakoś sobie z tym poradzić. Musiałam być twarda. Znów się poddać? To nie w moim stylu. A poza tym pamiętam jak podchodził do takich rzeczy Nick i na pewno nieźle by mnie opieprzył za trzy tygodnie spędzone na wyobrażaniu sobie co by było gdyby i rozpaczaniu, że go nie ma.
 -Natie, ja wychodzę.- powiedziałam tylko, zakładając trampki. Natalie wyskoczyła z kuchni i złapała mnie za dłoń. Przez dłuższą chwilę patrzyła mu prosto w oczy. 
 -Idziemy wieczorem z Chrisem na imprezę. Natalie nie miała pojęcia co się stało. Myślała, że Nicholas mnie rzucił i wyjechał poza miasto. Nie mogłam jej powiedzieć prawdy.- Masz iść z nami. Będzie ta cała Agnes z Michaelem. Nie powinnaś się nudzić...- uśmiechnęła się do mnie. Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Odwzajemniłam jej uśmiech starając się zrobić to jak najbardziej naturalnie.
 Wsiadłam na rower i ruszyłam na przejażdżkę. Zastanawiałam się co się stało z moimi przyjaźniami w tym mieście. Od bardzo dawna nie rozmawiałam z Marcusem. Moim najlepszym niegdyś przyjacielem. Pamiętałam jak w podstawówce się we mnie podkochiwał. Teraz... Teraz podobno był tym, z którym tatusiowie nie pozwalali umawiać się swoim córkom. Musiałam sprawdzić... Nie bardzo wierzyłam w takie bujdy. Podjechałam pod jego dom. Położyłam rower na trawie i podeszłam do drzwi. Zadzwoniłam. Po chwili otworzyły się. Stanął w nich chłopach. Ścięty na krótko pod bokach z lekko nastroszoną grzywą. Miał ostre rysy twarzy lecz ciepłe spojrzenie i wydatne usta. Ubrany był w ciemną, skórzaną kurtkę pomimo tego, że na dworze był upał. Przesunął po mnie wzrokiem, unosząc jedną brew pytająco.
 -Caroline... Co cie sprowadza w moje skromne progi?- zapytał dość chamskim głosem. Rzeczywiście... Może się trochę zmienił. Nawet bardzo. Kiedyś fajtłapa, teraz... Prawdziwy niegrzeczny chłopiec. W dodatku całkiem przystojny. Nie w moim typie, ale przystojny. 
 -Przyjechałam odwiedzić starego przyjaciela.- prychnął jednak otworzył mi szerzej drzwi, nadal wędrując wzrokiem po moim ciele. Jakby na chwilę nie mógł zatrzymać się na oczach.
 -Nie odzywałaś się przez rok. A teraz raptem odwiedzasz starego przyjaciela?- weszłam do mieszkania, rozglądając się uważnie. Obok mnie przeszła pół naga dziewczyna, kręcąc zalotnie tyłkiem. Marcus uśmiechnął się do niej zdawkowo i wręcz wyrzucił ja za drzwi.
 -Jeśli przeszkadzam to sobie pójdę.- wzruszyłam ramionami. Pokręcił głową i wskazał mi miejsce na kanapie. Usiadłam na niej, rozglądając się po wnętrzu. Nic się nie zmieniło. No prawie nic... Niektóre sprzęty były znacznie nowsze.- Marcus co się z tobą stało?- zapytałam prosto z mostu. Usiadł na fotelu i zapalił papierosa. 
 -Uwolniłem się od przyjaciółki, która nie dawała robić mi głupot. Teraz jestem wolny. Wyglądam jak chce, robię co chce... Laski na mnie lecą.- mrugnął do niej na co skrzywiłam się lekko i wyprostowałam na miejscu.- Nie podobam ci się co? Nie jestem już tym grzecznym chłopcem, którego prowadziłaś przez życie. Nie jestem już zakochanym po uszy kretynem, który ugania się za laską, która o nie chce. O nie... Nie popełnię więcej tego błędu.- energicznie wstałam z miejsca i bez słowa udałam się do drzwi. Poszedł za mną. Trzasnął drzwiami tuż przed moim nosem. Oparł się dłonią tuz nad moją głową, patrząc mi prosto w oczy. Przekrzywił głowę. Był niebezpiecznie blisko. Czułam na twarzy jego oddech skażony dymem tytoniowym. Nachylił się odrobinkę. Wyprostowałam się, chcąc od niego uciec. Nie mogłam. Powoli przesunął nosem po mojej szyi. Wzdrygnęłam się lekko.
 -Przyjdź dziś wieczorem na imprezę ze swoją siostrą i jej chłoptasiem, na pewno będziemy się świetnie bawić.- wyszeptał mi do ucha, muskając jego płatek. odbił się od drzwi i obrócił się napięcie. Czym prędzej wyszłam stamtąd, wsiadłam na rower i pojechałam do parku. Tam usiadłam na ławce niedaleko fontanny. Nasunęłam na nos okulary przeciwsłoneczne, w uszy włożyłam słuchawki. Rozglądałam się, uważnie obserwując jak dzieci bawią się w fontannie, a mamy krzyczą na nie, aby już wychodziły. Gdzieś w tłumie przemknęła kasztanowa czupryna, a zaraz potem dostrzegłam twarz Nicholasa. Wstałam z miejsca, biegiem puszczając się w tamtym kierunku. Biegłam na miękkich nogach jednak musiałam go dogonić. Zatrzymałam się w pół drogi, ponieważ znikł mi z oczu całkowicie. Łzy znów zebrały mi się pod powiekami czego nie można było dostrzec pod ciemnymi okularami. Wróciłam do miejsca gdzie siedziałam wcześniej. Podciągnęłam do siebie nogi, oplatając je ramionami.
 Poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon. Agnes... Pisała żebym wróciła do domu, czeka tam na mnie. Nie wiele myśląc wsiadłam na rower i wróciłam do domu. Agnes proponowała mi zakupy. Mimo wszystko miałam zamiar wybrać się na imprezie wieczorem, więc jakaś kreacja na pewno mi się przyda. Zgodziłam się więc na zakupy. Od śmierci Nicka ja i Agnes bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Zwierzałyśmy się sobie, wiedziałyśmy co czujemy... Jak przyjaciółki. Agnes wiedziała więcej niż moja rodzona siostra. Ale to tylko dlatego, że Natt nie mogłam powiedzieć wszystkiego... 
 Nie kupiłam wiele. I przez całe zakupy nie odzywałyśmy się do siebie, jakby nadal wewnętrznie to wszystko przeżywając. Czułam, że Agnes próbuje odebrać mi mój ból jednak widać byłam zbyt silna. Zbyt mocno chciałam cierpieć po Nicholasie. Chociaż w sumie... Teraz nie specjalnie miałam ochotę o tym myśleć. 
 Natalie wyciągnęła mnie na imprezę na którą wcale nie chciałam iść. Mówiła mi, że na pewno nie będę sama, że znajdę jakieś towarzystwo. I towarzystwo znalazło mnie. Kiedy tylko tam weszłam odnalazł mnie Marcus. Złapał mnie bez słowa za dłoń i wciągnął na parkiet. Popatrzyłam na niego wielkimi oczami. Objął mnie mocno w talii, przyciskając do swojego ciała stanowczo. Chciałam się uwolnić jednak mi nie pozwolił. Nikt dookoła nie interesował się moim losem za specjalnie. Marcus powoli przesuną dłonie nieco niżej.
 -Zostaw mnie!- wrzasnęłam, zagłuszona przez głośną muzykę. Znów chciałam się wyrwać, przytrzymał mnie. Nosem delikatnie muskał moje ucho, kołysząc się ze mną w rytm muzyki.
 -Caroline... Nikogo nie obchodzą twoje protesty, a ja gwarantuję, że będzie ci się podobało... Jeszcze będziesz mnie błagała o więcej.- zaczął ustami muskać moją szyję. Zaczęłam drżeć na całym ciele. Nie z przyjemności, tak jak wspominał Marcus, a ze strachu.
 Poczułam jak ciągnie mnie za dłoń. Znów nie mogłam zaprotestować, ponieważ w mocnym uścisku trzymał obie moje dłonie. Jak mogłam być tak głupia i jednak przyjść na ta imprezę. Znaleźliśmy się w ciemnym, zagraconym pomieszczeniu. Marcus posadził mnie na jakiejś szafce, zaciskając dłonie pod moimi kolanami. Uderzyłam zaciśniętymi pięściami o jego tors. Zamiast sie odsunął, sięgnął głębiej, łapiąc za materiał moich majtek. Szybko ściągnął je, całując mnie po szyi. 
 Światło w pomieszczeniu rozbłysło, a Marcus do tej pory napierający na mnie został odciągnięty przez kogoś. Podniosłam się szybo i ubrałam. Wycofałam się szybko i wybiegłam z domu na taras. Schowałam się za kolumną, chowając twarz w dłoniach. Po chwili poczułam dotyk na ramieniu. Odsunęłam się gwałtownie. 
 -Nie bój się...- wyszeptał znajomy głos. Otworzyłam oczy. Przede mną klęczał Nicholas. Wytrzeszczyłam oczy. Znów się rozpłakałam, rzucając się na niego. Przewróciliśmy się na posadzkę jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało.- Nie mamy wiele czasu...- wyszeptał, przytulając mnie mocno. Złapałam kurczowo jego koszulę.
 -Jak to?- zapytałam zdezorientowana.

piątek, 18 maja 2012

część 8 .

i wróciłam .. wiem , że niektórzy ludzie nienawidzą mnie za to , że tak długo mnie nie było , ale wybaczcie .. mam też real i muszę jakoś żyć ! moje życie to nie tylko blog . na szczęście wróciłam i tym razem nigdzie się nie wybieram . postaram sie dodawać notki nieco częściej niż raz na pół roku i nie pogniewam się jak zaczniecie je komentować . konstruktywna krytyka i te sprawy ;D a teraz zapraszam na rozdział .

***
 -Zwariowałam...- wyszeptałam, kręcąc powoli głową. Było późne popołudnie. Czas dłużył się niemiłosiernie, słońce paliło swoimi złocistymi promieniami, a w powietrzu można było zawiesić siekierę. Było okropnie duszno. Leżałam z Nicholasem w moim pokoju na podwójnym łóżku. Co chwila zerkałam na Jareda Leto widniejącego na suficie. Nick powiedział mi, że jest o niego zazdrosny, więc na złość mojemu towarzyszowi, wzrok wlepiałam tylko i wyłącznie w plakat. Głowę ułożoną miałam na umięśnionym nagim brzuchu Nicka.
 -Niby dlaczego?- zapytał z rozbawieniem, bawiąc się kosmykami moich włosów. Obróciłam głowę w jego stronę po czym przekręciłam sie na brzuch.- Dlatego, że jakieś dwie godziny obijamy się w twoim pokoju zamiast wskoczyć do basenu?- ironiczne pytanie spowodowało, że się we mnie zagotowało. Nienawidziłam kiedy ironizował. Po prostu nie trawiłam tego typu żartów.
 -Nie koniecznie... Może dlatego, że zakochałam się w pieprzonym leniwym aniele...- mruknęłam, przewracając się na brzuch. Powoli palcami przesuwałam po jego torsie. Przeniosłam wzrok na jego twarz. Uśmiechnął się na moment przymykając powieki.
 -Chciałbym na prawdę poczuć twój dotyk.- wyznał zmieniając kompletnie temat. Ściągnęłam brwi nie bardzo wiedząc o co chodzi.- U upadłych jest tak, że ludzki dotyk nie sprawia nam najmniejszej przyjemności. Jest tak jakby całe nasze ciało obciągnięte było szklaną lecz elastyczną powłoką przez którą nie możemy odczuwać ludzkiego dotyku.- zdziwił mnie tym.- Ale kiedy widzę, że mnie dotykasz, czuję ciepło bijące od twojego ciała... To tak jakbym na prawdę czuł twój dotyk.- ścisnęło mi się serce kiedy usłyszałam to od niego. Uniosłam się do pozycji siedzącej, nie spuszczając z niego uważnego spojrzenia. Odetchnęłam pod nosem. Powoli wspięłam się na kolana i nachyliłam się nad nim. Dłonie położyłam na jego ramionach, a usta złączyłam w niesamowitym pocałunku. Podniósł się do pozycji siedzącej, obejmując mnie jednym ramieniem w talii.
 -Kocham cię...- wyszeptał. Już miałam odpowiedzieć jednak dzwonek do drzwi sie straszliwie rozdzwonił. Przymknęłam powieki i zsunęłam się z łóżka. Biegiem udałam się na dół i otworzyłam drzwi. Zobaczyłam w nich Natie. Uniosłam brew po czym z uśmiechem rzuciłam się, aby uściskać ją mocno.
 -Dzwoniłam do ciebie z milion razy żebyś przyjechała po mnie na lotnisko... W końcu Chris mnie odwiózł.- wskazała glową na chłopaka wyciągającego jej walizki z bagażnika. Uśmiechnęłam się pod nosem. Po chwili poczułam jak dwa silne ramiona oplatają mnie w talii. Nick zszedł na dół. Natalie popatrzyła na nas pytająco.- Nie ważne, nie ważne... Robimy imprezę! I bez żadnego ale. Już rozesłałam ludziom informację i nie wywiniesz się.- westchnęłam cicho i skinęłam głową.
 -Przepraszam, że nie przyjechałam... Telefon gdzies zapodziałam, a nie wiedziałam, że wracasz już dziś.- ucałowałam ją w policzek w ramach podziękowania.- To Nick... Nie jestem pewna czy już się znacie. Z nim właśnie wróciłam do domu.- wyjawiłam, obracając głowę. Na tym miałam zamiar uciąc swoją wypowiedź. Nic więcej nie miałam zamiaru jej wyjawić. Dla jej dobra.
 -Ja chyba będę się zbierał. Jeśli chcesz przyjdę wieczorem, na imprezę. Muszę coś załatwić w mieście.- usłyszałam nad sobą szept Nicholasa. Pokiwałam głową. Wrócił się do salonu po koszulkę, nasunął ją na siebie, ucałował mnie i juz go nie było. Zamiast niego do domu wszedł Chris obładowany torbami i skrzynkami z różnymi alkoholami. No tak... Mogłam się domyśleć, że Natalie już dawno temu namówiła go na imprezę po powrocie.
 Pomogłam im poprzestawiać meble aby było gdzie tańczyć, na taras wystawiliśmy lawki i leżaki oraz wezwałyśmy faceta od czyszczenia basenów. Przez cały czas moja siostra próbowała wyciągnąć ze mnie co z tym Nicholasem, ale nie chciałam nic jej powiedzieć. Dowie się w swoim czasie. 
 Zniknęłam w łazience jakieś 2 godziny przed przyjściem wszystkich. Wzięłam odprężający prysznic. Wysuszyłam włosy i wyprostowałam je. Zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam się w miętową sukienkę przepasaną brązowym paskiem, jasną jeansową kurteczkę oraz buty na wysokich obcasach. Zeszłam na dół, jeszcze palcami targając włosy, aby nie były przyklapnięte. W kuchni już czekał na mnie Nick. Jak zawsze w ciemnych, lekko spranych levisach opuszczonych na biodra, czarnej koszulce i zdartych trampkach. Kasztanowe loki okalały jego twarz dając mu ten łobuzerski wyraz. Dreszcz przeszedł po moim kręgosłupie. Podeszłam do niego przerywając mu rozmowę z Chrisem. Popatrzył na mnie wielkimi oczami. Głośno przełknął ślinę i nazbyt teatralnym gestem poprawił kołnierzyk koszulki. Zaśmiałam się, uderzając go w ramię. Przedstawił mnie swojemu przyjacielowi, a następnie zaciągnął do salonu gdzie powoli schodzili się ludzie. Niektórzy już powoli sączyli drinki. Inni szykowali się, aby wskoczyć do basenu... 
 My zatrzymaliśmy się na tarasie, pomiędzy dobrą zabawą, a jeszcze lepszą zabawą. Nick stal za mną, obejmując mnie w talii z tyłu. Oglądaliśmy zachód słońca. Po chwili poczułam jak jego ciało powoli spina się, a on cały się prostuje. Uniosłam głowę, aby przyjrzeć się jego twarzy.
 -Jest tu jakiś anioł... I coś sie kroi.- wyszeptał, rozglądając się. Przez dłuższy moment przyglądał się kolesiowi ze skrętem w dłoni.- To on. Trzeba go pilnować...- rzucił. I miał świętą rację. Po chwili obok niego pojawiła się... Ciotka Mel! Pocałowała go prosto w usta, a ten dmuchnął jej dymem w twarz. Podbiegła do nas roześmiana Natalie.
 -Caro?! Widziałaś, że ciotka Mel tu jest? Fajnie nie?- zapytała na co pokręciłam głową natychmiastowo. Moja siostra nieco zamroczona wzruszyła ramionami i weszła do domu, chwytając za kubeczek napełniony jakimś alkoholem. Pokręciłam głową. 
 -Miejmy ich na oku, ale nie przejmujmy się... Przynajmniej póki jeszcze nic się nie stało. Może nic takiego się nie szykuje, a nam się tylko wydaje.- chciałam tym przekonać sama siebie. Niestety na próżno. Złapałam Nicka za dłoń i weszłam z nim do domu. Po drodze usłyszałam jak ciotka ze swoim kochasiem wymienia czułe "kocham cię". Pokręciłam głową, krzywiąc się znacznie. przecież on był od niej jakieś 15 lat młodszy! Pokręciłam głową sama do siebie. 
 Chciałam w końcu zaznać spokoju, jakoś się ogarnąć i w końcu zacząć cieszyć się życiem, a póki co nie mogłam... Głównie przez szurnięta ciotkę. Potrząsnąłem głową, mocno opierając się na Nicholasie, który z troską w oczach przyglądał mi się. Pociągnął ku górze moją brodę, abym popatrzyła mu w oczy.
 -Caroline... Ciesz się wieczorem. Jeśli tylko coś się stanie, rada aniołów zareaguje natychmiast. O to możesz być spokojna, na prawdę. A nawet jeśli nie... Gdzieś w tłumie widziałem Agnes, a ona na pewno rozprawi się z twoją ciotką.- nie to chciałam usłyszeć, ale w pewnym stopniu mnie to uspokoiło. 
 Przez kilka piosenek wirowałam z Nickiem po parkiecie. Nawet udało mi się o wszystkim zapomnieć. I to do tego stopnia, że zaciągnęłam go na górę do swojego pokoju, zamknęłam za nami drzwi i posadziłam go na łóżku. Związując lekko włosy okrakiem usiadłam mu na kolanach, dłonie wsuwając mu na kark. Nie powinno do tego dojść... Przynajmniej nie teraz. Ale emocje i alkohol zrobiły swoje. Poczułam gorące dłonie wędrujące od moich kolan po udach. Popatrzyłam mu w oczy i uśmiechnęłam się nieznacznie. Nachyliłam się i zaczęłam delikatnie muskać jego warki. Robił dokładnie to samo. Trochę się z nim droczyłam jednak to on dominował. Przyciągnął mnie mocniej do siebie, zatapiając nas oboje w niesamowitym, namiętnym pocałunku. Wyprostowałam ręce, aby kurtka spadła na ziemię. Nie przestając zachłannie całować jego ust, wsunęłam dłonie pod jego koszulkę. Najpierw podwinęłam ją, a potem z ust przeniosłam się na tors, abym mogła pozbawić go górnej części garderoby. Nie wiedziałam nawet kiedy jego dłonie znalazły się na moich pośladkach gdzie zacisnął je i uniósł moje ciało kawałek. Położył mnie w poprzek łóżka, dłonie opierając po obu stronach mojej głowy. Odnalazł zamek błyskawiczny sukienki po czym szybko rozpiął go, pocałunki przenosząc na mój dekolt. Dłonie wplotłam w jego włosy, mocniej przyciskając go do swojej skóry. Przymknęłam powieki. Czułam jak powoli podniecenie zaczyna wzrastać gdzieś w okolicach podbrzusza.
 No, ale nie było nam dane tego dokończyć. Może to i lepiej. Byłam lekko zamroczona, nie wiedziałam co mówię. Do pokoju wpadła Natalie z zapasowym kluczem w dłoni. Popatrzyła na nas dwuznacznie i pokręciła głową szybko.
 -Ciotka pieprzy się w pokoju obok z jakimś szczawiem... Normalnie wije się jak grzechotnik w agreście!- Natalie buchnęła gromkim śmiechem. Wyślizgnęłam się spod Nicka, zapinając sukienkę. Popatrzyłam na siostrę i westchnęłam zrezygnowana. Była najarana i to ostro. Podejrzewam, że już nie wiedziała co mówi. Odesłałam ją na dół i odwróciłam się, aby powrócić do Nicholasa... Jego już nie było.

**oczami Nicholasa**

-No i gdzie ona jest?!- zapytałem gorączkowo, rozglądając się. Chris wzruszył ramionami. Błądziłem z nim po wielkim posiadłości ciotki Caroline. Wiedziałem co chciała zrobić i nie mogłem na to pozwolić.
 -Jest tam! Pomiędzy nagrobkami!- krzyknął mój przyjaciel, pokazując przed siebie. Biegiem ruszyłem w tamtym kierunku. Wysunąłem sztylet zza paska spodni i wbiłem jej go pomiędzy żebra, prosto w serce. Uśmiechnęła się jedynie i nieżywa padła mi pod nogi. Spojrzałem na swoje dłonie, uświnione krwią. Nie wiedziała, że po śmierci z rąk anioła nie powstanie jako anielica. To przykre... Chris stał za mną zszokowany tym co zrobiłem. Opuściłem głowę na chwilę po czym złapałem za nogi ciało kobiety. Musiałem być odporny na takie rzeczy, musiałem być odporny. Inaczej nie nadawałbym się na anioła. 
 Wykopaliśmy dół pod wielkim klonem na samym końcu ogrodu i tam wrzuciliśmy zwłoki kobiety. Po chwili poczułem jak zrobiło mi się słodko w ustach, a następnie wszystkie siły ze mnie uchodzą. Padam na ziemię, twarzą na miękka trawę. A dalej był ból i ciemność... Ostateczne potępienie.

**oczami Caroline**

Odnalazłam w tłumie Agnes, która w najlepsze bawiła się z Michaelem. Wyciągnęłam ją na taras, ledwo powstrzymując łzy.
 -Coś złego się dzieje... Czuję to, czuję to w kościach. Nick zniknął, ciotki też nigdzie nie ma, a ja... Czuję się jakby umarła cząstka mnie.- wyszeptałam, zagryzając mocno wargi. Agnes skupiła się na czymś mocno po czym nieobecny wzrok skierowała na mnie. Jej twarzy również powoli wykrzywił grymas bólu. Utwierdziła mnie tym w fakcie, że stało sie coś okropnego. Położyła mi dłonie na ramionach.
 -Nick... On zabił twoją ciotkę. Aby nie zmieniła się w anioła. Nasi szefowie... Odebrali mu ciemną stronę. Nick jest na wieki już potępiony.- ściągnęłam brwi nie wiedząc bardzo o co chodzi.- Odebrali mu życie... Nigdy więcej go nie spotkamy.- zabrała dłonie i odeszła, padając w ramiona Michaela. Zostawiła mnie z tym samą. Kompletnie samą. Łzy spłynęły po moich policzkach. Poczułam się jakby ktoś wyrwał mi w piersi ogromną dziurę, której nic nie jest w stanie już załatać. Nie mogłam sobie tego darować... Jak on mógł być takim egoistą?! Przecież z ciotką jakoś byśmy sobie razem wszyscy poradzili, a z jego odejściem zostałam zupełnie sama. 
 Cała zapłakana spokojnie udałam się do pokoju na górze. Zamknęłam się w nim, zostawiając klucz w zamku. Rozpłakałam się już na dobre. Na poduszce czułam zapach cygar lekko pomieszany z miętowym mydłem, którego używał... Obok łózka leżała jego koszulka... A jego już nie było. Odszedł, zostawiając mnie samą z każdym problemem. Zacisnęłam pięści na poduszce i zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć. Już na zawsze... Aby nigdy się nie obudzić. Miałam nadzieje, że przyjdzie do mnie piękny sen, abym chociaż mogła się z nim pożegnać. Zacisnęłam powieki, chcąc powstrzymać potok łez wypływających spod moich powiek. Na próżno.

niedziela, 2 października 2011

część 7 .

 Potupując niecierpliwie nogami pod stołem, czekałam aż nadejdzie godzina spotkania z Agnes. Nicolasa już nie było, a mi czas dłużył się tak niemiłosiernie, że myślałam iż zwariuję. Wzięłam nieco głębszy wdech słysząc dzwonek do drzwi. Wybiła dokładnie 12, godzina mojej śmierci... Nie chcę jeszcze umierać! Jestem za młoda na śmierć z rąk jakiejś tam anielicy. Lekko drżącymi nogami podeszłam do drzwi i zacisnęłam klamkę. Przygotowana byłam na spojrzenie ciskające gramy i bezczelny uśmieszek wykrzywiający jej nieskazitelną twarz. Jak ogromne było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam to co zobaczyłam. Za drzwiami, na ganku stały dwie pogodne, czule przytulone postacie. Zamrugałam kilkukrotnie mierząc wzrokiem ciało Agnes. Miała na sobie sukienkę w kolorze pudrowego różu przepasaną czerwonym paskiem i czerwone buty, które koniecznie musiałam dostawić do swojej szafy. Wygląd Michaela mnie nie zaskoczył. On zawsze był taki sam. Pogodny i uśmiechnięty. Spojrzałam na ich twarze. Agnes była uśmiechnięta, a jej ciemne mroczne tęczówki przerodziły się w śliczne krążki z płynną czekoladą. Dziwne porównanie... Potrząsnęłam głową powracając go analizy ich wyglądu. Włosy dziewczyny były lekko pofalowane i puszyste spływające po jej odkrytych ramionach. Najbardziej zaniepokoił mnie uśmiech... Ciepły i czarujący. Gdybym nie wiedziała, że to ona zapewne nie poznałabym jej w tym wydaniu. Wpuściłam och do środka zdając sobie sprawę, że dość długi czas trzymam ich na progu. 
 -Zostawię was.- rzucił Michael, rzucając mi pokrzepiające spojrzenie po czym znikł na tarasie. Odetchnęłam cicho pod nosem, nadal drżąc leciuteńko ze strachu. 
 -Nie bój się... To nie jest przykrywka, nic ci nie zrobię. Wiem, że spodziewałaś się sztyletów i innych ciekawych zabawek, ale tak jak wspominałam... Chcę tylko i wyłącznie pogadać. Powiedzieć ci na co piszesz się spotykając się z Nickiem.- wyjaśniła z prędkością światła. Jej słowa dotarły do mnie z lekkim opóźnieniem, jak wszystko dziś. Powoli i ze zrozumieniem pokiwałam głową. Wzięłam nieco głębszy wdech i przysiadłam na kanapie. Agnes zajęła miejsce na fotelu zarzucając nogę na nogę. 
 -Mój, czekam.- powiedziałam siląc się na pewny głos. Agnes wywróciła oczami a co odetchnęłam ponownie i opadłam na łóżko, nie spuszczając z niej zaciekawionego spojrzenia.
 -No więc zacznę w miarę od początku...- zaczęła, opierając się na fotelu. Coś czuję, że szykuje się dłuższa rozmowa.- Nick jest starym aniołem i nigdy nie spoufalał się z ludźmi. Co więcej... Był temu jak najbardziej przeciwny. Zawsze to on był tym chłodnym i bez uczuć. Aż tu nagle w jakiś dziwny i nie wyjaśniony sposób zjawiłaś się w jego życiu ty i oszalał... Całkowicie. Raptem zaczął się martwić i nie mówił o nikim innym jak o tobie. Tylko Caroline to, Caroline tamto. Nie to żebym ja miała coś przeciwko temu, ale wszyscy się tym zaniepokoili. Przyjaźniłam się z nim od zawsze, jeszcze za czasów człowieczeństwa się znaliśmy. Zostaliśmy aniołami razem. Kiedy zaczął tracić dla ciebie głowę mocno się pokłóciliśmy i jakoś tak wyszło, że straciliśmy kontakt. Niby wiedzieliśmy gdzie jesteśmy i mogliśmy się znaleźć, ale nigdy nie miałam na to ochoty. Miała dość całej tej jego farsy. W Japonii chciałam cię odstraszyć... Stąd to wszystko. Ja tak na prawdę taka nie jestem. Pomimo mojej rangi tam na górze nie lubię krzywdzić ludzi. Chciałam cię wystraszyć, bo chciałam odzyskać Nicka. Tyle, że on nie dał cię wystraszyć. Bronił cię własną piersią gotów oddać życie za to abym nie robiła tobie żadnej krzywdy...- widziałam, że chce kontynuować, ale wolałam zostać rzez dłuższą chwilę z tym ciepłem, które rozlało się po moim sercu na wieść, że Nicholas byłby gotów aż tak się dla mnie poświęcić.
 -A co z tymi konsekwencjami?- zapytałam z lekkim przestrachem w głosie. Skarciłam się za to w myślach. Miałam się jej nie bać... Chociaż nie bałam się jej, a tych konsekwencji o których wspomniała.- Przecież ty jesteś aniołem, a spotykasz się z Michaelem.- ściągnęłam brwi w pytającym geście.
 -Michael zdecydował się na związek ze mną, ponieważ po śmierci chce zostać aniołem. Właśnie takie są tego konsekwencje. Spotykając się z wampirem po śmierci się nim stajesz. Twoja ciotka prawdopodobnie tego właśnie nie chce. Nie jestem pewna.- wzruszyła lekko ramionami. Przez dłuższą chwilę trawiłam jej słowa, ściągając brwi. Nieobecny wzrok wbiłam w okno.
 -Nie powiedział mi o tym.- wypaliłam tak nagle, że aż sama siebie zaskoczyłam. Agnes westchnęła pod nosem ciężko.
 -Mógł nie wiedzieć. Nigdy się tym nie interesował, nie obchodziły go związki aniołów z ludźmi.- znów pokiwałam głową. Przeczesałam włosy palcami, rozglądając się po pomieszczeniu. Nagle wrócił Michael, a Agnes wstała ze swojego miejsca.- My już cię zostawimy...- rzuciła idąc w stronę drzwi. Wstałam pospiesznie odprowadzając ich.
 -Dziękuję... To mi wiele wyjaśniło.- szepnęłam i uśmiechnęłam się w ramach podziękowania. Anielica skinęła głową po czym znów przytuleni odeszli w dół ulicy. Szybkim krokiem pobiegłam do siebie do pokoju rzucając się na łóżko. Spojrzałam na plakat 30STM wiszący na suficie jednak zaraz przekręciłam się na brzuch chowając głowę w puszystej poduszce.
 Musiałam to wszystko koniecznie przemyśleć. Kilka spraw wyjaśniło mi się, ale i tak musiałam wszystko poukładać, powkładać do odpowiednich szufladek. Polubiłam Nicholasa... Może nawet pokochałam? Ale czy byłam w stanie poświęcić dla niego spokojne życie pozagrobowe na rzecz wiecznego życia pod postacią anioła? Skoro miałabym zostać aniołem dopiero po śmierci to dlaczego nie? Z bliskich osób miałam tylko i wyłącznie Natt. No i Nicka, ale nie o niego tu teraz chodziło.  Może i na początku będzie mi brakowało mojej ukochanej siostrzyczki, ale skoro poradziłam sobie ze śmiercią obojga rodziców to na pewno z jej utratą też dam radę jakoś się pogodzić... Przynajmniej mam nadzieję. No i nie umierałam już żeby w tej chwili się oto martwić.
 Niestety nie zdążyłam porozmyślać na temat ciotki Mel, ponieważ wrócił Nick. Poczułam jego dotyk na łydce, więc przekręciłam się do swojej pierwotnej pozycji. Uśmiechnęłam się do niego ciepło, przekręcając odrobinkę głowę.
 -Nie zabiła cię.- rzucił, ściągając brwi. Parsknęłam cichym śmiechem.- No co? Myślałam, że cię rozniesie... Strasznie się zmieniła.- w tym miejscu natychmiastowo pokręciła głową.
 -Jestem cała i zdrowa, a Agnes okazała się być całkiem miła.- uniosłam się odrobinkę, aby móc usiąść po turecku.- Wiesz, że jeśli będziemy razem i na prawdę się pokochamy w przyszłości będę aniołem? Już po mojej śmierci. I tak sobie myślę... Że moja ciotka chciała właśnie zostać aniołem. Do tego byłeś jej potrzebny.- stwierdził, nie spuszczając z niej uważnego wzroku. Nick westchnął.
 -Wiem, dowiedziałem się o tym dziś. Spotkałem się z Michaelem. Powiedział mi dokładnie to co tobie powiedziała Agnes.- potaknęłam głową. Jego spojrzenie wwiercało się w moje tęczówki odrobinkę mnie krępując.
 -Co o tym myślisz?- zapytałam, przekładając włosy przez jedno ramię. Domyślałam się co teraz od niego usłyszę i wcale się nie przeliczyłam.
 -Posłuchaj mnie... Ja cię do niczego nie będę zmuszał. To ma być twoja decyzja jednak zanim ją podejmiesz wiedz, że...- tu zamilkł na moment, uciekając wzrokiem w bok. Ściągnęłam brwi. Wziął głębszy oddech i znów popatrzył mi w oczy.- Wiedz, że cię kocham. Od zawsze i na zawsze. Nie zważając na twoją decyzję. Jeśli zdecydujesz, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego odejdę i już nigdy mnie nie zobaczysz.- no dobra... jednak tego się nie spodziewałam. Popatrzyłam na niego uważnie. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem.
 -Już podjęłam decyzję... Ja kocham ciebie i zdecydowałam, że nie będę się przed niczym wzbraniać. Skoro i tak mam przez to zostać aniołem dopiero po śmierci to dlaczego nie?- wzruszyłam ramionami. Jego dość ciemna twarz natychmiast rozjaśniła się cudownym uśmiechem. Poderwał się z miejsca porywając mnie w ramiona. Zaczęłam się śmiać.
 -Nick, głuptasie! Postaw mnie!- objęłam go mocno za szyję nie chcąc spaść przepadkiem. Po chwili zatrzymał się i popatrzył mi prosto w oczy. Nachylił się w moją stronę. Złączył nasze wargi w tak niesamowitym pocałunku, że po plecach przebiegł mi dreszcz. To nie był zwykły pocałunek. To coś prawdziwie mistycznego. 
 ***
Jeśli ten rozdział jet trochę bez sensu to przepraszam, ale czasem tak bywa, prawda?
Zadedykowany jest moim kochanym dziadkom, który udostępnili mi swojej własnej osobistej kanapy, abym mogła to napisać xD
Postaram się napisać jakoś jeszcze w tym miesiącu choć nie wiem czy mi się to uda. 
 

środa, 24 sierpnia 2011

część 6 .

Obudził mnie ciepły dotyk na policzku. Nieco zdezorientowana szamotałam się przez chwilę z narywającym mnie kocem jednak ostatecznie stwierdziłam, że nic takiego się nie dzieje. Odetchnęłam, dokładnie w tym samym momencie dostrzegając Nicholasa. Uśmiechnęłam się do niego, przecierając zaspane oczy.
-Nie ma jej...- powiedział tak uradowanym głosem, że uściskałam go mocno za szyję korzystając z jego pomocy przy wstaniu z niewygodnego leżaka. Przeciągnęłam się czując jak moje kości wskakują na swoje miejsce. Skrzywiłam się, a potem owinięta kocem weszłam do domu. Wszystko było już uprzątnięte, a salon wrócił do swojej poprzedniej formy. Ściągnęłam brwi rzucając podejrzliwe spojrzenie w kierunku mojego kompana. Uniósł dłonie w obronnym geście. Udałam się do kuchni otwierając lodówkę. No tak... Mogłam się tego spodziewać. 
-Muszę iść na zakupy.- zakomunikowałam, czesząc zamaszyście swoje czarne włosy. Westchnęłam głęboko pod nosem.
-Ja mogę to zrobić...- zaoferował się na co byłam o wiele bardziej zaskoczona. Czyżby znów grzebał mi w umyśle. Dziś właśnie chciałam go o wszystko wypytać, a potrzebne było do tego odpowiednie przygotowanie. Zamiast mu odpowiadać wyciągnęłam kartkę i długopis. Napisałam tam wszystko co było mi potrzebne, a potem położyłam na kartce pieniądze przewidywane na te zakupy. Nick sięgnął po kartkę i schował ją do kieszeni zostawiając pieniądze. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć rozpłynął się w powietrzu. Zbyt często to robi...
Pokręciłam do siebie głową, a potem spokojnym krokiem wspięłam się na górę. Wzięłam długo, odprężający prysznic w głowie układając już dokładną listę pytań, które chciałam mu zadać. Szykowała się całonocna posiadówa zważając na godzinę. Była 18. Zanim Nick wróci z zakupów minie jakaś godzina, kolejna godzina zanim wszystko przygotuję no i jakieś pół godziny na psychiczne przygotowania. 
Tak jak planowałam tak dokładnie się stało. Kiedy mój osobisty anioł wrócił przygotowałam nam miejsce do posiedzenia, do tego furę różnych przekąsek i ułożyłam playliste z moich ulubionych piosenek. Tak dla nastroju. Minęło dokładnie dwie i pół godziny zanim zasiedliśmy u mnie w pokoju z kubkami gorącej czekolady w dłoniach. Siedzieliśmy twarzą do siebie, aby móc swobodnie ze sobą rozmawiać. Wzięłam ostatni głęboki oddech chcąc już zadać pierwsze pytanie kiedy Nicholas się odezwał.
-Odpowiem na każde twoje pytanie... Bez wyjątku, ale ja nie wiem czego może chceć od ciebie Agnes. To tak na początek żeby nie było niejasności.- skinęłam głową, patrząc mu prosto w oczy.
-No dobrze... Więc...- zaczęłam, biorąc w dłoń michę z popcornem. Wsunęłam do ust jedno uprażone ziarenko, a otem kontynuowałam.- Dlaczego zjawiłeś się w moim życiu tak nagle? Czego ode mnie chcesz i oczekujesz?- już miałam zadawać następne pytania jednak ugryzłam się w język.
-Zjawiłbym się w twoim życiu o wiele, wiele wcześniej. Miałem zamiar całkiem inaczej to rozegrać, ale nie mogłem się już powstrzymać kiedy zobaczyłem cię w Japonii.  Chciałem abyście razem z natie pomyślały, że jestem kolejnym laureatem konkursu w którym wygrała ten wyjazd. Chciałem się do ciebie zbliżyć. Zobaczyć czy wszystko to co o tobie wiem jest prawdą, ale nie udało mi się powstrzymać. Widziałem cię jak wychodzisz z pokoju i idziesz na dach. Z całych sił się powstrzymywałem, ale się nie udało. Zanim opowiem ci dalej chyba powinienem uzupełnić swoja wypowiedź. jestem upadłym aniołem przez co mam tak jakby dwie twarze. Jedną dobrą, drugą złą. Staram się jakoś trzymać z ryzach tą złą, ale czasem przejmuje nade mną kontrole i nie wiem co robię. Byłaś świadkiem dwóch takich chwil. Najpierw kiedy sprawiłem, że wydawało ci się że spadam, a potem przy śniadaniu kiedy chciałem wszystko naprawić i jakos cię udobruchać. Nie udało się... Teraz kiedy dużo czau przebywam w ludzkim towarzystwie udaje mi się to kontrolowac na tyle, aby nie wychodziło to ze mnie tak niespodziewanie jak tamtymi razami. No i wracam do mojej historyjki... Kiedy wszedłem na dach chciałem tylko z tobą porozmawiać. Nic więcej, na prawdę. Przestawić się, zapytać co tu robisz, ale zanim cokolwiek zrobiłem już ogarnęło mnie to coś. Nawet nie wiem co to. Znikłem, bo nie chciałem ci niczego zrobić. Potem na śniadaniu miałem zamiar cię przeprosić za to wszystko, ale ciemna strona znów wzięła nade mną górę.- mówił tak szybko, że ledwo wyłapywałam niektóre słowa i domyślałam się sensu zdań po ich kontekście. Nicholas wziął w dłoń niewielką kanapkę i wpakował sobie ją w całości do buzi co mnie rozbawiło.
-No więc... O co chodzi z tym, że jesteś aniołem? Właściwie upadłym aniołem. Na dobrą sprawe nic o tobie nie wiem za to ty mnie wiesz stanowczo zbyt wiele. Nie wiem skąd? No i zapomniałeś powiedzieć czego oczekujesz...- przypomniałam, patrząc mu prosto w oczy. przeżuł i przełknął, a potem splótł dłonie prze sobą opierając łokcie na kolanach i nachylając sie nieco w moją stronę.
-Zaczynając od końca... Niczego nie oczekuję. Serio, nie masz się o co martwić.- posłał mi tak rozbrajający uśmiech, że moje policzki pokolorowały blade rumieńce.- Wiem o tobie tak wiele dlatego, że kiedyś byłem twoim stróżem... Straciłem tą funkcję razem ze śmiercią twoich rodziców. Nie obroniłem ich dlatego też skrzydła i funkcja u twojego boku zostały mi odebrana...- nie chciałam drażyć tematu rodziców. Przynajmniej nie teraz. Teraz miałam zupełnie inne sprawy na głowie. Na przykład dowiedzenia się wszystkiego o chłopaku, który zjawia się w moim życiu oznajmiając, że jest upadłym aniołem i czego ode mnie nie chce.
-Opowiedz mi proszę o aniołach.- poprosiłam, zakładając za uszy lekko wilgotne kosmyki długich włosów.  Zanim zadałam to pytanie on zdązył zjeść kolejną kanapkę, a z mojej miski z popcornem z każdą jego wypowiedzią znikała spora ilość prażonej kukurydzy.
-To długa historia, więc streszczę ją do tych najwazniejszych rzeczy, które powinnaś wiedzieć. No więc każdy anioł najniższej rangi jest stróżem. Pilnuje swojego podopieczego póki anioł smierci go nie zapragnie. To nie jest jakas specjalna filozofia...Po prostu anioł pilnuje człowieka z ukrycia ratując od przeróżnych tragedii. Ja byłem twoim aniołem, ale pozwoliłem na twoją rozpacz. Oczywiście są też anioły wyższe rangą, ale te w sumie nie robią nic tylko sterują tymi młodszymi.- zruszył ramionami. Uciekłam na moment wzrokiem od jego wzroku rzucając okiem na zegarek. Niewiarygodne jak czas szybko leciał.
-Czyli teraz jestem bez stróża?- zapytałam nieco skołowana tym wszystkim. Nick pokręcił przecząco głową.
-Wróciłem do stróżowania ciebie w Japonii. Nie mam szans na odzyskanie skrzydeł, ale jestem teraz aniołem mścicielem... Mogę pilnować cię tu na ziemi chodząc po niej jak normalny człowiek. To nawet trochę lepsze niż moja poprzednia funkcja.- objaśnił z głębokim westchnieniem. i tak nic nie rozumiałam, ale to raczej nie było teraz ważne. Z czasem może jakoś poukłada mi się to wszystko w głowie. 
-Co cię łączy z Agnes?- wykrztusiłam z siebie kolejne z pytań. tego cale nie miałam zamiaru zadać mu na głos. Uhh! Przez jego twarz przemknął strach jednak jeśli już w to uderzyłam musiałam znać prawdę.- Powiedz mi... Na prawdę chcę wiedzieć.- dotknęłam jego dłoni na co natcyhmiastowo uniósł wzrok.
-To mój zły odpowiednik. Anioł śmierci... Nie wiem czego ona od ciebie chce. Wiem tylko, że wcale nie jest ci pisana śmierć i ona nie może cię zabić.- okręcił głową unikając mojego wzroku. Ściągnęłam nieznacznie brwi postanawiając już nie ciągnąć. Widziałam jak bardzo to dla niego trudne.
-Skąd tu się wzięła ciotka Mel? Wie kim jesteś? Czego ona może chcieć od ciebie.- jakby w zwolnionym tempie wzruszył ramionami, przebiegając wzrokiem po mojej twarzy. Jego wzrok padł na ustach jednak postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
-Nie mam pojęcia... Wiem o niej tyle co ty, a może nawet mniej. Na pewno wie i na pewno coś knuje. W tej sprawie nie udzielę ci ani jednej informacji, bo sam nie mam żadnej informacji o tym.- nadeszła pora na pytanie, którego troszeczkę się bałam. Wypuściłam ustami dużą dawkę gorącego powietrza.
-Nick... Właściwie dla czego nie możesz romansować z ludźmi. W tym momencie mam na myśli siebie, ale nie ważne... jakie mogą być konsekwencje?- nieznacznie ściagnęłam brwi, zagryzając dolną wargę. 
-A już myślałem, że zapomniałaś o tym pytaniu. Nie istnieje żaden zakaz na związki z ludźmi, ale starsi są przeciwko. Karzą ludzi zmianą anioła, a aniołom zabierają też tą ciemną stronę przez co po prostu giną.- zamrugałam nieco zaskoczona już chcąc zacząć lamentować, ale uspokoił mnie, splatając nasze dłonie i gładząc moją kciukiem. Mogło mu się coś stać dlatego, że zaczynałam darzyć go jakimś uczuciem. Wiedziałam, że on też coś do mnie czuje. inaczej nie siedziałby tu, nie chciał mnie pocałować ani nie ratowałby mnie ze szponów jakiegoś złego odpowiednika czy czegoś w ten deseń.- Kiedy wyszedłem na zakupy załatwiałem jedną sprawę z moim znajomym aniołem i nie zgadniesz w życiu czego się od niego dowiedziałem... Aniołów mścicieli nie dotyczy.- nawet nie wiem jaką zrobiłam minę, bo Nick roześmiał się tak jakoś dziwnie... Nie wiem co było ukryte w jego śmiechu, ale wiedziałam jedno. Natychmiast musiałam złapać z nim jakiś cielesny kontakt.
-Znów bawisz się moimi myślami?- zapytałam zdezorientowana. W mojej głowie pojawił się kompletny mętlik. Nie wiedziałam co myślę. Przed oczami zaczęły stawać mi jakieś obrazy. najczęściej z rodzicami. Jak znalazłam ich martwych. Potrząsnęłam głową, zakrywając oczy, kurcząc się w sobie i szlochając cichuteńko. Zaniepokojenie na twarzy mojego kompana pojawiło się natychmiastowo. Dopadł mnie od razu przytulając do siebie. Złapałam w pięści jego koszulę w momencie kiedy drzwi mojego pokoju otworzyły się z hukiem. Zdezorientowana otworzyłam szeroko oczy.
-On nic nie robi... tym razem to ja.- Agnes stojąca w drzwiach wzruszyła luźno ramionami, przyglądając się swoim paznokciom. Porażona jej widokiem ściągnęłam brwi. Wyglądała wręcz nieziemsko. Ciemne spodnie mocno opinały się na jej długich zgrabnych nogach wyeksponowanych idealnie szpilkami na platformach. Na górze miała zwykłą ciemnoszarą bokserkę oraz marynarkę. Oczywiście nieomieszkała dorzucić do tego kilka srebrnych i szarych ozdób. Wlosy tym razem miała spięte, a jej wystające kości policzkowe zostały uwydatnione delikatnym brązem. Patrzyła na mnie groźnie, a ja czułam jak pod moimi dłońmi ciało Nicholasa spina się. Zacisnął pięści na kolanach. Przytrzymałam go kiedy chciał wstać.
-Przestanę...- wysyczała, robiąc krok w moją stronę. Za jej plecami dostrzegłam trochę zdyszanego Michaela. Rzuciłam mu pytające spojrzenie, a on tylko pokręcił głową.- Zbyt wiele o nas wiesz Caroline...- założyła ręce na piersi rozsiadając się na fotelu w rogu pokoju. Założyła nogę na nogę mierząc mnie uważnym spojrzeniem.
-I tak wiem mniej niż wy wiecie o mnie... Nie uważasz, że to odrobinkę niespawiedliwe?- zapytała, wstając z miejsca. Otarłam wilgotne od łez policzki, zaciagając się świeżym powietrzem, które wpadało do pokoju przez otwarty na oścież balkon. Była 4 nad ranem, ale i tak było dośc ciepło na tę porę.- Wynoś się... Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać.
-Nie pozbędziesz się mnie tak szybko jak Mel, moja droga.- beztroski ton jej głosu doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Znów miałam w głowie ten mętlik.- Odczepisz się od Nicholasa czy mam cię zabrać od niego siłą?- usłyszałam za sobą zduszone przekleńskwo, a potem ciepłe dłonie wsunęły się na moje biodra. najwyraźniej Nick  ten sposób chciał dać mi jakieś sparcie... Nie udało mu się. nadal czułam się w tym mocno samotna.
-Wiesz czego chciała Mel?- zapytałam nieco spokojniejszym tonem przełykając głosno slinę. Agnes skinęła głową po czym wstała.
-Oczywiście, że wiem, ale nie powiem ci o tym teraz... Jesteś zmęczona, prawda? Spotkamy się jutro o 12. Przyjedziemy i wtedy pogadamy na spokojnie.- Michael wyszedł z pokoju pierwszy, a za nim ciemnowłosa. 
-Ty nie umiesz spokojnie, ale skoro tak stawiasz sprawę to dobrze...- powiedziałam na tyle głośno, aby usłyszała mnie za drzwiami. Miałam ochotę rzucić się na tę wywłokę z pazurami jednak Nick szybko uspokoił moje myśli.- Przestań...- wyszeptałam do niego błagalnie.
-Nie... Teraz idziesz spać... Skoro jutro chcesz odbyć starcie ze swoim największym wzrokiem musisz być wypoczęta.- przesunął palcami po moim policzku. Westchnęłam i pokręciłam głową z wolna.
-A miało być lepiej.- wyszeptałam sennie, a potem położyłam się na łóżko. Usiadł obok, miarowo gładząc moją dłoń. Właśnie w takiej pozycji zasnęliśmy oboje przygotowując się na kolejny dzień pełen pełen wrażeń.
***
Jestem z siebie dumna xD dodałam rozdziały dzień po dniu, ale no nie mogłam się powstrzymać. Caroline jest strasznie ciekawska. 
UWAGA: Jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach to proszę pisać na gadu: 4371510. Lub zostawiać komentarze. Dajcie jakiś znak, że ktokolwiek to czyta, błagaaaaam!