nie mam nic na swoje usprawiedliwienie .. możecie mnie zlinczować , przestac to czytać .. nie wiem , cokolwiek . ale wierzcie mi lub nie , moje życie jakoś nie specjalnie pozwalało i dawało mi czas na pisanie kolejnej notki . teraz jestem chora , nie mam co robić , okropnie się nudzę więc piszę tą notkę .. nie wiem kiedy pojawi się następna , postaram się napisać ją dla was na jakimś wolnym .. wszystkie skargi , zażalenia i uwagi kierujcie do mnie w komentarzach albo na gadu .. 4371510 ..
***
-Caroline, przestań płakać, zajmij się w końcu swoją robotą, a nie siedzisz i płaczesz do kubeczka...- Gabriel wszedł do mojego 'gabinetu' z nazbyt wesołą miną i żartem na ustach. Zmroziłam go wzrokiem i z przyzwyczajenia otarłam policzki. Zerknęłam na stolik. Leżało na nim tyle idealnie równych pereł, że spokojnie mogłabym upleść sobie z nich naszyjnik. Potrząsnęłam głową i westchnęłam cichutko pod nosem, spoglądając na niego.
-Nie mogę się skupić na niczym... Dajcie mi z nim spędzić chociaż dzień... Nie widzieliśmy się już ponad dwa miesiące. Serce mi pęka...- wyszeptałam błagalnie. Spojrzenie Gabriela gwałtownie złagodniało, patrzyłam mu prosto w oczy, znów czując łzy zbierające się w kącikach oczu.- Proszę... Jeden dzień... A potem zajmę się swoją robotą i nie będę marudzić, będę robiła wszystko. Za jeden dzień z Nickiem.- wstałam od biurka i podeszłam do Gabriela. Znów popatrzyłam mu w oczy, błagając wręcz, aby pozwolił mi na to. Wywrócił oczami i westchnął.
-Masz dokładnie dwanaście godzin od teraz... I ani słowa Wszechmogącemu. Jak się dowie, że ci na to pozwoliłem, oboje będziemy mieli przekichane. Zawołam go, a sam zajmę się Chrisem i Natalie... W gruncie rzeczy chyba całkiem przyjemnie będzie wrócić chociaż na ten dzień do czasów stróżowania...- rozwodził się kiedy ja nie mogłam ustać w miejscu. Podskoczyłam, rzucając mu się na szyję i soczyście całując go w policzek.
-Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki... Dziadku?- ściągnęłam brwi pytająco. Wyglądaliśmy tak jakbyśmy byli mniej więcej w tym samym wieku, ale w końcu Gabriel był moim najstarszym przodkiem.
-Nie mów tak do mnie, po prostu Gabriel, żadnych dziadków nie chcę słyszeć.- pogroził mi palcem i postawił na ziemi.- Leć już, czas ucieka...- rzucił, puszczając do mnie perskie oczko.- Będzie w waszym dawnym pokoju.- puścił mnie, a ja wypadłam z pokoju jak strzała, taranując wszystkich i wszystko na swojej drodze. Chwyciłam za klamki i pociągnęłam je do siebie. Kiedy tylko otworzyłam drzwi moim oczom ukazała się sylwetka Nicholasa opartego o parapet. Jak zwykle był bosy, bez koszulki, a spodnie opadały mu niechlujnie na biodra czyniąc go diabelsko seksownym. Zdawał się mnie nie zauważyć, więc bezszelestnie przekroczyłam próg i zamknęłam za sobą drzwi. Podeszłam do niego na palcach i ułożyłam dłonie na jego łopatkach całując go kilkukrotnie po plecach. Zaskoczony wyprostował się i napiął wszystkie mięśnie. Obrócił się gwałtownie w moim kierunku, wytrzeszczając na mnie swoje ciemne oczy.
-Caroline...- szepnął, otaczając mnie szczelnie ramionami. Przycisnął mnie do siebie tak jakby już nigdy nie chciał mnie puszczać.- Jak ci się to udało?!- zapytał zaskoczony, cały czas palcami przesuwając po moich włosach tak jakby nadal nie mógł uwierzyć, że stoję oboje niego. Trzymałam dłonie na jego torsie, roniąc pojedyncze łzy szczęścia. Roztrzaskiwały się o biały marmur zostawiając po sobie jedynie biały pył.
-Ubłagałam Gabriela żeby dał nam ze sobą chociaż dzień. On zajmie się Chrisem i Natalie...- szepnęłam na co Nick ściągnął brwi. Przekrzywiłam głowę.- Coś nie tak?
-Natalie dostała drugiego stróża... Ma na imię Michelle, jest taka sama stażem jak ja tyle tylko, że nigdy nie straciła skrzydeł.- serce podeszło mi do gardła. Jako anioł wyższy rangą potrafiłam ocenić co czuje anioł ulokowany niżej. Dostrzegałam w nim bardzo silne uczucie związane z tą dziewczyną... Na szczęście to nie była miłość czy nawet zakochanie, bo to poznałabym na kilometr. Po prostu się zaprzyjaźnili. Kamień spadł mi z serca i znów się do niego przytuliłam.- Caroline... Mam taki szalony pomysł...- szepnął mi prost do ucha po czym poruszył ramionami i ukazały się jego skrzydła.- Schodzimy...- rzucił tylko, łapiąc mnie za obie dłonie.
Na ziemi była piękna noc... Wylądowaliśmy na przedmieściach po czym Nick wzbił się w górę i machnął do mnie. Zawtórowałam mu, łapiąc go za dłoń.
-Gdzie lecimy?- zapytałam, ściągając brwi. Rozejrzałam się z uwagą. Byliśmy w Las Vegas... Trochę zdziwiona próbowałam ogarnąć krajobraz.
-Mówiłem, że to szalony pomysł...- krzyknął do mnie, pociągając w dół. Wylądowaliśmy przed przeuroczą kapliczką. Nick pogrzebał w kieszeni wyciągając z niej tandetny plastikowy pierścionek ze szkiełkiem zamiast oczka, klęknął przede mną, ujął moją dłoń i popatrzył mi w oczy.- Wyjdziesz za mnie?- zapytał, a ja buchnęłam gromkim śmiechem, mając nadzieję, że żartuje jednak nie! Mówił całkowicie poważnie.- Szybka decyzja... Za jakieś pięć minut możemy stanąć przed ołtarzem.- zerknął teatralnie na zegarek. Znów się roześmiałam, pozwalając wsunąć sobie pierścionek na palec.
-Wyjdę za ciebie...- rzuciłam, nachylając sie do niego, aby móc go pocałować.- Skąd ty wytrzasnąłeś taki pierścionek...- podśmiewałam się cały czas.
-Poczekaj aż zobaczysz obrączki...- mrugnął do mnie i razem weszliśmy do kapliczki w błękitach i bieli. Było na prawdę uroczo i przytulnie. Na wejściu dostałam welon i bukiet białych, sztucznych róż na co znów zaczęłam się śmiać. Podeszliśmy do ołtarza gdzie kupidyn już na nas czkał, uśmiechając się niepokojąco.
Nakazał nam odmówić regułki, a potem ogłosił nas mężem i żoną. Nicholas pocałował mnie ówcześnie powoli unosząc mój welon. Faktycznie... Obrączki były znacznie zabawniejsze od samego pierścionka, bo były to dwa plastikowe, różowe krążki... Faktycznie wyszło to nad wyraz spontanicznie.
-No więc... Pani Moser, zapraszam teraz na mini podróż po ślubną... Wybierzemy się do miasta aniołów...- roześmiałam się, przylegając do jego boku szczelnie. Razem wzbiliśmy się w niebo i spokojnie udaliśmy się do Los Angeles...
Odrobinkę dziwnie i nieswojo się czułam, a jednocześnie byłam szczęśliwa i zrobiło mi sie lżej ze świadomością, że Nick jest teraz tylko i wyłącznie mój. Postanowiłam już o tym nie myśleć... Było mi dobrze tak jak teraz. Gorzej jednak było kiedy pomyślałam, że za jakieś dziesięć godzin będę musiała wrócić na górę bez żadnego ale i zająć się swoimi sprawami, a być może Gabriel da mi jakieś nowe zadania i w ogóle nie uda mi się uprosić go o chociaż chwilę z Nicholasem...
Po jakiś czasie znaleźliśmy się na plaży, niedaleko jakiegoś domku z bali.
-Zapraszam panią...- wskazał na domek. Zaskoczona uniosłam brwi, ale długo się nie zastanawiając wskoczyłam na schody i weszłam do środka. Wszędzie pachniało płatkami róż co przywodziło mi na myśl pierwsze spotkanie z Nicholasem... Jego zapach był pierwszą rzeczą jaka zapadła mi w pamięć tak silnie.
-Skąd ty bierzesz takie miejsca?- zapytałam zaszokowana, rozglądając się po domku. Wzruszył ramionami, opierając sie o framugę drzwi. Koszula, która niechlujnie miał tylko zarzuconą na ramiona rozsunęła się nonszalancko co spowodowało, że przeszył mnie dreszcz. Wzięłam głęboki oddech, podchodząc do niego.
-To pozostałość po jednym z moich podopiecznych.- skrzywiłam się nieznacznie, a Nick zaśmiał się cicho.- Spokojnie... Kiedyś mieszkał tu na stałe, a teraz się ustatkował i przyjeżdża tu z żoną raz na pięć lat...- ujął w palce kosmyk moich włosów i założył mi go za ucho. Musnął moje czoło po czym przyciągnął do siebie stanowczo.- Nie masz pojęcia jak mi tego brakowało, Aniele...- musnął moje ucho wargami, a potem zaczął całować moje odsłonięte ramiona i szyję.
-Mam pojęcie...- westchnęłam rozmarzonym głosem.- I tego...- dodałam, dłonie wsuwając pod jego koszulę, przesuwając nimi po torsie. Musnęłam kilka razy jego klatkę piersiową.- I tego... A najbardziej, tego.- przymknęłam powieki i pocałowałam go prosto w usta, zatapiając się w nich namiętnie, jak nigdy...
I w ten sposób minęły godziny, które były nam przypisane. Gabriel zaczął mnie do siebie wzywać, a nie mogłam mu się za długo opierać, bo mogłabym mieć przez to niezłe kłopoty.
-Będziemy się wyrywać... Jak Natalie i Chris będą spali, a Gabriel uda się na jakąś misję. Będę zostawiała ci karteczkę pod tabliczką z imieniem na drzwiach.- obiecałam, całując go po raz ostatni namiętnie prosto w usta.- Kocham cie...- pogładziłam go po policzku i Gabriel zabrał mnie na górę... Czekał w biurze, więc udałam się do niego. Był rozpromieniony i uśmiechnięty. Wskazał mi kanapę, uśmiechając się nazbyt spokojnie.
-I jak tam było?- zapytał jak gdyby nigdy nic, a ja wyciągnęła do niego rękę pokazując mu dwa 'pierścionki'.- No, no... Się postarał chłopak.- zakpił, śmiejąc się. Zgromiłam go wzrokiem i pokręciłam głową.
-Nie kpij...- poprosiłam, opierając się wygodnie. Wstał od biurka i podszedł do tak zwanej 'ciemnej szafki'. Były tam kartoteki upadłych aniołów, z którymi nikt nie dawał sobie rady. Znajdowały się tak aktualnie zaledwie dwie karty, bo w końcu znajdował się anioł, któremu udawało się zresocjalizować tego, który wymykał się spod kontroli.
-To twoje nowe zadanie... To karta Dave'a. Przestudiuj, znajdź i nawróć...- obrócił się napięcie i wyszedł, zostawiając mnie z tym samą. Zawrócił się jeszcze na chwilę, aby powiedzieć mi ostatnią rzecz.- I nie daj się proszę pozbawić skrzydeł, wielka szkoda by była...- puścił do mnie oczko. Potrząsnęłam głową.
Przestudiowałam całą teczkę i westchnęłam. No to trafił mi się twardy orzech do zgryzienia. Postanowiłam nie czekać dłużej. Napisałam karteczkę do Nicholasa, aby wiedział co się dzieje i w drodze do Wszechmogącego wsunęłam ją pod tabliczkę. Potrzebowałam pozwolenia na dłuższy pobyt na ziemi. Oczywiście bez większego problemu je uzyskałam.
Odnalazłam Dave'a na klifie niedaleko mojego byłego domu. Siedział na samym krańcu co i rusz zaciągając się papierosem, którego dym pachniał wiśniami. Ściągnęłam brwi. Zdawał się być zupełnie niegroźny. Powoli obrócił się w moją stronę, przywołując na twarz łobuzerski uśmieszek. Serce zamarło mi w piersi.
-Michael...- szepnęłam zaskoczona na co ten roześmiał się. Ostatni raz się zaciągnął i podszedł do mnie wydmuchując mi dym w twarz.
-Chciałabyś żebym był Michaelem, hmmm?- uniósł brew.- Niestety, nie jestem... To tylko jego ciało.- wzruszył ramionami, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Odstaw jego ciało i wróć do swojego... W tej postaci raczej niczego nie zdziałam.- nieco się uspokoiłam i jakoś ogarnęłam to wszystko.
-Oj słodziutka po co te nerwy...- założył mi kosmyk włosów za ucho. Złapałam go za nadgarstek, kręcąc głową.
-Nie waż się mnie dotykać.- posłałam mu przesycony jadem uśmieszek. Pchnął mnie, przytwierdzając do drzewa. Patrzył mi w oczy groźnie, jednak ja nadal nie miałam najmniejszego zamiaru się ugiąć.
-Taka słodka i niewinna...- szepnął, sunąc nosem po moim policzku. Pocałował mnie w szyję, a następnie wycofał się i zniknął. Potrząsnęłam głową. Przymknęłam powieki, aby zlokalizować jego prawdziwe ciało, do którego udałam się od razu. Po chwili uniosło się i znów zobaczyłam ten uśmieszek.
-Nie jestem wcale taka niewinna...- uśmiechnęłam się z wyższością co najwyraźniej go zaskoczyło. Przyglądał mi się długi moment.
-Jesteś silniejsza niż oni wszyscy razem wzięci... Jeszcze wiele zdziałasz. Coś czuję, że nasza współpraca będzie bardzo burzliwa.- przeczesał dłonią swoje przydługie włosy.- Jestem Dave... A ty jesteś...?- przyglądał mi się. Ja nie miałam najmniejszego zamiaru mu się przedstawiać.- Chyba mam prawo znać imię swojego... Nowego nauczyciela?- podniósł się z ziemi, stając na przeciw mnie.
-Caroline...- mruknęłam z lekką pogardą. Jego mina od razu się zmieniła... Zmiękł, a w jego oczach dało się zauważyć coś na kształt zaskoczenia.
-Więc przysłali najsilniejszą z nowych do mnie? No czuję się zaszczycony...- znów wrócił jego poprzedni wyraz twarzy. Wywróciłam oczami i przeczesałam włosy palcami.
-Jeszcze nie zaczęliśmy, a ja już mam cię dość...- mruknęłam, wymijając go jednocześnie i wychodząc z ciemnego zaułka.
-Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki... Dziadku?- ściągnęłam brwi pytająco. Wyglądaliśmy tak jakbyśmy byli mniej więcej w tym samym wieku, ale w końcu Gabriel był moim najstarszym przodkiem.
-Nie mów tak do mnie, po prostu Gabriel, żadnych dziadków nie chcę słyszeć.- pogroził mi palcem i postawił na ziemi.- Leć już, czas ucieka...- rzucił, puszczając do mnie perskie oczko.- Będzie w waszym dawnym pokoju.- puścił mnie, a ja wypadłam z pokoju jak strzała, taranując wszystkich i wszystko na swojej drodze. Chwyciłam za klamki i pociągnęłam je do siebie. Kiedy tylko otworzyłam drzwi moim oczom ukazała się sylwetka Nicholasa opartego o parapet. Jak zwykle był bosy, bez koszulki, a spodnie opadały mu niechlujnie na biodra czyniąc go diabelsko seksownym. Zdawał się mnie nie zauważyć, więc bezszelestnie przekroczyłam próg i zamknęłam za sobą drzwi. Podeszłam do niego na palcach i ułożyłam dłonie na jego łopatkach całując go kilkukrotnie po plecach. Zaskoczony wyprostował się i napiął wszystkie mięśnie. Obrócił się gwałtownie w moim kierunku, wytrzeszczając na mnie swoje ciemne oczy.
-Caroline...- szepnął, otaczając mnie szczelnie ramionami. Przycisnął mnie do siebie tak jakby już nigdy nie chciał mnie puszczać.- Jak ci się to udało?!- zapytał zaskoczony, cały czas palcami przesuwając po moich włosach tak jakby nadal nie mógł uwierzyć, że stoję oboje niego. Trzymałam dłonie na jego torsie, roniąc pojedyncze łzy szczęścia. Roztrzaskiwały się o biały marmur zostawiając po sobie jedynie biały pył.
-Ubłagałam Gabriela żeby dał nam ze sobą chociaż dzień. On zajmie się Chrisem i Natalie...- szepnęłam na co Nick ściągnął brwi. Przekrzywiłam głowę.- Coś nie tak?
-Natalie dostała drugiego stróża... Ma na imię Michelle, jest taka sama stażem jak ja tyle tylko, że nigdy nie straciła skrzydeł.- serce podeszło mi do gardła. Jako anioł wyższy rangą potrafiłam ocenić co czuje anioł ulokowany niżej. Dostrzegałam w nim bardzo silne uczucie związane z tą dziewczyną... Na szczęście to nie była miłość czy nawet zakochanie, bo to poznałabym na kilometr. Po prostu się zaprzyjaźnili. Kamień spadł mi z serca i znów się do niego przytuliłam.- Caroline... Mam taki szalony pomysł...- szepnął mi prost do ucha po czym poruszył ramionami i ukazały się jego skrzydła.- Schodzimy...- rzucił tylko, łapiąc mnie za obie dłonie.
Na ziemi była piękna noc... Wylądowaliśmy na przedmieściach po czym Nick wzbił się w górę i machnął do mnie. Zawtórowałam mu, łapiąc go za dłoń.
-Gdzie lecimy?- zapytałam, ściągając brwi. Rozejrzałam się z uwagą. Byliśmy w Las Vegas... Trochę zdziwiona próbowałam ogarnąć krajobraz.
-Mówiłem, że to szalony pomysł...- krzyknął do mnie, pociągając w dół. Wylądowaliśmy przed przeuroczą kapliczką. Nick pogrzebał w kieszeni wyciągając z niej tandetny plastikowy pierścionek ze szkiełkiem zamiast oczka, klęknął przede mną, ujął moją dłoń i popatrzył mi w oczy.- Wyjdziesz za mnie?- zapytał, a ja buchnęłam gromkim śmiechem, mając nadzieję, że żartuje jednak nie! Mówił całkowicie poważnie.- Szybka decyzja... Za jakieś pięć minut możemy stanąć przed ołtarzem.- zerknął teatralnie na zegarek. Znów się roześmiałam, pozwalając wsunąć sobie pierścionek na palec.
-Wyjdę za ciebie...- rzuciłam, nachylając sie do niego, aby móc go pocałować.- Skąd ty wytrzasnąłeś taki pierścionek...- podśmiewałam się cały czas.
-Poczekaj aż zobaczysz obrączki...- mrugnął do mnie i razem weszliśmy do kapliczki w błękitach i bieli. Było na prawdę uroczo i przytulnie. Na wejściu dostałam welon i bukiet białych, sztucznych róż na co znów zaczęłam się śmiać. Podeszliśmy do ołtarza gdzie kupidyn już na nas czkał, uśmiechając się niepokojąco.
Nakazał nam odmówić regułki, a potem ogłosił nas mężem i żoną. Nicholas pocałował mnie ówcześnie powoli unosząc mój welon. Faktycznie... Obrączki były znacznie zabawniejsze od samego pierścionka, bo były to dwa plastikowe, różowe krążki... Faktycznie wyszło to nad wyraz spontanicznie.
-No więc... Pani Moser, zapraszam teraz na mini podróż po ślubną... Wybierzemy się do miasta aniołów...- roześmiałam się, przylegając do jego boku szczelnie. Razem wzbiliśmy się w niebo i spokojnie udaliśmy się do Los Angeles...
Odrobinkę dziwnie i nieswojo się czułam, a jednocześnie byłam szczęśliwa i zrobiło mi sie lżej ze świadomością, że Nick jest teraz tylko i wyłącznie mój. Postanowiłam już o tym nie myśleć... Było mi dobrze tak jak teraz. Gorzej jednak było kiedy pomyślałam, że za jakieś dziesięć godzin będę musiała wrócić na górę bez żadnego ale i zająć się swoimi sprawami, a być może Gabriel da mi jakieś nowe zadania i w ogóle nie uda mi się uprosić go o chociaż chwilę z Nicholasem...
Po jakiś czasie znaleźliśmy się na plaży, niedaleko jakiegoś domku z bali.
-Zapraszam panią...- wskazał na domek. Zaskoczona uniosłam brwi, ale długo się nie zastanawiając wskoczyłam na schody i weszłam do środka. Wszędzie pachniało płatkami róż co przywodziło mi na myśl pierwsze spotkanie z Nicholasem... Jego zapach był pierwszą rzeczą jaka zapadła mi w pamięć tak silnie.
-Skąd ty bierzesz takie miejsca?- zapytałam zaszokowana, rozglądając się po domku. Wzruszył ramionami, opierając sie o framugę drzwi. Koszula, która niechlujnie miał tylko zarzuconą na ramiona rozsunęła się nonszalancko co spowodowało, że przeszył mnie dreszcz. Wzięłam głęboki oddech, podchodząc do niego.
-To pozostałość po jednym z moich podopiecznych.- skrzywiłam się nieznacznie, a Nick zaśmiał się cicho.- Spokojnie... Kiedyś mieszkał tu na stałe, a teraz się ustatkował i przyjeżdża tu z żoną raz na pięć lat...- ujął w palce kosmyk moich włosów i założył mi go za ucho. Musnął moje czoło po czym przyciągnął do siebie stanowczo.- Nie masz pojęcia jak mi tego brakowało, Aniele...- musnął moje ucho wargami, a potem zaczął całować moje odsłonięte ramiona i szyję.
-Mam pojęcie...- westchnęłam rozmarzonym głosem.- I tego...- dodałam, dłonie wsuwając pod jego koszulę, przesuwając nimi po torsie. Musnęłam kilka razy jego klatkę piersiową.- I tego... A najbardziej, tego.- przymknęłam powieki i pocałowałam go prosto w usta, zatapiając się w nich namiętnie, jak nigdy...
I w ten sposób minęły godziny, które były nam przypisane. Gabriel zaczął mnie do siebie wzywać, a nie mogłam mu się za długo opierać, bo mogłabym mieć przez to niezłe kłopoty.
-Będziemy się wyrywać... Jak Natalie i Chris będą spali, a Gabriel uda się na jakąś misję. Będę zostawiała ci karteczkę pod tabliczką z imieniem na drzwiach.- obiecałam, całując go po raz ostatni namiętnie prosto w usta.- Kocham cie...- pogładziłam go po policzku i Gabriel zabrał mnie na górę... Czekał w biurze, więc udałam się do niego. Był rozpromieniony i uśmiechnięty. Wskazał mi kanapę, uśmiechając się nazbyt spokojnie.
-I jak tam było?- zapytał jak gdyby nigdy nic, a ja wyciągnęła do niego rękę pokazując mu dwa 'pierścionki'.- No, no... Się postarał chłopak.- zakpił, śmiejąc się. Zgromiłam go wzrokiem i pokręciłam głową.
-Nie kpij...- poprosiłam, opierając się wygodnie. Wstał od biurka i podszedł do tak zwanej 'ciemnej szafki'. Były tam kartoteki upadłych aniołów, z którymi nikt nie dawał sobie rady. Znajdowały się tak aktualnie zaledwie dwie karty, bo w końcu znajdował się anioł, któremu udawało się zresocjalizować tego, który wymykał się spod kontroli.
-To twoje nowe zadanie... To karta Dave'a. Przestudiuj, znajdź i nawróć...- obrócił się napięcie i wyszedł, zostawiając mnie z tym samą. Zawrócił się jeszcze na chwilę, aby powiedzieć mi ostatnią rzecz.- I nie daj się proszę pozbawić skrzydeł, wielka szkoda by była...- puścił do mnie oczko. Potrząsnęłam głową.
Przestudiowałam całą teczkę i westchnęłam. No to trafił mi się twardy orzech do zgryzienia. Postanowiłam nie czekać dłużej. Napisałam karteczkę do Nicholasa, aby wiedział co się dzieje i w drodze do Wszechmogącego wsunęłam ją pod tabliczkę. Potrzebowałam pozwolenia na dłuższy pobyt na ziemi. Oczywiście bez większego problemu je uzyskałam.
Odnalazłam Dave'a na klifie niedaleko mojego byłego domu. Siedział na samym krańcu co i rusz zaciągając się papierosem, którego dym pachniał wiśniami. Ściągnęłam brwi. Zdawał się być zupełnie niegroźny. Powoli obrócił się w moją stronę, przywołując na twarz łobuzerski uśmieszek. Serce zamarło mi w piersi.
-Michael...- szepnęłam zaskoczona na co ten roześmiał się. Ostatni raz się zaciągnął i podszedł do mnie wydmuchując mi dym w twarz.
-Chciałabyś żebym był Michaelem, hmmm?- uniósł brew.- Niestety, nie jestem... To tylko jego ciało.- wzruszył ramionami, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Odstaw jego ciało i wróć do swojego... W tej postaci raczej niczego nie zdziałam.- nieco się uspokoiłam i jakoś ogarnęłam to wszystko.
-Oj słodziutka po co te nerwy...- założył mi kosmyk włosów za ucho. Złapałam go za nadgarstek, kręcąc głową.
-Nie waż się mnie dotykać.- posłałam mu przesycony jadem uśmieszek. Pchnął mnie, przytwierdzając do drzewa. Patrzył mi w oczy groźnie, jednak ja nadal nie miałam najmniejszego zamiaru się ugiąć.
-Taka słodka i niewinna...- szepnął, sunąc nosem po moim policzku. Pocałował mnie w szyję, a następnie wycofał się i zniknął. Potrząsnęłam głową. Przymknęłam powieki, aby zlokalizować jego prawdziwe ciało, do którego udałam się od razu. Po chwili uniosło się i znów zobaczyłam ten uśmieszek.
-Nie jestem wcale taka niewinna...- uśmiechnęłam się z wyższością co najwyraźniej go zaskoczyło. Przyglądał mi się długi moment.
-Jesteś silniejsza niż oni wszyscy razem wzięci... Jeszcze wiele zdziałasz. Coś czuję, że nasza współpraca będzie bardzo burzliwa.- przeczesał dłonią swoje przydługie włosy.- Jestem Dave... A ty jesteś...?- przyglądał mi się. Ja nie miałam najmniejszego zamiaru mu się przedstawiać.- Chyba mam prawo znać imię swojego... Nowego nauczyciela?- podniósł się z ziemi, stając na przeciw mnie.
-Caroline...- mruknęłam z lekką pogardą. Jego mina od razu się zmieniła... Zmiękł, a w jego oczach dało się zauważyć coś na kształt zaskoczenia.
-Więc przysłali najsilniejszą z nowych do mnie? No czuję się zaszczycony...- znów wrócił jego poprzedni wyraz twarzy. Wywróciłam oczami i przeczesałam włosy palcami.
-Jeszcze nie zaczęliśmy, a ja już mam cię dość...- mruknęłam, wymijając go jednocześnie i wychodząc z ciemnego zaułka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz