Nie wiedzieć kiedy zasnęłam głęboko. Obudziłam się dopiero nad ranem. Natalie jeszcze nie było albo już nie było. Przetarłam oczy rozglądając się. Na szafeczce leżały dwie karteczki i obie były do mnie. Przeczytałam jedną. Była od Natie. Pisała, że ma dziś pierwsze warsztaty, więc nie będzie jej cały dzień. Mnie to nawet trochę ucieszyło. Bede mogła zająć się samą sobą.
Wzięłam w dłonie drugą karteczkę. Ściągnęłam brwi czytając ją. Miałam pojawic się na dachu o 11 i nie jeść śniadania. Podpisane... 'Nieznajomy'. Pierwsze co przyszło mi na myśl był chłopak, którego spotkałam wczoraj na dachu. I mi się przypominało... Znów wróciło to uczucie. Poczułam się po prostu głupia. Przecież wczoraj wydawało mi się, że spadam z dachu, a tak na prawdę jedynie się zachwiałam. Pomimo wszystko postanowiłam pojawić sie na dachu o 11. Wstałam z łóżka i wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam nieco wilgotne, czarne włosy, a potem związałam je w wysokiego koczka zostawiając jedynie grzywkę. Zarzuciłam na siebie szarą sukienkę oraz czarną ramoneskę z ćwiekami. Na nogi wsunęłam szpilki pożyczone od Natalie, a następnie wyszłam zamykając pokój. Wsunęłam kartę do kieszeni kurtki. Wyszłam na dach rozglądając się. Nikogo nie było. Przeszłam kawałek zerkając na podłużny komin. Chłopak, którego spotkałam wczoraj siedział na murku, a obok niego stało francuskie śniadanie. Nie wiem co Francja ma do Japonii, ale croissanty z dżemem są pyszne.
-A jednak przyszłaś... Myślałam, że się nie pojawisz.- powiedział tym swoim tajemniczym głosem. Wstał, idąc w moja stronę. Wyciągnął ku mnie dłoń z szarmanckim uśmieszkiem.
-Nie wiem nawet jak masz na imię... Tym bardziej nie mam pojęcia czego ode mnie chcesz. A zapraszasz mnie na romantyczne śniadanka na dachu.- założyłam ręce na piersi, patrząc na niego uważnie.
-Na imię mam Nicholas...- przedstawił się. Ciekawie. Bardzo dawno nie słyszałam tego imienia.- Niczego od ciebie nie chcę. Ale nie odczepię się.- zrobiłam wielkie oczy kiedy wyprzecił moje pytanie. Zamrugałam kilkukrotnie.
-Skąd wiedziałeś o co chce zapytać?- ściągnęłam brwi. Zaczynał mnie intrygować, ciekawić. Uhh! Ta moja ciekawość... Czekałam na odpowiedź i czekałam jednak nie doczekałam się.- Nick!- popędziłam go. Dopiero teraz spojrzał na mnie. Zmierzył mnie wzrokiem i prychnął. Jego twarz pociemniała, a oczy nabrały gwałtownie jakiejś mrocznej głębi. Ogarnęło mnie przerażenie.
-Skąd wiem? Hmm... Może dlatego, że wiem o tobie wszystko? Jak się nazywasz, znam twoje pasje, przewiduję twoje zachowania... Wiem kto zabił twoich rodziców. Znam twoje uczucia i wszelkie inne przemyślenia. Siedzę ci w głowie, znam twoje myśli...- teraz bałam się jeszcze bardziej. W prawdzie wiedziałam, że to jakiś psychopata i nie powinnam się bac, a odwrócić się napięcie i odejść, ale nie mogłam. Po prostu nie mogłam... Jakaś dziwna siła trzymała moje ciało w miejscu. Serce łomotało mi jak szalone, a oddech był przyspieszony.- Boisz się... Żywię się twoim strachem.- powiedział niskim, drżącym szeptem.
-Powiedziałeś, że niczego nie chcesz!- podszedł do mnie i założył mi pojedynczy kosmyk włosów za ucho. Pogładził mój policzek, przekrzywiając nieznacznie głowę. Przysunął się na tyle blisko, że poczułam na ciele ciepło jego ciała. Po chwili odsunął sie, potrząsając głową. Złapał się za włosy, kucając przy murku na którym wcześniej siedział. Wszystko ustąpiło. Mogłam się poruszyć i nie bałam się już.- Kim ty jesteś? Robisz ze mnie idiotkę!- wrzasnęłam, przesuwając sie na przeciw niego. Pomimo tego stałam dośc daleko. Siedział nieruchomo, patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem.
-Nie jestem zwykłym człowiekiem...- powiedział, wstając. Postąpił krok w moją stronę.- Jestem upadłym aniołem.- żartował! Na pewno żartował. Przecież takie istoty nie istnieją.
-Nie wierzę ci...- powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Chciałam z nich wyczytać coś po czym mogłabym poznać, że Nicholas żartuje. Nic takiego nie było. A on zaczął rozpinać koszulkę. Ściągnęłam brwi widząc jego poczyniania. Co on wyrabiał!?- Przestań się rozbierać! Nie potrzebuję twojego striptizu. Oczekuję wyjaśnienia...- powiedziałam szybko.
-Zaczekaj... Nie dramatyzuj tak od razu.- zsunął koszulę odkładając ją na bok. Obrócił się do mnie plecami. Z jego pleców ukazały się dwa kruczoczarne skrzydła. Zasłoniłam usta dłonią. Obrócił sie do mnie przodem spoglądając mi w oczy. Wzruszył ramionami, a ja nadal zaskoczona patrzyłam na niego uważnie.- Teraz wierzysz czy masz ochotę ich dotknąć?- bardzo powoli i niepewnie wyciagnęłam dłoń. Jedno z jego aksamitnych skrzydeł musnęło opuszki moich palów.
-Wierzę, ale nadal nie rozumiem jak to jest możliwe... Przecież, przecież anioły nie isynieją. A co dopiero jakies upadłe. I co się z tobą dzieje? Teraz jesteś normalny, a wcześniej? Co to było? Bałam się...- szepnęłam odsuwając się. Nie to, że bałam się bliskości, ale on miał skrzydła! I to piękne... Po prostu cudowne. Nadawały jego ciału piękny kształt.
Zanim zdązyłam usłyszeć odpowiedź lub zapytać o coś innego na dach wszedł jakiś Japończyk krzycząc coś w niezrozumiałym dla mnie języku. Zganiał mnie najwyraźniej do pokoju. Rozejrzałam się uwaznie i zeszłam po drabince. Potem udałam sie na śniadanie. Nigdzie już Nicholasa nie widziałam. Rozpłynął się w powietrzu. Nie dość, że byłam skołowana to jeszcze głodna, a nie mogłam nic przelknąć. Wszystko spowodował szok jaki przeżyłam przed kilkoma chwilami. Wróciłam do pokoju z tacą jedzenia. Stanęłam w progu upuszczając tacę. Wszystko co na niej było roztrzaskało się w drobny mak, a ja przerażona nie mogłam się poruszyć...
CDN ...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

lubieto ♥
OdpowiedzUsuńciesze sie ! <33
OdpowiedzUsuń