wtorek, 23 sierpnia 2011

część 5 .

Ostatecznie zrezygnowałam z podróżny na cmentarz. Zdecydowałam, że lepiej jeśli udam się w jakieś nieco spokojniejsze miejsce. Miałam kilka spraw do przemyślenia. Zrobiłam w głowie listę wszystkich rzeczy do przemyślenia po drodze do opuszczonej części parku. Kiedy tylko znalazłam się tam opadłam na pustą, nieco zdewastowaną ławkę z westchnieniem. Położyłam się na niem, zakładając ręce pod głowę. Popatrzyłam w niebo wręcz modląc się, aby nikt mnie tu nie znalazł. Musiałam chwilę pobyć w samotności, przemyśleć wszystko bardzo dokładnie.
Pierwsza sprawa do przemyślenia: Nicholas...
Pamiętałam to przerażenie, które ogarnęło mnie kiedy nie mogłam dać sobie rady z paraliżującym strachem w jego towarzystwie. Potem wszystko ustąpiło... Pokazał mi swoje skrzydła, które swoją drogą były na prawdę piękne. Gdybym mogła sama bym sobie takie sprawiła. Ale nie ważne... Zboczyłam z tematu. Wracając do sprawy, którą musiałam przemyśleć... Nie wiedziałam o nim zupełnie nic, a wczoraj w nocy miałam ochotę rzucić się na niego z gorącym pocałunkiem. To przecież było tak totalnie niedorzeczne, że aż sama nie mogłam uwierzyć w swoje zapędy. Łączyło nas coś czego nie rozumiałam... Nie wiedziałam co jest między nami, nie wiem skąd on się wziął, skąd mnie ta dobrze zna. Stanowczo zbyt wielu rzeczy o nim nie wiedziałam. Postanowienie dotyczące tej sprawy: bliżej poznać Nicholasa, zapytać jakie sa jego intencje wobec mnie i wypytać o wszystko inne co przyjdzie mi tylko do głowy. No to jedną sprawę mamy z głowy. Teraz druga...
Druga sprawa do przemyślenia: ciotka Mel.
Nie widziałam się z nią od śmierci rodziców. Kilka razy zadzwoniła do nas prosząc, aby nie nasyłać na nią żadnego adwokata czy kogoś innego, bo ona nie chce mieć nic do czynienia ani ze mną ani z Natalie. Ciekawa ciotka, nie uważacie? Teraz raptem zjawiła się w moim życiu mówiąc, że wcale nie chodzi o mnie, a o Nicholasa. Czego ona mogła od niego chcieć. Chyba nie wiedziała kim jest... A może i wiedziała, a tylko ja byłam na tyle niedoinformowana czy zaślepiona? Nie ważne... Wiedziałam jedno. Musiałam się dowiedzieć czego ta kobieta może chcieć od chłopaka, który w jakiś niewyjaśniony sposób zjawia się i robi mi w głowie tak okropny mętlik, że nie wiem jak się nazywam. Ciotka mel zawsze była niesamowitą zołzą z grubymi milionami na koncie i kilkoma grobami swoich kochanych, bogatych mężulków w ogródku. Cała rodzina za nią nie przepadała, a ona miała to głęboko gdzieś, bo ją obchodziła tylko i wyłącznie forsa. Postanowienie dotyczące tej sprawy: wykurzyć ciotkę Mel ze swojego życia ówcześnie dowiadując się czego tu tak raptem szuka.
Trzecia sprawa do przemyślenia: Agnes.
Czego chciała? Skąd wiedziała gdzie mnie szukać? Dlaczego tak bardzo chciała mnie wywalić na zbity pysk z życia Nicka? Tu będzie znacznie więcej pytań bez odpowiedzi niż się spodziewałam. Do tego wszystkiego jeszcze dochodzi to kim była? Nie wyglądała ani nie poruszała się jak normalny człowiek... No i Michael. On był człowiekiem. Chyba... Po co on jej był? A może chciała tylko wzbudzić zazdrość Nicholasa? To by wyjaśniało dlaczego chce mnie tak bardzo wywalić z jego życia. Postanowienie dotyczące tej sprawy: Wybadać wszystko u Nicka. Coś czuję, że szykuje nam się dość długa rozmowa. Trzeba będzie zarezerwować na to noc po wywaleniu pseudo cioteczki.
Czwarta sprawa do przemyślenia: Natalie.
Może nie powinnam się o nią martwić? W końcu była dorosła i starsza ode mnie. Ale miałam jakieś dziwne przeczucie... Coś miało się stać. Nie wiedziałam dokładnie co, ale to coś złego i związanego z jej osobą. Postanowienie dotyczące tej sprawy: dzwonić do niej co wieczór i dokładnie dowiadywać się co u niej. Co z tego, że wydam miliony na rozmowy poza stanowe. 
No i to by było na tyle... Z resztą i tak więcej bym nie wymyśliła, bo poczułam na ramieniu czyjś miekki, ciepły dotyk. Rozchyliłam zaciśnięte do tej pory powieki, mrugając kilkukrotnie.
-Zbyt często tu przesiadujesz...- dobiegł moich uszu niezwykle troskliwy głos Nicholasa. Momentalnie na moja twarz wstąpił delikatny uśmiech. Usiadł na ławce, unosząc moją głowę. Potem bez wahania położył ją na swoich udach, a ja wtuliłam się w niego szczelnie.
-Dawno mnie tu nie było... A w ogóle skąd wiesz?- zmrużyłam oczy, zerkając do góry. Usmiechnął się do mnie tajemniczo na co tylko pokręciłam głową w rozbawieniu. Powoli i z zawrotami głowy uniosłam sie do pozycji siedzącej.- Chcę żeby się wszystko wyjaśniło... To dla mnie zbyt wiele jak na kilka dni...- wyznałam wzdychając. Jego czekoladowe oczy zaszły troską kiedy zaczął gładzić mój policzek. Objął mnie ramieniem na co tylko przysunęłam się, zamykając oczy.
-Wiem, Caroline... Ale musisz przetrwać. potem może być już tylko lepiej. Jeśli uda ci się wyjśc z tego bez szwanku zdecydowanie będziesz najsilniejszą i najładniejsza kobieta jaką znam.- mrugnął do niej porozumiewawczo, podwadzając kciukiem mój podbródek. Popatrzyłam mu w oczy, a potem poczułam ciepłe miękkie wargi na czole.
-Będziesz ze mną? Nie dam sobie rady sama...- sama nie spodziewałam się po sobie tak błagalnego tonu. Pokiwał tylko twierdząco głową, powoli wstając z ławeczki. Kucnął przede mną, ujmując mojego dłonie.
-Oczywiście, że będę... A teraz wracamy. Stawisz czoło ciotce, wygonisz ją stąd, a potem porozmawiamy, dobrze? Odpowiem na każde twoje pytanie.- czy wspominałam już jak bardzo lubiłam kiedy wyprzedzał moje myśli? Nie? To właśnie teraz wspominam. Dzięki temu nie musiałam sie odzywać, a on już wiedział co mi chodzi po głowie. 
Wzięłam kilka głębokich wdechów ciesząc swoje drogi oddechowe niczym nie zmąconym powietrzem, a potem wstałam z nowymi siłami na to co miało się stać za chwilę. Nigdzie nam się nie spieszyło przez co dotarliśmy do domu znacznie później niż przypuszczałam. Zanim jeszcze weszłam do mojego niewielkiego królestwa poczułam duszący zapach jakichś kwiatów. Czyżby lilie? Natalie ich nienawidziła... Ale nie o tym teraz. Wkroczyłam do pomieszczenia, zatykając nos. Mel już zdążyła wszystko poprzestawać i udekorować po swojemu. Salon i przedpokój stały się teraz różowym królestwem. Jak ja nienawdziłam jej odwiedzin.
-Im szybciej ją stąd wywalę tym szybciej to wszystko stąd zniknie...- rzuciłam Nickowi spojrzenie pod tytułem: "Zostań tu jeśli ci życie miłe.", a potem wkroczyłam do salonu gdzie ciotka krzątała się z kadzidełkiem dostawiając coraz więcej różowych pachnideł i ozdób. Tego się teraz tu nie spodziewałam.
Salon wyglądał jakby przeszła przez niego armia Barbie dekoratorek. Na skórzanej kanapie leżała teraz rożowa narzuta, na stoliku znalazł się różowy obrósik z kwiatkami, wszedzie gdzie tylko można było stały kwiatki i kadzidełka, a na żyrandolu zobaczyłam zwisające z niego różowe piórka. Musiałam potrząsnąc głową i zamknąć oczy, aby nie dostać jakiegoś oczopląsu czy czegoś w tym guście. Mel najwyraźniej nie usłyszała, że wróciliśmy i nie zauważyła kiedy weszłam bo nadal nucąc pod nosem rozkładała pachnące czymś duszącym kuleczki. 
-Mel...- zaczęłam zwracając tym samym jej uwgę na swoją osobę. Momentalnie jej uśmiech stał się złośliwy, a oczy zwięzły się sprawiając wrażenie, że za chwilę rzuci się na mnie ze swoimi sztucznymi paznokciami. Wzięłam głęboki wdech.- Wynoś się... Nie mam zamiru dowiadywać się teraz czego chcesz, ale nie mam też najmniejszej ochoty na twoje toarzystwo. Nie było cię kiedy byłyśmy w potrzebie, a teraz raptem zjawiasz się jak ty czegoś potrzebujesz. A co śmieszniejsze... Wcale nie ode mnie, a od Nicholasa. Nie mam pojęcia skąd wiedziałaś, że tu będzie i po kiego grzyba potrzebna ci znajomośc z nim jednak nie będę się głowić. Po prostu się wynoś. Masz na to jakieś pół godziny. Ten bałagan posprzątamy. Nie chcę cię już nigdy w życiu widzieć na oczy.- wysyczałam na wydechu, a potem spojrzałam na nią z żądzą mordu w oczach. Patrzyła na mnie nieco zdezorientowana jednak zaraz wrócił ten złośliwy wyraz twarzy.
-Dobrze... Skoro tak stawiasz sprawę możesz pożegnać się i z Nicholasem i z Natalie... I ze wszystkimi ludzki na których ci zależy. To jeszcze nie koniec. ja nie odpuszczę, a teraz naraziłaś się u mnie na tyle, że pozbawię cię wszystkich. Rozumiesz?- przysunęła się do mnie zakłócając moją przestrzeń osobistą. Położyłam jej dłonie na ramionach, odpychając ją delikatnie. Do moich dróg oddechowych dostało się dość dużo pudru, więc kaszlnęłam nieco teatralnie, odwracając się na pięcie i wychodząc. Pociągnęłam Nicka do ogrodu i usiadowiłam sie na jednym z leżaków, chowając twarz w dłoniach.
-Mam nadzieję, że jej nie uwieżyłaś?- zapytał, siadając obok mnie. Natychmiast opuścilam dłonie, kręcąc głową.
-Oczywiście, że nie...- uśmiechnęłam się do niego lekko, a potem położyłam wygodnie na leżaku. Wzięłam głęboki wdech, a potem przymknęłam powieki.- Za pół godziny wrócimy do domu i sprzątniemy po niej ten różowy szajs.- stwierdziłam tylko, a potem bezgłośnie westchnęłam.
-Jesteś już zmęczona... Nie dziwię ci się.- pogładził mnie po policzku powodując, że po moim ciele przebiegł niekontrolowany dreszcz.- Śpij Aniele... Potem będzie lepiej...- rozchyliłam powieki, na moment wtulając twarz w jego dłoń. Uśmiechnęłam się jedynie i przekręciłam na bo zasypiając nie wiedzieć kiedy.

***
No dobra... Przepraszam bardzo za taką długą nieobecność. nie mogłam znaleźć ani weny ani motywazji na pisanie bloga, ale już jestem. Obiecuję niedługo jakoś dodać kolejną notkę. Kto się cieszy? Zostawić komentarz albo dodac się do obserwujących, bo jak nie to przestanę pisać. Mam wrażenie, że nikt tego nie czyta, ale nie ważne... Nie przynudzam już. Do widzenia w następnej notce!
PS.: Jakoś tak podoba mi się ten rozdział. Co prawda jest dużo przemyśleń Caroline, ale nie maci mi za złe, co?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz